_

16.02.2017

Podsumowanie pierwszych meczów 1/16 Ligi Mistrzów


Wróciła Liga Mistrzów po zimie i od razu zafundowała sensację tego sezonu. Mam wrażenie, że niezależnie od tego, co się wydarzy później, trudno będzie o głośniejszy rezultat, niż ten z Paryża. Co prawda przez te trzy tygodnie do rewanżu wiele się może zmienić, ale już nie przesadzajmy. Coś się po prostu skończyło.


PSG 4 – 0 Barcelona

Trudno o lepszy i głośniejszy sygnał, że ten zespół, budowany od czasów Franka Rijkaarda, po prostu zderzył się ze ścianą. Nie chodzi o porażkę, bo to się może zdarzyć, ale o jej rozmiary i styl pokazany na boisku. Piłkarze Barcelony nie sprawiali wrażenia, że są zespołem, ale grupą indywidualności, krążącą po boisku i pozbawioną planu, co na tym boisku zrobić. To jest właśnie ta najlepsza, albo najgorsza rzecz w piłce. O stylu gry twojego ulubionego zespołu decyduje przede wszystkim to, na ile pozwolił rywal. No a PSG nie pozwolił na za dużo. Spodziewałem się bttsa (z angielskiego both teams to score, czyli obie drużyny zdobędą gola), jeśli już to skromnej wygranej gospodarzy, ale 4-0? No cóż, jak widać ten świat ciągle potrafi zaskoczyć. Szanse Barcelony w rewanżu? No umówmy się, matematyczne. Nawet jak goście oddadzą mecz walkowerem, to i tak awansują. Sugeruje to wiele zmian po sezonie, nowego szkoleniowca, masę zakupów, no ale zostanie ten pogrom w pamięci, przez jakiś czas.


Benfica 1 – 0 Borussia Dortmund

Taka wygrana to można powiedzieć żadna wygrana. Tym bardziej, że goście podobno grali dobrze, ale nie wykorzystali rzutu karnego. W rewanżu Benfica będzie potrzebować jakiegoś cudu, bo Borussia na swoim stadionie nie będzie chciała odpaść. Wiadomo, że nie będzie bić się o finał, ale nie potknie się już teraz. W rewanżu pewnie zdecyduje pierwszy gol, bo on będzie musiał zmienić plany na to spotkanie obu drużyn.


Bayern 5 – 1 Arsenal

Co za mecz. Przy 1-0 pomyślałem zaczyna się. W kontekście możliwego pogromu angielskiego zespołu. Przy 1-1 była zmiana nastroju, bo co prawda ten karny wbity na raty, wiele rat można zażartować, ale to dawało cień szansy na awans. Przy 2-1 był powrót do pierwszego gola. Tylko że to jeszcze nie był koniec świata, ten wynik można odrobić w Londynie. 3-1, no gdzie była defensywa. 4-1 aj waj, to zaczyna wyglądać groźnie. A przy 5-1 można już nie trudzić się rozgrywaniem rewanżu. Jedno słowo na opisanie tego spotkania to pathetic. Zostanie więcej sił na ligę, ale biorąc pod uwagę, że Arsenal wygląda jak pochyłe drzewo, na które każda koza skacze, to nie zakładałbym się o powodzenie tej walki. Zauważyłem, że Anglicy bardzo kochają historię i ciągle nią żyją. Brakuje szczerej oceny dnia dzisiejszego. Zamiast tego ucieka się w przeszłość, albo snuje plany na przyszłość. Widać to szczególnie w klubach piłkarskich, gdzie z reguły pół sezonu żyje się wspominając poprzedni, a drugie pół marzy się o następnym. Miałbym pretensje do szkoleniowca Arsenalu, bo uważam, że mógł zrobić on z zespołem więcej. Miał w ręku masę argumentów, ale nie przekuł ich w sukcesy. Jak w Paryżu umarła Barcelona, tak w Monachium umarł Arsenal.


Real Madryt 3 – 1 Napoli

No dobra, pomyliłem się, były cztery bramki. Tylko ten gol dla gości przebudził gospodarzy. Zagrali bardziej dojrzale, wypunktowali przeciwnika i co prawda może ta wygrana nie jest tak okazała, ale powinna wystarczyć w rewanżu. Mi trudno sobie wyobrazić, że Real straci dwa gole i nie odpowiednie rywalowi jakąś bramką. Dlatego w każdym tym dwumeczu, niezależnie od tego jaki był wynik, rewanż wydaje się oczywistością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz