_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

10.04.2017

32 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Wiosna w pełni w lidze. Co prawda w pogodzie będzie chyba ochłodzenie, ale liga już określa końcową tabelę. Dlatego widzimy już testowanie składów, ogrywanie młodzieży, a jednocześnie walkę niektórych zespołów o realizację określonych przed sezonem celów.


Spotkanie West Ham – Swansea zaliczało się do tej ostatniej kategorii. Zespół Swansea poniósł porażkę w ostatnim meczu ligowym z Tottenhamem, mimo że do 88 minuty prowadził jedną bramką. Byłem bardzo ciekawy jak szkoleniowiec gości rozładuję ten wynik i zdejmie z głów piłkarzy ten worek cementu. Rywal wydawał się wręcz idealny w tym momencie, bo piłkarze West Ham też grali z podobnym workiem po serii fantastycznie malowniczych porażek. Ostatnia wygrana pamiętała początek lutego, a kryzys w końcówce sezonu spychał do ligi niżej nie takie zespoły. No i lepiej demony z głów piłkarzy przepędził szkoleniowiec londyńskiej drużyny, bo co prawda mecz nie atakował nas przesadną jakością, ale na końcu liczył się wynik. Widać było, który szkoleniowiec lepiej odrobił zadanie domowe i przygotował swój zespół do trudnej walki. Swansea z kolei nie potrafi sobie poradzić z brakiem swego najlepszego strzelca. Zgoda, wrócił do gry, ale czy to był zawodnik grający na 100% możliwości, czy jego powrót nie został przyspieszony tylko po to, żeby coś ugrać w tym meczu. Swansea zagrała słabo, tak jakby ta porażka ciągle nie pozwalała piłkarzom na pokazanie pełni sił. Bo ten zespół potrafi grać lepiej, ale w tym spotkaniu z jakiegoś powodu tego nie pokazał. Statystyka celnych strzałów (6-1) to jeden z najlepszych dowodów. Do tego dochodzi gra defensywna. Moim zdaniem można było zrobić więcej, gdy strzał oddawał Cheikhou Kouyaté. Każde uderzenie oddane spoza pola karnego, które doleci do bramki, zmusza do zadanie pytania, co robili zawodnicy odpowiedzialni za defensywę. Tylko że to są problemy Swansea, bo w ostatnich kolejkach zespół urósł bardzo mocno w kategorii spadek.

Nie przeceniałbym za bardzo porażki Hull City, bo ten wynik nie będzie miał większego znaczenia dla losów rywalizacji w dole tabeli. Wiadomo przecież, że Manchester City to o wiele lepsza drużyna, a Hull ma spore problemy, jak gra na obcych boiskach. Ostatnia wygrana to sierpień, ostatni zdobyty punkt to luty, ale nie wiem, czy Old Trafford to dobry wskaźnik tego, czy zespół potrafi grać poza swoim terenem. Oni są groźni na swoim boisku, więc dwie wygrane do końca sezonu mogą zapewnić im pozostanie w lidze. A jak nie, to muszą postarać się o jakąś zdobycz na obcych stadionach, które nie są tak groźne jak Etihad Stadium. W tym spotkaniu różnica w jakości między drużynami była aż nadto widoczna, dlatego mały kryzys Manchesteru City nie miał znaczenia. Do pierwszego gola było przyzwoicie, ale w końcu presja doprowadziła do tego, że próba wybicia dośrodkowania skończyła się golem samobójczym. Były szanse na wyrównanie, ale tu rozbijamy się o kwestię jakości. Goście jej po prostu nie mieli. No a drugi gol, zdobyty na początku drugiej połowy, kompletnie zabił nadzieje drużyny Hull na osiągnięcie czegoś w tym meczu. Tylko tu nie mogło być lepiej, dlatego ten wynik nie przesądza niczego w walce o pozostanie w lidze. To dalej pozostało wewnętrzną sprawą między Swansea, a Hull i to ten drugi zespół ma lepsze karty w ręku. Jak nimi zagra, to inna sprawa.

Własnych kart, czyli atutów i mocnych stron, nie wykorzystał w tym sezonie Sunderland, dlatego ich porażka z Manchesterem United nie dziwi za bardzo. David Moyes od momentu, kiedy odszedł z Evertonu, pikuje. Zgoda, Manchester United to była prawdziwa mina, na której chyba wszyscy szkoleniowcy by się malowniczo wyłożyli. Można mówić, że nie dostał odpowiedniego czasu, ale czy to był odpowiedni człowiek na przebudowanie składu? Mocno wątpliwe. Real Sociedad był pewnym przerywnikiem, ale tu znów piłka nożna okazała się za szybka dla Szkota. Teraz już nie ma za bardzo czasu na cierpliwe budowanie składu i składanie obietnic sukcesu za x sezonów. Sunderland miał być lekarstwem, szansą na odbudowę siebie, poprzez odbudowę klubu, targanego w ostatnich sezonach zmianami szkoleniowców, zamieszaniem, niepokojem. Zamiast tego będzie spadek z ligi, bo nie powinniśmy się oszukiwać. Potrzeba 6-7 wygranych do końca, a zostało siedem spotkań do zakończenia ligi. Oni już mentalnie spadli. W strefie spadkowej są od sierpnia i żartując można powiedzieć, że porośli, w kontekście tego, jak zachowują się kadłuby małych statków ciągle tkwiących w wodzie. Widzę, że po angielsku to się nazywa biofouling, a skoro Sunderland to miasto portowe, to analogia pasuje jak znalazł. A dlaczego nie o meczu, a o pierdołach? Z prostego powodu, to nie było ciekawe starcie. Jedyny intersujący moment, to czerwona kartka, którą pokazał Craig Pawson. Ona nie miała wpływu na wynik, bo Sunderland nie był w stanie wygrać tego spotkania, ale to było wejście na pomarańczowy kartonik. Część arbitrów pokazałoby żółtą kartkę, część poszłaby dalej. Dlaczego? Procedury nie są odpowiednio jasne w tym zakresie, ale żeby to wyjaśnić, to jedyną odpowiedzią jest sędzia telewizyjny. Oczywiście będzie marudzenie, że pomyłki arbitrów to część magii futbolu, pewien urok, ale to czcze gadanie. Jak był błąd, to trzeba go poprawić, a wprowadzenie tej nowinki technologicznej, jaką jest arbiter telewizyjny, wyeliminuje masę pomyłek, mających czasami wpływ na wynik. Piękno futbolu to nie pomyłki, czy udane oszukanie arbitra. Jak potrafisz zrobi coś lepiej w granicach reguł gry, to jesteś sprytny i można bić brawa. Jak je łamiesz, to jesteś oszustem. To niby jest proste, ale sprawia całą masę problemów.

Następna kolejka w sobotę. Watford – Swansea, bo gościom potrzebne są punkty, a to w miarę łatwo zapowiadający się mecz. W tym samym czasie Stoke – Hull, a w niedzielę Manchester United – Chelsea. Ten mecz powinien jednoznacznie rozstrzygnąć losy pierwszej drużyny w walce o czwarte miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz