_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

18.04.2017

33 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Świąteczna kolejka przyniosła nam całkiem ciekawy prezent w meczu na mini szczycie ligi. Mini, bo tylko jeden zespół walczy o duże mistrzostwo, drugi co najwyżej o małe, ale to nie zmieniło faktu, że było to interesujące spotkanie dwóch drużyn piłkarskich.


Dwóch zespołów, ale jeden został w Londynie i nie zaszczycił meczu swoim udziałem. Oczywiście żartuję, bo piłkarze Chelsea byli na boisku, ale to wszystko. Byli i nic więcej. Rozumiem, że kontuzje wymusiły pewne zmiany, ale urazy, jakie odnieśli Thibaut Courtois i Marcos Alonso, nie usprawiedliwiają słabego występu zespołu gości. Oni byli przygotowani na jeden wariant gry rywala i na nic więcej. Jose Mourinho potrafi przygotowywać swój zespół do pojedynczych bitew, ostatnie sezonu zaburzyły jedynie odpowiednie przygotowywanie do całego sezonu, czy do dłuższej serii spotkań. Rywale mają plan jak powstrzymać Zlatana Ibrahimovicia? Super, to on nie zagra. Zobaczymy, czy macie plan na powstrzymanie mojego planu B. Mecz pokazał, że żadnej reakcji nie było. Chelsea grała niechlujnie, piłkarze nie mogli znaleźć rytmu i ciągle podawali piłkę do nikogo. Wytłumaczenie porażki niby jest łatwe, bo kontuzje, ale z innymi zawodnikami wynik mógłby być ten sam i dalej byłoby zero celnych strzałów na bramkę rywala. Chelsea mogłaby próbować wetknąć w okrągły otwór kwadratowy klocek i to nigdy by nie zadziałało, niezależnie od tego, jakiego koloru czy jakiej wielkości ten klocek by był. Problemem był odpowiedni plan na mecz, a nie kwestie personalne. Rozumiem, że Chelsea jest dalej faworytem do tytułu, bo przewaga jest wciąż bezpieczna, a terminarz sprzyja, ale to co zostało wymyślone po porażce z Arenalem, przestało już działać. Latem czekać będzie wiele pracy, bo nie tylko trzeba zastąpić niektórych zawodników, ale opracować nowy plan na poszczególne mecze. Z tym ma pewne problemy szkoleniowiec londyńskiej drużyny i robi się z tego zadanie na okres wakacyjny. W przyszłym sezonie będzie trudniej, bo dojdą puchary europejskie, a rywale w lidze mają ten irytujący zwyczaj, że się z reguły wzmacniają. Bez zmian Chelsea nie obroni tytułu, a ten z tego sezonu zostanie wywalczony może nie o włos, ale różnica na koniec nie będzie za duża.

Teoretycznie różnic między bohaterami spotkania Watford – Swansea też nie było za dużych, bo co prawda różnica między zespołami to siedem pozycji w tabeli, ale to był sześciopak. Głównie z uwagi na mało sprzyjający terminarz przed zespołem gospodarzy. Co prawda byłbym bardzo daleki od twierdzenia, że zespół może spaść, jak przegra wszystko do końca. 37 punktów zgromadzone przed spotkaniem powinno wystarczyć, więc ten mecz miał przede wszystkim duże znaczenie dla rywala. Swansea musiała wygrać, bo w walce o pozostanie w lidze są już tylko dwa zespoły: oni i Hull City. Można powiedzieć, że drużyna jest w kryzysie, bo ostatnia wygrana pokryła się już kurzem. Została ona odniesiona na początku marca, a potem były porażki i aż jeden remis. Tylko że Swansea nie ma za dużo atutów, by przechylić losy meczu na swoją korzyść. Wystarczyło wyłączyć z gry Gylfi Sigurdssona, a skoro Fernando Llorente wraca po kontuzji i widać, że nie jest w pełni sił, to automatycznie potencjał ofensywy cierpi. Jak do tego dorzuca swoją cegiełkę, a raczej cegłę obrońca, to trudno być optymistą. Sam gol mniej by chyba bolał, jakby to było trafienie samobójcze. W spotkaniu, gdzie jakości było niewiele, bo liczył się wynik, każdy błąd wpływający na ostateczny rezultat będzie bolał, a to była pomyłka kosztująca zespół bardzo wiele. Nie ma co patrzeć na to, co zrobili koledzy z defensywy. Przypominam, że Łukasz Fabiański obronił pierwsze uderzenie, dopiero dobitka znalazła drogę do siatki. To pierwszy błąd był decydujący, bo on pozwolił na to, że Etienne Capoue mógł się znaleźć w takiej sytuacji. Można powiedzieć szkoda, bo Alfie Mawson dopiero zaczyna karierę i nawet 10 sezonów gry przed nim. Tylko że to będzie się za nim ciągnęło. Jednak na spadek zapracowała cała drużyna, bo w uratowanie się jakoś nie wierzę. Drużyna musi znaleźć szybko formę, bo tylko seria wygranych pozwoli jej pozostać w lidze.

Podobnie serii wygranych potrzebuje Arsenal, ale tu przynajmniej drużyna nie spadnie z ligi. Nie awansuje do Ligi Mistrzów, skończą się te żarty, że jak czwarte miejsce to Arsenal. Ciekaw jestem jakie to wywoła wstrząsy w klubie, bo nie będzie pieniędzy za udział z Lidze Mistrzów. Na 95% będzie Liga Europy, ale to nie smakuje tak samo, względy finansowe to tylko jeden powód. Chciałem też zobaczyć reakcję w meczu z Middlesbrough, ale o jakiej reakcji można mówić, skoro gra się ze spadkowiczem. Dlatego tu mogły udać się pomysły taktyczne, jak gra trójką obrońców. Tylko że to nie jest powód do chwalenia się, bo różnica klasy między zespołami była za duża. Podejrzewam, że można byłoby zagrać bardzo nowatorsko i wyjść albo z szóstką obrońców, albo tylko z dwójką, a zwycięzca byłby ten sam. Tylko że dalej nie wiemy, czy szkoleniowiec zostaje, czy niektórzy piłkarze nie sprzedają się już po kątem okienka transferowego, wreszcie dalej nie wiemy, kto rządzi w klubie. Potrzebny jest ktoś, kto w końcu podejmie decyzję. Nawet jak będzie ona niedobra w perspektywie sezonów, to jednak ona będzie. Na razie jest takie zawieszenie i niewiedza, a to prędzej zaszkodzi, niż pomoże. Zresztą już chyba widzimy te negatywne skutki.

Wiemy za to kiedy będzie następna kolejka. Zacznie się 22 kwietnia, ale skończy 27, a po drodze będzie jeszcze Puchar Anglii. Znów w tym samym czasie Swansea – Stoke i Hull – Watford. Niedzielne mecze też zapowiadają się interesująco. Mecze ze środka tygodnia zasługują chyba na osobną notkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz