_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

24.04.2017

34 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Od razu widać, że liga już myśli o końcu sezonu i pomału zaczyna się odrabianie wszystkich odwołanych wcześniej meczów. W końcu skończy się dziwna sytuacja, że są zespoły z 34 rozegranymi meczami, a obok nich te z 32. To lekko zaburza obraz tabeli, bo punkty nie pokazują wszystkiego.


To jednak nie jest problem strefy spadkowej, bo zespoły rywalizujące o pozostanie mają tę samą liczbę rozegranych spotkań. Nawet w ostatniej kolejce zdobyły trzy punkty, ale to się szybko skończy. Zespół Hull City pokonał Watford, co tak właściwie nie dziwi, bo tylko jeden zespół o coś grał. Wydawało się, że ten mecz będzie w cieniu decyzji arbitra. Osobiście nie pokazałabym czerwonej kartki za zagranie, za które wyleciał z boiska Oumar Niasse. To naprawdę powinno być przewinienie, gdzie jest pewna chęć zaszkodzenia rywalowi, a nie zwykła walka o piłkę. Dodatkowo nie starałbym się wpłynąć na wynik, bo trudno byłoby zapanować nad emocjami zespołów i sztabów szkoleniowych później. Decyzja o tym niepodyktowanym rzucie karnym w pierwszej połowie, no, też mogłaby prześladować arbitra. Podejrzewam, że w starciu z rywalem, który o coś walczy jeszcze, to byłoby decydujące. Hull jednak pokonał te drobne niedogodności. Rywal chyba znowu nie wie, dokąd zmierza w letnim okienku transferowym, dlatego nastał czas wyczekiwania. W końcu oni się utrzymają, a na walkę o coś więcej nie mają argumentów. Stąd mogą pojawić się takie dziwne mecze, gdzie mimo gry przez ponad godzinę z przewagą jednego gracza, nie miało to żadnego przełożenia na końcowy wynik. Oczekiwałbym więcej po zespole, bo sezon trwa 38 spotkań i nie kończy się po zdobyciu 40 punktu. Dlatego lato może być ciekawe, bo trwanie w miejscu skończy się prędzej czy później spadkiem z ligi.

To pomału zaczyna się materializować przed zespołem Swansea. Mecz ze Stoke City to nie był pojedynek, który mógłby pokazać realną siłę zespołu. Pierwszy gol to głównie pogubiła się defensywa zespołu, bo nie tak powinno wyglądać krycie strefowe. Ja rozumiem, że to jest trudniejsza rzecz do opanowania. Wymaga ona powstrzymania własnych instynktów, nie biegnie się wtedy w miejsce, gdzie jest piłka, ale pilnuje swojego kawałka murawy. Dopiero jak rywal zagra piłkę w to miejsce, to wkraczamy do akcji. Tylko że nawet z tym błędem zespół miał o co grać, bo jedna bramka różnicy to niebezpieczny wynik dla obu zespołów. Goście dostali szansę na powrót, bo arbiter nie zauważył spalonego, z czego potem wyszedł rzut karny. Tylko że takie sytuacje powinno się wykorzystywać. Potem szybka kontra, gol na 2-0 i zrobiło się po meczu. Stoke to kolejna drużyna, którą czeka nerwowe lato. Nie byłbym pewien, czy właściciele są zadowoleni z tego, gdzie jest klub w tabeli. Można było mieć wrażenie, że ich stać na więcej. Swansea z kolei przerwała serię spotkań bez wygranej, ale ich pozostanie w lidze dalej jest trudne. W kalendarzu widzę 6 punktów do końca sezonu. Hull niby tylko trzy, ale oni prędzej czy później przełamią się na wyjazdach. No i nie zapominajmy, że są dwa punkty przewagi, albo straty, w zależności z której strony patrzymy. Pytanie na dziś, to czy walka o pozostanie potrwa do 38 kolejki, czy jednak rozstrzygnie się wcześniej.

Ciekawe, czy równie zacięta będzie walka o miejsce czwarte, bo Liverpool dał szansę rywalom na złapanie ich w tabeli. Nie chciałbym sprowadzać pojedynku z Crystal Palace do powrotu Christiana Benteke, bo co prawda zdobył dwie bramki, ale ten mecz został przegrany wyżej, w głowach szkoleniowców. Rozumiem, że posiadanie piłki to miła rzecz, ale nie fetyszyzujmy jej kompletnie, bo w meczu nic z niej nie wynika. Można to porównać do posiadania pieniędzy. Co z tego, że ma się tryliony, czy tryliardy, jak straciło się umiejętność wykorzystywania tej rzeczy. Bo to jest tylko rzecz, narzędzie do osiągania celów, a niemal powszechnie przypisuje się jej magiczne zdolności. Tak samo jest z posiadaniem piłki. To jest tylko narzędzie, a nie wartość sama w sobie. Nikt nie dodaje drużynom bramek, jeśli osiągają one przewagę w posiadaniu piłki nad rywalem. Jeden celny strzał przez cały mecz, to nie jest wynik zespołu marzącego o finiszu w pierwszej czwórce. Wydawało mi się, ba, byłem wręcz przekonany, że wygrana ze Stoke w meczu wyjazdowym zaszczepiła zespół i nie będzie on już głupio rozdawał punktów. Tylko okazało się, że wystarczą dwa-trzy urazy i zespół Liverpoolu nie potrafi znaleźć odpowiedzi na pytania postawione przez rywala. Szkoleniowiec nie może liczyć na to, że wszyscy jego piłkarze dotrwają w zdrowiu cały sezon. Dlatego zespół powinien liczyć 15-16 piłkarzy gotowych do gry na 10 pozycjach poza bramką. W ten sposób nie byłoby takiego zamieszania, kiedy ktoś wypada ze składu. Drugi kamyczek to organizacja gry defensywnej, bo to kuleje od dawna. Przy pierwszym golu defensywa The Reds była zbyt statyczna, tak jakby szybkość akcji rywala zaskoczyła ją niemal kompletnie. Drugi gol to jakiś koszmarek w defensywie, bo ta piłka przeszła przez połowę pola karnego. Co robili defensorzy w tym czasie, oprócz podziwiania lotu piłki i akcji rywala. Nie chciałbym też sprowadzać spotkania do niepodyktowanego rzutu karnego, jeszcze przy stanie 1-0 jak dobrze pamiętam. Nigdy nie należy oczekiwać, że arbiter nie popełni żadnego błędu. Czasami trzeba dodać coś ekstra od siebie, ale wyrwać trzy punkty. Brakuje mi w niektórych meczach takiego większego przyłożenia się do spotkania ze strony Liverpoolu. Czasami trzeba się ubrudzić, bo piłka nie polega na wymienianiu futbolówki i pieszczeniu statystyki jej posiadania. Skoro zespół, który nie gra już w pucharach, nie chce tego zrobić, to czy zasługuje na miejsce w pierwszej czwórce? Obawiam się, że nie. Dlatego szkoleniowiec musi szybko opracować coś nowego, lub naprawić istniejące już od dawna błędy.

Następna kolejka w sobotę, ale w tygodniu czeka nas mini-maraton zaległości. Pojedynek spadkowiczów, czyli Middlesborough – Sunderland. Arsenal – Leicester zapowiada się równie ciekawie jak mecz Crystal Palace – Tottenham. No a w czwartek wielkie derby Manchesteru. Wychodzi na to, że to mecz o małe mistrzostwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz