_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2018/2019

Nie będę ukrywał, że chciałem zacząć inaczej, słowami ‘czeka nas kolejny sezon w lidze Mistrzów Świata’. No dobrze, reprezentacja tak wy...

31.12.2017

21 Gameweek Premier League (2017/2018)


Kto powiedział, że jak za oknem słychać fajerwerki, to zabraknie ich na boisku w meczach Premier League? To po prostu były dobre spotkania, pełne wystrzałowych momentów.


Zaczynając od meczu Bournemouth – Everton, który nie był do końca klasycznym sześciopakiem. Goście po zmianie szkoleniowca zdobyli odpowiednią liczbę punktów, więc nie są już bezpośrednio zagrożeni spadkiem z ligi. Gospodarze to inna sprawa. Mieli trudne mecze, nie wygrali tych, które powinni wygrać, dlatego spadek delikatnie zaczął zaglądać im w oczy. Dlatego to był mecz, który zespół musiał po prostu wygrać. Rywal o nic tak właściwie nie walczy, ale to nie oznacza, że może popełniać błędy w obronie. Podejrzewam, że informacja o kontuzjach w zespole gospodarzy (Jermaine Defoe i Harry Arter) nieco rozbroiła zespół Evertonu. Który myślami chyba był już na pucharowych derbach. Dlatego pozostawiono za dużo miejsca zawodnikowi gospodarzy, który chyba normalnie miał nie strzelić tych bramek. No ale magia końca roku zdecydowała, gospodarze wygrali i wracają do walki o pozostanie w lidze, ale patrzą na strefę spadkową z góry. Z ich perspektywy to właściwa postawa. Może to nie był piękny mecz, ale liczyły się trzy punkty i nic innego.

Podobnie w spotkaniu Manchesteru United – Southampton liczyły się trzy punkty, ale zamiast tego była kontuzja, jaką odniósł Romelu Lukaku. Trudno przewidzieć, kiedy Belg wróci do gry, bo urazy głowy zawsze są trudne w diagnozie, ale zespół stracił ważne punkty. Nie pierwszy raz. W kontekście walki o drugie miejsce, tak to chyba można określić. No i nie ma na razie napastnika z prawdziwego zdarzenia. Bo sam mecz też nie był za dużym widowiskiem. Wydawało się, że nowy bramkarz w zespole gości (Alex McCarthy, a nie Fraser Forster), będzie stremowany występując na Old Trafford, ale nic z tych rzeczy. To już prędzej można powiedzieć, że zespół gospodarzy perfekcyjnie dostosował się do tego, co prezentuje jego szkoleniowiec. Był więc apatyczny, niemal całkowicie pozbawiony energii. Dlatego nie dziwi, że po meczu stwierdzenie, że to goście byli bliżsi wygranej, jest prawdziwsze. Stworzyli sobie lepsze okazje, lepiej przetestowali bramkarza rywala. Mogą więc powiedzieć, że są niezadowoleni z wyniku. Szkoleniowcowi gospodarzy zostało narzekanie, że nie został podyktowany rzut karny. Jak dla mnie to było za blisko, żeby mówić o czymś innym, niż przypadkowym kontakcie między piłką, a ręką. Nie chciałbym oglądać rzutów karnych dyktowanych za takie zagrania. To zabija grę w piłkę i przekształca ją w nabijanie piłką ręki zawodnika rywala, w jego polu karnym. Większe pretensje miałbym do zawodnika, bo gdyby Paul Pogba nie dotknął piłki, to ona prawdopodobnie, ocierając się o słupek, wturlałaby się do siatki. No ale zagrał instynktem, więc został za to ukarany. Sam Manchester dziwnie zboczył ze ścieżki, na której był. W połowie października zespół zremisował z Liverpoolem, był o dwa punkty od lidera, wszystko było w nogach piłkarzy i w głowie szkoleniowca. Na koniec roku zespół traci do lidera 15 punktów. Nie mówiąc już o tym, że spadł na trzecie miejsce w tabeli. Zaniepokoiłoby mnie to, bo o ile mój wpływ na formę rywala jest zerowy, to już forma mojego zespołu zależy ode mnie w dużym stopniu. Po ostatnim meczu trudno powiedzieć, że atmosfera w zespole jest dobra. Kontuzje, możliwe zawieszenia (Ashley Young uderzył łokciem zawodnika rywali, a za to się odpoczywa od piłki na 3 lub więcej meczów), a rywal do tytułu chyba złapał pierwszy kryzys. Tylko jak go dogonić, jak samemu ma się problemy.

A dlaczego Manchester City jest w kryzysie? Po jednym meczu takie słowa wydają się może zbyt odważne, ale kontuzje dwójki zawodników (Vincent Kompany i uraz to robi się nierozerwalna para, ale Gabriel Jesus i Kevin de Bruyne to nowość w tym sezonie) komplikują plany. W tym meczu udało się zremisować, mimo że rywal miał rzut karny na koniec, ale w następnych może być problem. Nie w pucharach krajowych, bo zespół raczej nie jest rozliczany mocno z tego, co w nich, czy jak gra. W lidze jednak zacznie jednak topnieć dystans, a w przyszłości, jak pojawią się mecze w Lidze Mistrzów, to będzie problem. Tym bardziej, że spekulacje prasowe sugerują odejście jedynego zdrowego napastnika w chwili obecnej, a nowi gracze będą potrzebować czasu. No i też nie należy zapominać, że zespół powinien prowadzić w tym spotkaniu, zanim uderzyły kontuzje. Zgoda, Jesus zszedł z boiska po dwudziestu kilku minutach, ale de Bruyne grał prawie cały mecz. Tym razem nie oczarował jednak kolejnego stadionu, co może potwierdzać tezę, że zespół jest zmęczony. Niezbyt dobry znak, skoro następny mecz będzie we wtorek. No ale chcieliśmy emocji i może one wrócą do ligi i do walki o tytuł. Nie taką przewagę można odrobić, nie taką można stracić. Wszystko zależy od tego, jak zareaguje szkoleniowiec klubu i jakie decyzje podejmie.

Następna kolejka (chociaż gra jeszcze Arsenal) zacznie się jutro. Sześciopak Stoke – Newcastle, a po nim Everton – Manchester United. We wtorek Swansea – Tottenham, w końcu jak to odrodzenie, to odrodzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz