_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.01.2018

22 Gameweek Premier League (2017/2018)


Skończył się więc maraton świąteczno-noworoczny, który zaczął się tak właściwie miesiąc temu (zostały co prawda dwa derbowe mecze, ale one wiele nie zmienią). Oczywiście można narzekać, że liczba spotkań przytłacza, że nie ma miejsca na odpoczynek, ale z drugiej strony, wygrywają zawsze najlepsi, a to było tylko kolejne wyzwanie. Tu się nic nie zmienia.


Dziwi mnie, dlaczego w Stoke nie doszło do zmiany szkoleniowca, ale może nie ma pomysłu, kim go zastąpić. Spotkanie z Newcastle to był sześciopak w kontekście walki o pozostanie w lidze, ale też jedna z prawd futbolu. Nie grasz takich meczów, kiedy twój zespół ma więcej punktów. Podejrzewam, że chyba nikt tego nie powiedział, głośno. Rozumiem, że nad głową Marka Hughesa było dużo presji, ale sam ją na siebie ściągnął. Wystawił osłabiony skład na Chelsea w poprzedniej kolejce, pokazując tym samym piłkarzom, że muszą. Chyba zabrakło odpowiednich rozmów w szatni, mówiąc w skrócie pojawił się czynnik nieodpowiedniego zarządzania zasobami ludzkimi. No i piłkarze nie sprostali temu zadaniu, ale mieli trudnego rywala. Newcastle też ma problemy, ale wywołane raczej przez zawirowania poza boiskiem, a nie na nim. Na murawie było już coś innego. W pierwszej połowie mieli lepsze okazje do strzelenia bramki, ale marnował je Christian Atsu głównie. Po zmianie stron Stoke już lepiej, ale nie było efektu w postaci bramki. Głównie to bramkarz rywala przeszkadzał, ale od tego był on na boisku. Następnie akcja gości, defensywa gospodarzy mogła zrobić więcej (jedno podanie, którego nikt nie przeciął, defensywa na morzu, a nie kryjąca zawodnika czy zawodników), no i zaczęło robić się po meczu. Przede wszystkim przegrał szkoleniowiec gospodarzy, ale to ciągnie się za nim od dłuższego czasu. Pod jego wodzą nie widać za bardzo postępów drużyny, a wyrżnięcie w strefę spadkową powinno być dzwonkiem alarmowym. Tam nie dzieje się dobrze, a szkoleniowiec nie podejmuje dobrych decyzji. Zgoda, że nie ma co robić pretensji o rotację w zespole, bo tak robili chyba wszyscy szkoleniowcy w angielskiej piłce. Jednak trudno uznać, że wyniki bronią jego pozycji. Drużyna sprawia wrażenie, że jedzie na jałowym biegu, czyli może ładnie to wygląda, ale daleko nie zajedziemy. Dlatego przed prezesami w Stoke trudne zadanie. Mam wrażenie, chociaż nie jestem kibicem tej drużyny, że ich stać na więcej. Problem polega na tym, kto zastąpi obecnego szkoleniowca, bo często zmiany robione w panice prowadzą do jeszcze gorszych skutków. Tylko że trzeba coś zmienić, póki jest się w Premier League. Wygrana walka o pozostanie w Premier League jest tego warta.

Chyba rozumieją to lepiej w zespole Swansea, bo tam wymieniono szkoleniowca, pytanie tylko czy Carlos Carvalhal jest ściągnięty z myślą o tej lidze, czy z myślą na szybki awans w sezonie następnym. Początek jest dobry, ale to był tylko jeden mecz. No i zespół Watford złapał grypę zwaną Everton. To znaczy po pojawieniu się spekulacji łączących obecnego szkoleniowca z tą drużyną, zespół przestał grać. Dlatego wyniki osiągane z nimi nie są dobrym wyznacznikiem tego, gdzie zmierzamy. Więcej można powiedzieć po spotkaniu z Tottenhamem. Szkoda, że wpływ na widowisko, chyba za duży, miała ulewa, jaka przeszła nad stadionem w trakcie pierwszej połowy. To nawet sam mecz był zagrożony, bo nie było pewne, czy warunki atmosferyczne pozwolą go dograć. Na swoje stare śmieci wrócił Fernando Llorente, strzelił bramkę, ale ze spalonego. Dziwi mnie, dlaczego arbiter tego nie dostrzegł, skoro to było widać nawet w transmisji telewizyjnej. No ale tak to jest, jak się desperacko walczy o punkty. Wtedy każda niekorzystna decyzja boli. Ewentualnie jak oglądam mecz, to patrzę na złe rzeczy. No a druga decyzja to potencjalna czerwona kartka dla Davinsona Sancheza. Tylko tutaj arbiter pobłądził bardzo mocno. Przede wszystkim nie powinno być żółtej kartki za pierwszy faul, bo tam go chyba nie było. W momencie, kiedy Sanchez sfaulował na kartkę, jej nie obejrzał. Teoretycznie jedna kartka, ale nie za ten faul. Dwa błędy arbitra, tylko że nie miały one większego wpływu na wynik. Owszem, nie powinno być bramki na 0-1, mecz mógł potoczyć się inaczej, ale przewaga rywala była za duża. To nie przypadek, że jedna drużyna walczy o pierwszą czwórkę, a druga jest w strefie spadkowej. Ogólne wnioski są pozytywne, ale na teraz trudno powiedzieć, czy to efekt nowości, czy jednak zmiana na stałe. Czasami ten efekt nowości trwa dłużej i można go pomylić, ale na to za wcześnie. Okienko transferowe wiele nam wyjaśni, bo Swansea powinna mieć pieniądze. Tylko jeszcze musi je dobrze zainwestować. Liga widziała nie takie ucieczki z ostatniej trójki, do końca 16 kolejek, albo 45 punktów do zdobycia (bo gdzieś tam czeka Manchester City). No ale żarty na bok, 7-8 razy mogą wygrać, ale to będzie wymagało dużego wysiłku. Jak to zrobią, to zostaną. Jak nie, to czeka odbudowa w drugiej lidze.

Dzisiaj derby Londynu, jutro kolejne, ale jakoś bez tego żaru, przynajmniej dla mnie. Następna kolejka 13 stycznia. Newcastle – Swansea, ważny dla walki w dole tabeli, mecz drużyn, które błądzą Watford – Southampton, a w niedzielę Liverpool – Manchester City.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz