_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.02.2018

25 Gameweek Premier League (2017/2018)


Super blue moon na niebie (zjawisko atmosferyczne związane z Księżycem), a niebieski księżyc w tabeli, czyli wyraźna przewaga lidera z Manchesteru nad sąsiadem z miasta. No ale to przez ten mecz, o którym poniżej. 


Powiedzieć, że spotkanie Tottenham – Manchester United zaczęło się na poważnie od pierwszej sekundy może będzie przesadą, bo gol padł po jedenastu sekundach, ale jednocześnie potwierdziło to wszystkie utarte frazesy, które mówią że pierwsza bramka ustawia spotkanie i tak dalej. Swoją drogą od zespołu, który rywalizuje o miejsce w pierwszej czwórce, wymagałoby się odrobinę większej staranności i uważności w tym, co robi. Wtedy nie trzeba byłoby od samego początku iść pod górę. Rozumiem, że to był debiut ligowy Alexisa Sancheza. To mogło lekko rozbroić jego nowych kolegów z zespołu. Tylko to nie tłumaczy tego, że szkoleniowiec przegrał bitwę taktyczną ze swoim odpowiednikiem z drugiego zespołu. Największą bolączką Manchesteru w tym meczu była słabość środkowej linii. Zbyt ofensywnie zespół gości wyszedł na ten mecz i został ukarany. Oni mieli jednego defensywnego pomocnika, Tottenham dwóch i pół można powiedzieć. Dlatego można było odnieść wrażenie, że rywal jest bardziej w meczu, a nie poza nim. To spotkanie miało pokazać, że Manchester United jest wciąż groźny i jak ryknie, to bójcie się zespoły. Po meczu można powiedzieć, że ten kotek jest mały i tego ryku nikt się nie boi, bo go nie słychać. Mnie zdziwiło jak łatwo rywal poradził sobie z drużyną, która miała bić się o tytuł, a sprowadzenie pomocnika z Arsenalu miało otwierać nowy rozdział i kto wie, możliwą gonitwę za liderem. Czyżby świat już poznał, jak radzić sobie ze sztuczkami taktycznymi portugalskiego szkoleniowca? Jeśli tak, to zły to znak na resztę sezonu. Owszem, część spotkań da się wygrać komentarzami o meczu, w innych zdecyduje klasa graczy, ale co w momencie, kiedy naprzeciwko będzie stała porównywalna drużyna, mająca lepszy plan taktyczny na spotkanie? Im wyżej w pucharach, tym większa szansa na wpadnięcie na taki zespół, a przecież w lidze czeka kilka pojedynków, które mogą zakończyć się różnie. Zgoda, z reguły na swoim boisku, ale prędzej czy później trzeba będzie pojechać i zdobyć inny stadion. Dlatego to może być bardzo ciekawe, jak zespół będzie dalej prezentował się w lidze. 

Podobnie Tottenham, bo taka wygrana, odniesiona w takim stylu, tylko podbuduje morale zespołu. Podejrzewam, że nie chodziło tylko o wynik, chociaż on też był ważny w kontekście walki o miejsca 3-4, ale o ustalenie pewnej narracji na resztę sezonu. Pokazanie, że ta drużyna zgłasza solidną ofertę walki o miejsca na szczycie tabeli. Jednocześnie podbudowanie się na trudne mecze w lutym. Na razie są w kontakcie z tymi miejscami, które chcą zająć na koniec. Jest bardzo ładna różnica bramkowa, ale znów. Podobnie jak rywal, ciekawe będzie śledzenie dalszych losów w sezonie. Co prawda więcej odpowiedzi dostaniemy do połowy miesiąca, ale to też drużyna, którą warto obserwować. Po jednym meczu trudno o wnioski, ale jedna drużyna chyba jest na właściwych torach, a druga lekko się zaczyna wykolejać. 

No i drugi mecz, gdzie był debiut, czyli starcie Swansea – Arsenal. Gospodarze dobrze zaprezentowali się w starciu z Liverpoolem, ale jeden wynik to za mało. Dlatego ważne było, jak zespół zachowa się w następnym spotkaniu. Arsenal też przystępował po wygranej, chociaż pucharowej, ale jednak nad Chelsea. Puchar może i najmniejszy, ale Chelsea zawsze jest taka sama. No i rozwiązała się kwestia umów niektórych graczy, a to powinno wprowadzić trochę spokoju do szatni. No i dobrze się zaczęło, bo od bramki w 33 minucie. Tylko to prowadzenie przetrwało minutę, a potem gospodarze nie dali sobie wbić kolejnego gola. Za to całkiem się rozbrykali pod bramką rywala. Nie powiedziałbym, że Petr Cech jest jedynym graczem odpowiedzialnym za stratę gola. Tam mogła i powinna więcej zrobić cała defensywa, przede wszystkim ochronić swojego bramkarza i nie stawiać go w takiej sytuacji. Kolejna bramka w końcówce niewiele mogła zmienić. Henrikh Mkhitaryan niewiele mógł zrobić, bo chyba jeszcze nie do końca rozumiał się z partnerami z zespołu. No i to też inny typ gracza, niż Sanchez. Następnego dnia Arsenal jeszcze zrobił coś na rynku transferowym, ale w tabeli jest osiem punktów straty, a kolejny z różnicy bramkowej. Delikatnie można powiedzieć, że te wzmocnienia, które miały miejsce, niewiele zmienią, jak defensywa będzie dalej niweczyć to, co wypracuje ofensywa. Tylko który to już piszę na blogu o tych samych problemach, jakie ma zespół. Nie dostrzegam za bardzo środkowego obrońcy, który wzmocniłby cieknącą defensywę. Dostrzegam raczej możliwy problem z pogodzeniem na bosku dwóch napastników obok siebie. W razie czego, Arsenal będzie mógł mieć pretensje tylko do siebie i do nikogo innego. 

Następna kolejka w sobotę. West Brom – Southampton z soboty, bo jakoś te zespoły ciągnie do spadku z ligi. No a w niedzielę Liverpool – Tottenham, sześciopak o miejsce na podium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz