_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2018/2019

Nie będę ukrywał, że chciałem zacząć inaczej, słowami ‘czeka nas kolejny sezon w lidze Mistrzów Świata’. No dobrze, reprezentacja tak wy...

01.10.2018

7 Gameweek Premier League (2018/2019)


Wielki mecz wielkim meczem, ale trzeba zacząć od drużyny, która wielka była, ale ostatnio ma wielkie problemy z potwierdzeniem swojej klasy na murawie. 


Szkoleniowiec Manchesteru United potwierdza za to, że bez konfliktu marnieje i nie potrafi funkcjonować. Konflikt z zarządem klubu? Jest. Poszło tak właściwie o nowego defensora, a skoro nie został on kupiony, to na środku defensywy wystąpił Scott McTominay. Szkoda zawodnika, bo oberwie rykoszetem za szkoleniowca i jego wojenki. 21 lat to nie do końca odpowiedni wiek na tak trudne zadanie. Paul Pogba? Kolejny konflikt, ale chyba na własne życzenie. Mam wrażenie, że szkoleniowiec chce od gracza, by zagrał tak, jak chce tego trener. Nie tak, żeby pokazał jakim jest piłkarzem. Ma tylko zagrać tak, jak ktoś tego chce i nic więcej. Gracz tego chyba nie potrafi. Ktoś będzie musiał na końcu przyznać się do błędu, problem polega na tym, że nikt nie potrafi. Jak będzie trwało to długo, to jedynie ucierpi na tym klub. Tak jak w tym meczu z West Ham. Dość trudny rywal, bo podrażniony słabym startem, dlatego teraz starający się odegrać za wcześniejsze błędy. Po spotkaniu można oczywiście powiedzieć, że pierwszy gol po spalonym, drugi po rykoszecie, a trzeci po faulu (mam zapisane mała katastrofa w defensywie, ale ja się przecież nie znam na piłce), ale to tylko cześć całości. Gracze United nawet przez chwilę nie sprawiali wrażenia, że grają dla swojego szkoleniowca. Że chcą mu w jakimś stopniu pomóc. Zamiast tego pojawiły się określenia, że wyglądali jak na meczu benefisowym, gdzie nie walczy się do ostatniej kropli i nie zabiega mocno o wynik. Przed klubem poważne wyzwania, bo trzeba sytuację jakoś załagodzić. W tym sezonie walka o tytuł wydaje się już niemożliwa, ale pierwsza czwórka jeszcze jest do doścignięcia. Tylko musi dojść do zmian. Bez nich zespół osunie się jeszcze niżej w tabeli, a tego chyba nikt nie wytrzyma. W końcu nie buduje się zespołu po to, by cieszyli się rywale. 

Ze zmian może być zadowolony Arsenal, bo mam wrażenie, że bez nich zespół straciłby punkty w meczu przeciwko Watford. Przeciwnik dobrze wystartował i ten mecz można uznać za pojedynek zespołów mogących włączyć się do walki o pierwszą czwórkę. Unai Emery dokonał tego, czego oczekuje się od każdego szkoleniowca. Zmienił on swój zespół, na korzyść, co pozwoliło mu odnieść sukces. Nie sądzę, że Arsene Wenger miałby podobny efekt. Tam narastało pewne niezadowolenie w szatni, wśród piłkarzy, ale po zmianie na stanowisku szkoleniowca wydaje się, że to minęło. Oczywiście, że goście próbowali. Mieli swoje szanse, ale żadna nie zakończyła się zdobyciem bramki. Gospodarze z kolei strzelili dwie bramki, teraz można się zastanawiać, czy zmiany meczowe miały na to wpływ, czy nie. Tylko to nie ma większego znaczenia, bo nie można rozegrać tego spotkania raz jeszcze. Arsenal potwierdził, że może. Im brakowało, po trudnym początku sezonu, takiego spotkania na przełamanie się. Wydaje się, że teraz taki mecz już za nimi. 

Na koniec mecz kolejki, czyli starcie dwóch niepokonanych, a mało brakowało, że dwóch zespołów z kompletem wygranych. Z góry powiem, że mecz choć ładnie wyglądający, to z jakiegoś powodu nie podobał mi się do końca. Sam nie wiem dlaczego, ale czegoś mi brakowało z tego spotkania. Nie wiem czego dokładnie, ale to niewarte rozważań. Mecz pucharowy w środku tygodnia chyba lekko rozbroił emocje. Z samego spotkania obie drużyny mogą być umiarkowanie zadowolone. Przed nim wydawało się, że ten dystans jest większy, po meczu widać, że nie. Liverpool ma swoje problemy. Dość wrażliwa defensywa, która może i pewnie się pogubi przy szybkich rywalach. No ale może w tym spotkaniu podeszli z nieco nadmiernym respektem do rywala. W ataku heroiczną walkę toczył Mo Salah, ale głównie ze sobą. I z oczekiwaniami, które plączą mu głowę i nogi. On mógł ten mecz rozstrzygnąć w pierwszej połowie, ale marnował dobre szanse. Chyba powinien odpocząć, żeby dojść do siebie po poprzednim sezonie. To dalej jest dobry piłkarz, ale forma z tamtego sezonu już uleciała. Dlatego ktoś inny musi teraz przejąć za niego ciężar zdobywania bramek. Daniel Sturridge zdobył fantastyczną bramkę, moim zdaniem to mocny kandydat do gola sezonu, tylko pytanie pozostaje jak jego zdrowie. Widać, że to świetny piłkarz, bo ten gol to pokazał, ale na ile wystarczy mu sił, to pytanie na przyszłość. Chelsea z kolei to coś więcej, niż Eden Hazard. Belg mógł przesądzić losy meczu, ale jak widać, ten dzień chyba nie miał rozpisanej roli dla bohatera. Generalny wniosek jest taki, że obie drużyny będą silne w tym sezonie, ale zagrożenie Manchesterowi City? To będzie bardzo trudne. Na szczęście szybko będzie mecz zainteresowanych drużyn, a po nim będzie można zarysować ogólną prognozę na resztę sezonu. 

Następna kolejka zaczyna się w piątek, ale mecz kolejki to niedziela. Liverpool - Manchester City. Tu nie ma co pisać, ten mecz powinien obronić się sam. Z soboty Manchester United – Newcastle, bo skoro obie drużyny mają problemy, to ktoś musi wygrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz