_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2018/2019

Nie będę ukrywał, że chciałem zacząć inaczej, słowami ‘czeka nas kolejny sezon w lidze Mistrzów Świata’. No dobrze, reprezentacja tak wy...

08.10.2018

8 Gameweek Premier League (2018/2019)


Z wielkiego meczu równie wielkie rozczarowanie można powiedzieć, ale to był jeden z wariantów, którego należało oczekiwać. 


W końcu obie drużyny mają fantastyczny potencjał ofensywny, wcześniej strzelały ponad dwie bramki w każdym meczu ligowym, dlatego ten mecz sponsorowało słowo szacunek. Można tak zażartować, ale z obu stron piłkarze wiedzieli, co się może stać, jak straci się uwagę nawet na ułamek sekundy. Pozostanie wtedy liczenie, że tym razem nie uda się rywalowi zdobyć gola. Dlatego hasło przewodnie nie stracić. Może z przodu coś wpadnie, ale jak nie stracimy gola, to przynajmniej będzie remis. Te bramki mogły paść, mimo że celnych strzałów było po jednym z obu stron na połowę meczu, ale zabrakło detali. Ze strony Liverpoolu Mohamed Salah miał swoje szanse, ale pudłował. Jemu chyba przeszkadza ta aura oczekiwania, kiedy wróci poprzedni sezon, ale wydaje się, że takiego sezonu już nie będzie. Jego wciąż stać na kilkanaście bramek, ale takie fajerwerki, jak w poprzednim? Raczej nie. Liga inaczej go traktuje, a miejsca jest mniej i mniej. U rywali podobnie mało miejsca miał Sergio Agüero, ale zbyt często Argentyńczyk ma takie spotkania, kiedy defensywa rywala znajduje odpowiedni klucz i zamyka go w bezpiecznym miejscu. Tylko City mogło wygrać. Rzut karny, po niepotrzebnym faulu, nie został jednak zamieniony na bramkę. Zdziwiło mnie jak zobaczyłem, że to Riyad Mahrez podchodzi do piłki, ale pomyślałem, że po zmianie klubu popracował nad stałymi fragmentami gry. Oczekiwałbym, że w klubie jest lista zawodników i każdy wie, że jak zawodnik A nie może wykonać rzutu karnego (kontuzja, pauzuje za kartki, nie czuje się na siłach w tym spotkaniu i tak dalej), to wchodzi w jego miejsce zawodnik B. Albo C, lub D. Tylko wszystkich tych graczy łączy to, że jedenastki to jednak wykorzystują. Częściej strzelają wtedy bramki, niż pudłują. Tutaj tego zabrakło, co jest pewnym minusikiem dla szkoleniowca. W końcu to może kosztować pod koniec rozgrywek jakieś trofeum. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby po 85 minucie finału w Lidze Mistrzów szkoleniowiec wybierał losowego dość strzelca rzutu karnego. Poważniejszych konsekwencji to jednak nie miało, obie drużyny zagrały trochę tak, jakby przed spotkaniem umówiły się na remis i kontynuację passy meczów bez porażki. Liverpool miał za sobą serię spotkań z wymagającymi rywalami (dwa razy Chelsea we wrześniu, potem Napoli w UCL, a na koniec Manchester City), co w pewnym stopniu tłumaczy nie do końca grę na tym najwyższym poziomie. Manchester City niby też miał trudny mecz w UCL, ale dzień więcej na odpoczynek. Na końcu to było widać, bo ten rzut karny, ale wracamy do kwestii strzelca. Chyba zjadła go presja, tak to wyglądało. Tylko wybrałbym przed meczem trzech-czterech zawodników, którzy mieliby wykonywać jedenastkę, dzień przed meczem dodatkowo ćwiczyć to, bo jak widać to mogło przesądzić. Co do ogólnej prognozy co dalej, to cóż. Wydaje się, że to dalej będzie wyścig dwóch koni o tytuł, a Chelsea, mimo wysokiego miejsca w tabeli, złapie obniżkę formy. Tylko o tytule decyduje nie to, ile punktów zdobyłeś grając super, ale ile kiedy miałeś słabszy dzień. Kiedy wszedłeś na murawę lewą nogą można powiedzieć. Ewentualnie kiedy to rywal zagrał mecz sezonu. Przed drugą przerwą na mecze reprezentacji wydaje się, że lepiej w takiej sytuacji poradzą sobie drużyny toczące remisowy bój na szczycie tabeli. Ich arsenał argumentów jest o wiele bogatszy. 

Na szczyt to chciałby wejść Manchester United, ale na razie musiał stoczyć walkę z Newcastle o trzy punkty. I to jak ciężką. Pierwszy gol dla gości wyglądał tak, jakby defensywa United została w szatni. Drugi podobnie, bo Yoshinori Muto miał cztery kontakty z piłką w polu karnym United. Jak na prezentację pod tytułem ‘kupcie mi środkowego obrońcę’ to wyglądało to ładnie. Problem w tym, że w poprzednich latach kupiony został Eric Bailly i Victor Lindelöf. Teraz w klubie jest pięciu graczy, którzy mogą zagrać na środku obrony, więc przed zakupem następnego defensora wypadałoby zrobić dla niego miejsce, sprzedając minimum jednego gracza z tej grupki. Tylko to nie miało większego znaczenia dla meczu, bo w pierwszej połowie to goście mieli wyraźną przewagę. Powinni też dostać rzut karny, ale arbiter nie mógł tego zobaczyć, jak spoglądał w inne miejsce. Tutaj VAR mógłby jedynie pomóc i nikt inny. Po zmianie stron zobaczyliśmy już inny zespół gospodarzy, bo doprowadził on do wygranej. Pierwszy gol stały fragment gry, a potem presja United zdecydowała. Z nią zespół gości już sobie nie poradził, bo po prostu nie mógł. Koniec końców wygrana Manchesteru United, odniesiona w dość szczęśliwych okolicznościach. Powrót z wyniku 0-3 do przerwy mógłby się nie udać. Tylko czy to będzie punkt zwrotny w tym sezonie dla gospodarzy? Zobaczymy, jak piłkarze wrócą do gry po przerwie reprezentacyjnej. Oni mogą wygrać z każdym, ale nie zawsze będą mieć takie mecze, że rywal pozwoli sobie na tak wiele. 

Następna kolejka za dwa tygodnie. Chelsea – Manchester United na dzień dobry. Derby Londynu później, ale osobiście wybrałbym spotkanie Wolves – Watford.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz