_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2018/2019

Nie będę ukrywał, że chciałem zacząć inaczej, słowami ‘czeka nas kolejny sezon w lidze Mistrzów Świata’. No dobrze, reprezentacja tak wy...

05.11.2018

11 Gameweek Premier League (2018/2019)


Miałem nie przenosić podsumowania kolejki na termin po meczu poniedziałkowym, ale rzadko się zdarza, że zagrają w nim główni faworyci w wyścigu do drugiej ligi. Może po 11 kolejkach za wcześnie na takie odważne prognozy, ale czasami można dostrzec pewne znaki, zwiastujące co się wydarzy.


No i mecz Huddersfield – Fulham zapowiadał delikatnie, nie obfitość bramkową (mimo że zespoły miały fantastyczny bilans minus 34 w bramkach), ale walkę do ostatniej sekundy o punkty. Jak nie teraz, to kiedy można zapytać. Potwierdziło się, że bramek wiele nie padło, ale jedna wystarczyła. Rozumiem emocje i presję, która mogła przeszkadzać piłkarzom, ale zespół gospodarzy wypadł, nie bójmy się tego napisać, lepiej. Zespół gości był ciągle na spalonym można powiedzieć, co nie wystawia zbyt wysokiej oceny piłkarzom. W końcu ile razy dasz się na to złapać. Waga spotkania nie tłumaczy wszystkiego. Mi zabrakło, sam nie wiem, pomysłu szkoleniowca chyba. Zespół ma dobrego bramkarza, dobrych obrońców, pomocników i napastników, którzy ligę znają bardzo dobrze. Dlatego potrzeba tylko, a może aż, dobrego spoiwa. Czyli dobrej taktyki meczowej. Jak tego nie ma, to wtedy zdarza się seria porażek. Gospodarze nie grali wielkiego meczu, ale na końcu to oni się cieszą. Wiem, że to za wcześnie na predykcje pod kątem zakończenia sezonu, ale fakty są takie, że zespół Fulham wygrał raz. W sierpniu. W październiku stracili 12 bramek, a z taką defensywą nie uda się pozostać w lidze. Drużyna nie ma aż tak mocnego ataku, żeby to zniwelować. Styczniowe okienko transferowe? Może być trudno, bo nikt nie chce spaść z ligi. Dlatego trzeba chociaż sprawiać pozory, że jeszcze nie jest koniec. Bo jak tego nie będzie, to skąd brać nadzieję na lepsze rezultaty. Zmiana szkoleniowca, bo takie pojawiły się plotki? Może, ale nie musi to uzdrowić sytuację.

Wracając do walki o tytuł. Co prawda nie umieszczałbym w gronie drużyn walczących o pierwsze miejsce zespołu Arsenalu, ale pojedynki z tym zespołem mogą być dobrym wskaźnikiem siły innych drużyn. Manchester City zagrał z nimi w sierpniu, kiedy jeszcze nowy szkoleniowiec nie miał pełnej kontroli nad drużyną, Liverpool zagrał teraz, kiedy ta kontrola jest większa. Po zakończeniu spotkania Kanonierów z Liverpoolem można powiedzieć, że był remis, ale ze wskazaniem na gości. Tylko nie potrafili oni wyraźniej zaznaczyć swojej przewagi. Sadio Mane i jego gol? Uznany, że zdobyty ze spalonego, ale moim zdaniem to była prawidłowa akcja i powinno być 0-1. Obrona Kanonierów po prostu nie zdążyła. Virgil van Dijk i jego dwie okazje? W jednej zabrakło umiejętności, bo musiał zachować się jak napastnik, a jest przecież obrońcą. W drugiej piłka trafiła w słupek (a zawodnik zderzył się z bramkarzem, a raczej został przez niego staranowany, więc nie miałby kto zatrzymać piłki). Innego dnia jedna z tych szans zmieniłaby się w gola, a z wyniku 0-2 Arsenal raczej by nie wrócił. Nie miał po prostu aż tylu argumentów. Na końcu decydowały detale, ale z remisu bardziej zadowolony może być szkoleniowiec gospodarzy. Bitwę w środku pola raczej wygrał Arsenal, ale inaczej się gra, jak się prowadzi dwiema bramkami. Przy jednej to jednak walczy się więcej, bo nie ma tego marginesu na błędy. Nie oszczędza się tak energii. Koniec końców remis, tylko on jeszcze o niczym nie przesądza. Można jedynie pochwalić zespół Liverpoolu, bo to mocny kandydat na wicemistrza w tym sezonie. A dlaczego nie na mistrza? Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś zagroził Manchesterowi City.

Zostawiając z boku walkę o miejsca w lidze, spotkanie Cardiff – Leicester miało swój ładunek emocjonalny. Trudno przewidzieć, jak zareagują piłkarze po śmierci swojego prezesa. Tak namacalnej, bo część z nich mogła to słyszeć. Tak zakładam, że większość piłkarzy była na stadionie w chwili katastrofy lotniczej helikoptera przewożącego właściciela klubu. Dużo emocji w tym momencie, a jak one dochodzą do głosu, to może to poplątać nogi i głowy. Tylko na murawie nikt nie odpuszczał z tego powodu. Jedno co, zespół Cardiff to chyba najlepszy możliwy zespół w tym momencie. Daleki jestem od słowa najsłabszy w lidze, ale nie da się ukryć, że jakości w składzie za dużo tam się nie znajdzie. Tej jakości, która może dać punkty na poziomie Premier League. Były momenty, że jednak mogło to wystarczyć do pokonania rywala, ale właśnie, problem jakości składu. Tej zespół gości miał na tyle, że przeprowadził kluczową akcję i zdobył gola. Osobiście spodziewałem się wygranej kilkoma bramkami, ale do wygranej wystarczy tylko jedna więcej, niż zdobył przeciwnik. Można powiedzieć, że dobrze iż ten mecz się skończył, bo biorąc pod uwagę co się działo później (piłkarze polecieli do Tajlandii na pogrzeb), to rozgrywanie tego spotkania później mogło napotkać na jakieś przeszkody. No ale to już za nami. Futbol w tym momencie miał naprawdę małe znaczenie.

Następna kolejka w sobotę, ale to w niedzielę derby. Te derby Manchesteru. Z soboty to jakoś mecz Newcastle – Bournemouth narzuca mi się na klawiaturę, ale inne mecze też powinny być ciekawe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz