_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2019/2020

Przed nami kolejny sezon w najlepszej piłkarskiej lidze świata. Jak ktoś wątpi, to może sprawdzić wyniki finałów europejskich pucharów w...

11.11.2019

12 Gameweek Premier League (2019/2020)


Po czym poznać, że mamy listopad? Może po pogodzie za oknem, ale nie. Pomału zaczyna się wyjaśniać, kto zostanie mistrzem za kilka miesięcy. Na początek jednak mecz piątkowy. 


Mecz, gdzie przed pierwszym gwizdkiem nie można było uciec od wrażenia, że to pojedynek na miarę Championship. A więc ligi niżej. Ile to zajęło czasu gościom, niecałe dwie minuty i już prowadzili. Ten gol był za łatwy, obrona mogła i powinna zrobić więcej, ale zabrakło jakości. Jakości decyzji, jakości gry. Próby wyrównania? Może nie będziemy mówić o tym za dużo, bo druga połowa pokazała wyraźnie, jaka jest różnica między drużynami. Znów szybko stracony gol, znów za łatwo moim zdaniem i koniec. Mecz się dla gospodarzy zakończył. Nie pomogła im czerwona kartka, jaką obejrzał zawodnik gości Christian Kabasele. Owszem, gospodarze zaczęli grać lepiej, ale po pierwsze goście już się bronili i nie atakowali przesadnie mocno, a po drugie przewaga jednego gracza może tak wyglądać w czasie meczu. Ogólnie mówiąc byłbym zaniepokojony na miejscu zespołu Norwich, bo bycie beniaminkiem to jedno, ale druga rzecz to brak pomysłu. Liga, czyli inne drużyny, już wiedzą jak powstrzymywać ich mocne strony, jak uwypuklać słabości ich składu. W skrócie, jak zdobywać na nich punkty. Tylko że tego można było się spodziewać. Oczekiwanie czegoś innego byłoby dziwne. Wrzesień był dwa miesiące temu, kiedy pokonało się drużynę mistrza kraju. Od tego czasu jeden remis i pięć porażek. Muszą się jak najszybciej wynaleźć na nowo, bo spadek z ligi zaczyna rysować się coraz wyraźniej. Przed sezonem on gdzieś tam był w tle przygotowań, ale teraz trzeba zabrać się do pracy. Przypominam, że równie mocno prognozowano kolejny tytuł dla zespołu Manchesteru City, więc nie zawsze prognozy się sprawzdzają. 

A po meczu Liverpool – Manchester City jest … dziewięć punktów i trzy pozycje straty. To już jest dużo. Sam mecz zaskoczył, bo nie spodziewałem się takiej różnicy między zespołami. To Liverpool miał mieć sezon przejściowy, to Liverpool miał za sobą wygraną walkę o tytuł w Lidze Mistrzów, wreszcie to Liverpool był dość ostrożny na rynku transferowym. To Manchester City budował skład na minimum podwójną koronę, a nie Liverpool. No a mecz pokazał te drobne, ale jednak decydujące różnice. Bardzo dobry występ defensywy Liverpoolu, która nie pozwoliła na zbyt wiele gościom. Do tego zabójczo skuteczna gra w ataku. Po 13 minutach ten mecz się praktycznie zakończył. Owszem, goście zdobyli bramkę, ale co z tego, jak wtedy było już 0-3. Można żonglować się statystykami, ale najważniejszy był pojedynek dwóch generałów na ławkach trenerskich. I to starcie Jürgen Klopp wygrał bezdyskusyjnie. Co zostało dla Pepa Guardioli po tym meczu, oprócz porażki i wrażenia bycia solidnie obitym przez rywala? Narzekanie, że mogły być rzuty karne. No ale jak sędzia ich nie odgwizdał, to ich raczej nie było. Sam nie lubię takiego naciągania całego świata na jedenastki, kiedy piłka po prostu się odbije od ręki. Wiem, że to trudne do interpretacji i podjęcia decyzji, ale powinna być, przynajmniej w myślach, chęć popełnienia faulu. Jak piłka z kilku jardów trafia cię w rękę, to moim zdaniem nie można tu mówić o jakiejkolwiek umyślności. Wiem, że chodziło o rozmycie tego wrażenia, że rywal miał lepszy plan taktyczny na ten mecz, o wiele lepsze wykonanie tegoż planu, a na końcu może się cieszyć z kompletu punktów, ale to jeszcze nie koniec. Do końca sezonu 26 meczów, więc takie straty będą trudne do odrobienia, ale możliwe. O tym nie można zapominać. Będzie trudniej, bo Liverpool może już czuć, że tytuł jest blisko, a mając dobrego szkoleniowca trudno będzie o utratę tego skupienia się na tytule. Tylko to jest możliwe. Trzeba jedynie robić to, co rywale. Cierpliwie gromadzić punkty, nie odpuszczać cały mecz, a na końcu liczyć, że tym razem rywal się pomyli. Nikt nie mówi, że to będzie łatwe, ale jak przed sezonem można było odnieść wrażenie, że dla Manchesteru City wygrywanie ligi robi się za łatwe, to teraz trzeba to potwierdzić. Z taką siłą składu łatwo uwierzyć w złudzenie, że to już, ale na końcu trzeba ten tytuł jednak wygrać. Dlatego to robi się największe wyzwanie dla hiszpańskiego szkoleniowca. Ono po prostu pokaże, czy jesteśmy jeszcze przed szczytem, czy z tego szczytu schodzimy. I nie ma znaczenia, co wygraliśmy wcześniej, ale czy jeszcze możemy. Trzeba wynaleźć się na nowo i nie bać się oceny, czy nasze metody pracy jeszcze działają. Bo jak nie, to klub nie zawaha się nawet sekundy, żeby zmienić szkoleniowca. Wyniki i pozycja w tabeli pokazują, że coś nie działa tak, jak powinno. W teorii to dobry moment, żeby pokazać jak dobrym szkoleniowcem się jest. Tylko to nie jest takie proste, bo nie każdy szkoleniowiec przetrwa spokojnie momenty, kiedy nie będzie dobrze. Jak będzie w Manchesterze City pokażą następne kolejki. No a Liverpool, cóż. To raczej projekt na dzień dzisiejszy, a sam menedżer chyba jeszcze nie znalazł tego ‘swojego’ klubu. No ale jak się zakończy to tytułem, to można powiedzieć, że wygrało się wszystko. Miejsce w historii będzie. 

Następna kolejka, po przerwie, to derby Londynu. Znowu, no ale tym razem starcie West Ham – Tottenham zapowiada się na coś fajnego. Manchester City – Chelsea? Nie chcę być złym prorokiem, ale niedzielny mecz jakoś brzmi atrakcyjniej, na ten moment przynajmniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz