_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2019/2020

Przed nami kolejny sezon w najlepszej piłkarskiej lidze świata. Jak ktoś wątpi, to może sprawdzić wyniki finałów europejskich pucharów w...

02.12.2019

14 Gameweek Premier League (2019/2020)


Nie do końca lubię być zaskakiwany, ale taka jest piłka nożna. Tam sensacyjny wynik może paść w każdym spotkaniu. 


W spotkaniu Leicester – Everton może nie chodziło o wynik, bo na końcu był taki, jakiego można było się spodziewać, ale o to, jak do tego rezultatu dotarliśmy. Można było mieć wrażenie, że gospodarze lekko ten mecz zlekceważyli. Nie potraktowali go z należytym szacunkiem, a ponieważ z drugiej strony był rywal zdeterminowany, żeby coś zrobić, to Lisy miały kłopoty. Gol dla gości to lekki błąd w defensywie, bo po prostu nie zostawia się tyle wolnego miejsca. Wiem, że wydaje się, że to było niewiele, ale to jest właśnie najwyższy poziom rozgrywkowy. Czasami milimetr to za dużo. Potem gospodarze starali się wrócić, atmosfera gęstniała, zaczął grać VAR (ale nie Jamie Vardy), no i tak mecz toczył się do końca. Byłem przekonany podczas transmisji, że była jedenastka, kiedy Ben Chilwell padł po kontakcie, chyba, z Masonem Holgatem, ale po x powtórkach uznano, że przewinienia nie było. Gospodarze próbowali, goście się bronili i pewnie gdyby nie zmiana, to wynik mógłby zostać do końca. Tylko w takich momentach szkoleniowiec pokazuje, dlaczego jest szkoleniowcem klubu z Premier League. Podjął dobrą decyzję, pojawił się Kelechi Icheanacho, który odmienił losy meczu. Pierwszy gol to jego asysta, drugi jego autorstwa. Brendan Rodgers pokazał, że nie boi się podejmować decyzji. Trudnych, ale jednak skutecznych. Swoje dołożył Jamie Vardy, który po raz kolejny pokazał, że potrafi. Jednak to bohater ostatniej akcji zebrał wszystkie pochwały, bo to on strzelił tego ważnego gola. Była oczywiście weryfikacja VAR, zajęło to trochę czasu, ale ostatecznie może być zadowolony z siebie. Sama akcja to pokaz jego umiejętności i jak osiągnie on pewien poziom w swojej grze, to będzie dobrym napastnikiem na lata. Tak więc Leicester coraz wyraźniej potwierdza, że idzie po miejsce w pierwszej czwórce. Everton z kolei zmierza w stronę Championship, co raczej wywoła wkrótce pewne zmiany. Umówmy się, skład jest za silny, żeby zlecieć z ligi, ale można założyć, że czegoś wielkiego już w tym sezonie nie wygra. Z ligi raczej na pewno, bo 12 punktów straty do miejsc w pierwszej czwórce, to za dużo. Trudno uwierzyć, że wszystkie inne zespoły nagle wpadną w kryzys. Prędzej będzie zwolnienie szkoleniowca, ale skoro wyleciały już głośniejsze nazwiska w tym sezonie, to wstydu dużego nie będzie. Po prostu, nie wyszło. 

Takich słów nie może, a raczej nie powinien używać Manchester City, ale po remisie z Newcastle trzeba zadać sobie wiele trudnych pytań. Dwa razy objąć prowadzenie, dwa razy je stracić. Łatwo powiedzieć, że zawiodła ofensywa. W końcu Sergio Aguero kontuzjowany, zrozumiałe, że mogło być trudniej o gole. Tylko jak coś już szwankowało, to wykończenie akcji. No ale 9 celnych strzałów, dwa gole. Jak dla mnie, to ok. W pełni akceptowalny wynik dzielenia liczby strzałów i goli. Zawiodła defensywa, bo pozwoliła ona na za dużo rywalom. Trudno uciec od wrażenia, że powinno ona zagrać lepiej. W końcu tego raczej oczekuje się od zespołu, który ma walczyć o tytuł. Tylko trudno to zrobić, jak się traci kolejne punkty. W ten sposób bieg za rywalami zaczęliśmy od strzału we własną stopę. 11 punktów straty, do końca 24 mecze. Nie mówię, że to już jest niemożliwe, ale stało się to trudniejsze. Od tego momentu można powiedzieć, że drużyna jest na tak zwanym musiku. Ona już po prostu musi grać i wygrywać, niezależnie w jakiej formie jest ona, czy rywal. Problem w tym, że nawet zdobycie kompletu punktów może nie wystarczyć. Biorąc pod uwagę, jaką przewagę miał Manchester City przed sezonem, na papierze oczywiście, to taki scenariusz jest pewnym rozczarowaniem. Dla klubu jak dla klubu, ale przede wszystkim dla szkoleniowca. Z komentarzy wynika, że to co przynosiło efekty wcześniej, teraz już tego nie daje. Trzeba więc wymyślić się na nowo. Każdy szkoleniowiec miał taki moment w swojej karierze, ale nieliczni potrafili osiągnąć ten wyższy poziom. Teraz to czeka Pepa Guardiolę. Pytanie na ile cierpliwi będą prezesi, bo ich raczej stać, żeby rozwiązać każdą umowę. 

Niecierpliwi byli właściciele Arsenalu, ale po tym spotkaniu z Norwich miałbym sporo pretensji do własnych piłkarzy. Chociaż nie, miałbym pretensje do własnego sztabu trenerskiego, bo kto był bliżej wygranej? Drużyna Norwich. Ten sam zespół, który już pomału zaczyna się urządzać w strefie spadkowej. Arsenal? 14 meczów, 21 straconych bramek. To fatalny bilans, no chyba że nie walczymy o coś dużego. Jednocześnie na pytanie, co chce zrobić nowy szkoleniowiec, każdy pewnie kandydat odpowie tak samo. Wzmocnić defensywę, uszczelnić ją. Pod koniec meczu to było wręcz szokujące, jak łatwo piłkarze Norwich grają w strefie obronnej rywala. To wymaga natychmiastowej zmiany. Jednocześnie wejście teraz na pokład tego klubu będzie prawdopodobnie oznaczać dogranie tego sezonu, przeliczenie się, wyeliminowanie błędów, ale raczej żadnych osiągnięć. Dlatego może być trudno o dobre nazwisko. Ci bardzo dobrzy mogą po prostu nie chcieć i poczekają na coś lepszego, a ci dobrzy raczej mają swój projekt, którym się zajmują. W razie czego, jest David Moyes. No ale to będzie już chyba desperacja. 

Następna seria spotkań jutro, ale Liverpool – Everton i Manchester United - Tottenham w środę to takie smaczki kolejki, która kończy się w czwartek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz