_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.06.2012

Lato nowych menedżerów



W ostatnim czasie zmieniło się dwóch menedżerów klubów z Premier League. A dokładniej zmienili oni kluby, które prowadzili. Pierwszym był Brendan Rodgers przejmujący Liverpool, drugim jest Paul Lambert, który dzisiaj został ogłoszony nowym menedżerem Aston Villi. No i właśnie od niego zacznę tę krótką notkę.

Są pewne podobieństwa między nim, a wspomnianym już Rodgersem. Przede wszystkim przeskok z beniaminka, który miał dobry sezon, do większego klubu, mającego pewną uznaną markę. No i na tym podobieństwa się kończą, a zaczynają różnice. Wydaje się, że łatwiejszą pracę będzie mieć Lambert. Po pierwsze Villa sięgnęła w poprzednim sezonie dna. Gorzej już być nie mogło. Dlatego nowy menedżer będzie miał duży margines zaufania i wystarczy nawet niewielka poprawa, żeby można było mówić o sukcesie. Podejrzewam, że celem będzie walka w górnej połowie tabeli, ale zespół jest do tego zdolny, a jeśli dodamy do tego pewne zmiany, które na pewno nastąpią latem, to chyba nie ma się o co martwić. Co prawda zawsze może coś się wydarzyć negatywnego, ale skoro przeżyło się walkę o pozostanie w lidze z Norwich, to z Villans powinno iść łatwiej.

Brendan Rodgers natomiast ma trudniejsze zadanie przed sobą. W Swansea nie było aż takiej presji na wyniki, jaka na pewno będzie w Liverpoolu. Przypomina to trochę zatrudnienie Roya Hodgsona. Tam nie było ani ładnej gry, ani wyników, więc nic dziwnego, że szybko drogi klubu i menedżera się rozeszły. Teraz może być ładna gra, ale o wyniki też może być trudno. Liverpool wydał bardzo duże pieniądze, ale o jakość w składzie trudno. O miejsca dające prawo gry w Lidze Mistrzów będzie rywalizować też Chelsea, Arsenal, Tottenham, Newcastle i dwa Manchestery, a więc nie wygląda to za dobrze. Dodatkowo zupełnie inni piłkarze. W Walii to byli gracze wiedzący, że muszą słuchać swego menedżera, bo wszyscy byli na jednym wózku. W Liverpoolu szatnia czasami może mieć swoje zdanie, odmienne od opinii trenera. Mogą być podobne problemy, jak w Chelsea w tym sezonie, bo Jamie Carragher ma już 34 lata, a Steven Gerrard 32. Owszem, metryka nie gra, to są piłkarze przyzwyczajeni do gry w Anglii, ale tak patrząc szczerze, są bliżej emerytury, niż walki o czołowe miejsca w lidze. Dlatego zmiany w składzie wydają się koniecznością. Jednak nawet jeśli założymy, że nie będzie problemów w szatni, pojawią się jakieś wzmocnienia, będzie poparcie mediów, kibiców i władz klubu, to problemem pozostaną wyniki, a nikt nie może dać gwarancji, że je osiągnie. Liverpool wypadł już z grona zespołów, które przed każdym sezonem są stawiane w roli faworyta. Nikt się z tym pewnie nie pogodzi, ale to może decydować jak silni gracze będą trafiać do klubu. W pojedynkach zespołów będących na szczycie tabeli, a więc w rywalizacji silnych i bardzo silnych, czasami decyduje to, jak dobry technicznie jest dany piłkarz. Jaki ma organizm, jakie podejmuje decyzje, czy nie ma momentów gapiostwa i tak można mnożyć. Można powiedzieć detale, ale te detale decydują bardzo często o wyniku i dlatego są tak drogie. Dlatego nowego menedżera Liverpoolu czeka bardzo trudne zadanie. Nie wiem jakie cele postawili przed nim właściciele klubu, ale po sezonie może znów być zmiana. W końcu Swansealona to jedno, a Liverpoolona to coś zupełnie innego.

Norwich i Swansea za to stają się w tym momencie faworytem. Do spadku. Nie bez przyczyny mówi się, że to drugi sezon jest najtrudniejszy dla beniaminka, a zmiana menedżera pozostawi po sobie pewne rysy. Jak głębokie zobaczymy pewnie w sezonie, ale na razie trzeba szykować się na walkę w dole tabeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz