_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

07.06.2012

Polska, skazana na sukces?


Zaczynające się już jutro tak właściwie Mistrzostwa Europy będą na pewno niesamowite. Organizujemy je, a to nie powtórzy się chyba już nigdy. Jednak te finały mogą zapisać się także z powodu sukcesu polskiej kadry. Brzmi mało realnie? No tak, ale można mieć powody do optymizmu. 

Przede wszystkim w zespole jest dobra atmosfera. Pamiętam poprzednie wielkie imprezy (w ostatnich latach rzecz jasna) i przed każdą ustalenie ostatecznego składu powodowało, że coś pękało w drużynie. Jerzy Engel zostawił w kraju Tomasz Iwana, co było powodem niekończących się debat medialnych. Skutek? MŚ w Korei i Japonii w 2002 zakończyły się porażką. W 2006 roku równie kontrowersyjny był brak powołania dla Jerzego Dudka, a ówczesny selekcjoner, Paweł Janas, nie do końca opanował całe to zamieszanie medialne i potem na mundialu była porażka. Leo Beenhakker z kolei zabrał młodych graczy z ligi, a co było potem chyba wszyscy pamiętamy. Dlatego kadra Franciszka Smudy już na starcie będzie miała dużego plusa w porównaniu do poprzednich imprez. Tutaj powołania wzbudziły minimalne kontrowersje. Artur Boruc? Mógłby być, ale nie wiadomo, czy pogodziłby się z rolą drugiego bramkarza. Inni zawodnicy, którzy mogliby, ale nie załapali się, tak właściwie nie dawali gwarancji na to, że są lepsi od graczy pierwszej jedenastki. Dlatego ta drużyna jest zarówno najlepszym wyborem, jak i została powołana w spokoju i zgodzie. Można powiedzieć, że selekcjoner bardzo popisowo rozegrał sprawę niektórych graczy, tak żeby nikt się o nich nie upominał za bardzo, a jednocześnie wyciszył konflikty wokół kadry. Chyba po mistrzostwach nie rozleją się afery i skandale, zamiatane pod dywan. 

Drugi powód, czyli sami zawodnicy. Jakbyśmy patrzyli na kadrę Polski oczami obcokrajowca, to co widzimy? Podstawowego bramkarza Arsenalu (Wojciech Szczęsny zagrał 38 meczów), trzeciej drużyny Premier League. Tercet z Borussi Dortmund (Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski), który miał duży udział w wywalczeniu przez zespół tytułu (odpowiednio 32+29+34 mecze w Bundeslidze) i Pucharu Niemiec. Pomocnika Trabzonsporu, trzeciej drużyny ligi tureckiej, który wystąpił w 36 meczach zespołu (Adrian Mierzejewski), zawodnika, który zagrał 26 spotkań w solidnym średniaku z Bundesligi (Eugen Polanski z FSV Mainz), gracza Bordeaux Ludowika Obraniaka, który w tym sezonie zagrał ponad 30 razy w Ligue 1. A są przecież kolejni zawodnicy. Dlatego trudno mówić o tym, że nasza kadra jest wyraźnie słabsza od przeciwników grupowych. 

Tym bardziej, jeśli jej selekcjoner ma szczęście. Franciszek Smuda ma je na pewno. Samo losowanie grup jest tego dowodem, bo lepszych rywali nie moglibyśmy dostać. A skoro ma się szczęście w rzeczach dużych, a więc w losowaniu, to ma się je również w rzeczach małych, czyli w meczach. Nieważne w czym się to będzie przejawiać. Nie ma znaczenia, czy arbiter liniowy nie dostrzeże spalonego naszej drużyny, czy zobaczy go u rywali, kiedy go nie było. Czy napastnik przeciwnika z trzech metrów przeniesie piłkę nad poprzeczką, a polskiemu zawodnikowi wyjdzie strzał życia z 40 metrów. Wreszcie czy wprowadzony rezerwowy przeprowadzi akcję na rzut karny dla nas, a rezerwowy przeciwnika obejrzy czerwoną kartkę kilka minut po pojawieniu się na boisku. To są detale, a najważniejszy jest wynik. Możemy nawet zacząć od remisu, a potem i tak awansować z grupy. Potem w ćwierćfinale będzie czekać już silny przeciwnik, ale jak będziemy mieć szczęście i w tym meczu? Nie mówię, że wygramy, ale jak zagramy cztery dobre mecze i jeden słabszy, to odniesiemy niesamowity sukces. 

Sukces, który niestety może mieć pewne negatywne konsekwencje. W końcu czy po nim przepchną się przez PZPN jakiekolwiek zmiany? Biorąc pod uwagę, że bardzo mocno jakiekolwiek próby zewnętrznej ingerencji w związek blokują UEFA i FIFA, przeprowadzenie reform musi wypływać z niego samego. Po sukcesie na EURO to będzie raczej niemożliwe i sukces dziś może oznaczać naście szarych lat bez żadnego awansu na wielkie imprezy. Piłka nożna na świecie się zmienia. Zarówno ta klubowa, jak i ta międzynarodowa. Może za kilka się okazać, że zmiany trzeba robić, ale nie będzie do tego chętnych. Mam nadzieję, że tak nie będzie, ale nie dlatego, że nie odniesiemy sukcesu. To właśnie ten sukces może być katalizatorem zmian, potrzebnych polskiej piłce. Tak żeby nie było już drobnych elementów chrapania, kuratorów w związku, czy niefortunnych wypowiedzi jego władz. Odważne marzenia? One nie powinny znać granic.

1 komentarz:

  1. Na koniec dość ponure przewidywania. Miejmy nadzieję, że się nie spełnią, bo naprawdę szkoda by było, żeby ewentualny sukces przyniósł nam smutne lata. Chociaż z drugiej strony chyba w gorszym dołku, niż tym, w którym znajdowaliśmy się przez ostatnie lata, już nie będziemy. Warto więc, myślę, walczyć o wszystko.
    Pozdrawiam i przy okazji zapraszam na swój blog.

    OdpowiedzUsuń