_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

07.07.2012

Van Persiada


Mam chyba deja vu. Kolejny zawodnik Arsenalu nie chce za bardzo zostać w klubie, a w mediach toczy się mała wojenka kto, za ile, jak i dlaczego. Teraz jeszcze doszły do tego nieporozumienia w gabinetach dyrektorskich i to co oglądaliśmy w poprzednich latach, możemy też zaobserwować teraz. Tylko czy walka o holenderskiego napastnika ma sens?


Osobiście bym nie zaryzykował na miejscu innych klubów. Robin Van Persie miał fantastyczny sezon. Rozreklamował się do oporu, strzelając bramki, asystując, ciągnąc Arsenal do przodu, żeby tylko była Liga Mistrzów. Pomógł w tym Tottenham, bo przegrał wydawało się pewne trzecie miejsce. Duet z Manchesteru to za wysokie progi dla Arsenalu, a sąsiedzi sami się wyeliminowali z walki o miejsca w czołowej trójce. No ale Van Persie błyszczał i zdobył 30 bramek w lidze. No i zagrał 37 razy od pierwszej minuty. W poprzednich sezonach to nie wyglądało tak dobrze. 19, 14, 24, 13, 17, 13 spotkań (za stroną ESPN Soccernet klik). Tylko trzy razy zagrał w połowie, lub więcej, meczów ligowych przez cały sezon. Powód dość oczywisty, kontuzje. Spoglądając w ten artykuł na Vital Arsenal klik, mamy ciekawe zestawienie. 279 razy na 462 mecze przez ostatnie osiem lat to za mało, żeby upatrywać w Holendrze złotej gwiazdki z nieba.

Rozumiem jednak holenderskiego napastnika. 28 lat to taki wiek, że można podpisać już tylko jeden wielki kontakt. O to gra teraz Van Persie. Znaleźć klub, który zaoferuje mu kilkuletni kontrakt za duże pieniądze, co zagwarantuje mu spokojną emeryturę. Wyniki? One nie będą miały już znaczenia. Dlatego jeśli ktoś pozyska Holendra, zaryzykuje. Nie sądzę, że będzie mu tak bardzo zależeć, jak w ostatnim sezonie w Arsenalu. Nikt nie da gwarancji, że problemy zdrowotne go ominą. Udało się raz, a kilka poprzednich sezonów to głównie starcia z lekarzami i rehabilitacje. Dlatego to właśnie Arsenal jest najlepszym klubem dla Van Persiego. Arsenal i mający ślepą wiarę w swego napastnika Arsene Wenger.

W innych zespołach już dawno taki gracz zostałby sprzedany. Gracz, który i owszem, ma talent, ale jak można liczyć na kogoś, kto przeważnie jest albo po kontuzji, albo się leczy, albo się rehabilituje i wraca do formy? Patrzenie na niego przez pryzmat ostatniego sezonu to jak patrzenie na górę lodową płynącą gdzieś po morzu. Widzimy 1/7, bądź 1/8, a cała reszta jest pod wodą. W przypadku Holendra pod wodą są wszystkie kontuzje, problemy ze zdrowiem i opuszczone z tego powodu mecze.

Arsenal ma swoje grzechy za uszami. Za dużo Park Chu-Youngów i Chamakhów, za mało jakości w składzie. Ktoś powie pieniądze. Arsenal je ma klik i klik, ale nie potrafi mądrze ich wydać. Za dużo zawodników, którzy nie mają odpowiedniego poziomu, ma stosunkowo wysoki kontrakt. Tak się nie da zbudować silnego zespołu. Jak dobrze liczę napastnicy (wspomniani Van Persie, Chamakh, Park, oraz Gervinho i Bendtner) zarabiają ponad 300k na tydzień. Za takie pieniądze można mieć jedną gwiazdę (za 150k), dwóch solidnych rzemieślników (2x50k) i zostaje jeszcze na kilku juniorów wchodzących do składu. Tylko w Kanonierach to jakoś nie wychodzi i musi być inaczej. A teraz o wysoką podwyżkę będzie jeszcze trudniej, bo dołączyli do klubu nowi zawodnicy ofensywni.

Dlatego w tej sytuacji chyba nie będzie zwycięzców. Arsenal straci swój talizman, po raz kolejny. Za którymś razem to się zemści. Nowy klub też najprawdopodobniej będzie stratny, bo nie sądzę, że Holender utrzyma się i w formie, i w zdrowiu. Jedynym wygranym będzie więc najprawdopodobniej Van Persie, ale pod warunkiem, że podpisze ktoś z nim kontrakt na jego warunkach. Bo jeśli nie, to będzie musiał zostać w klubie, a to oznacza porażkę dla niego. Trudno wtedy myśleć o udanym sezonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz