_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.10.2012

6 Gameweek Premier League


Jednym z paradoksów Fantasy Premier League jest to, że można mieć słabą kolejkę, a mimo to zaliczyć awans w klasyfikacji generalnej. Nie zaryzykowałem z kapitanem i zostałem za to ukarany. Zagrałem bezpiecznie licząc na czyste konto Evertonu. Niestety nie wyszło. Na szczęście miałem w składzie Luisa Suareza. Sprzedało go prawie 100 tysięcy zespołów od początku zabawy, a on odpłacił się hattrickiem. Mam jeszcze bramkarza i dwa punkty z ławki, no ale w generalce widzę pewien mały awans (nie przeszkodziło mi to jednak zrobić zmian w składzie, ale o nich pewnie za tydzień).


O pewnym awansie może też mówić Andre Villas-Boas, menedżer, który jest bardzo częstym gościem na tym blogu. Tym razem jest to uzasadnione w 100%, bo jego zespół zdobył Old Trafford. Przy dużej dozie szczęścia, trzeba to dodać. Pierwszy gol po rykoszecie, drugi po wspaniałym kontrataku, a trzeci w najgorszym dla Czerwonych Diabłów momencie, kiedy wydawało się, że już odzyskali właściwy rytm. Niepodyktowane rzuty karne? Powiedziałbym, że to zła karma, bo arbitrzy też oglądają powtórki meczów. Po raz kolejny dziura w środkowej strefie boiska Manchesteru okazała się za duża. Brakuje defensywnego pomocnika, kogoś, kto będzie walczył głównie na swojej połowie boiska. Dziwię się, że kierownictwo Manchesteru tego nie dostrzega. Ostatni sezon został przegrany z powodu różnicy bramek, ale to nie była prawdziwa przyczyna porażki. Jej źródła tkwią w grze defensywnej. Manchesterowi brakuje energii w środku pola i w defensywie. W momencie, kiedy rywal ma silnych, mocnych rywali w środku pola, Manchester się lekko gubi. Można mówić, że zagrał jak Barcelona, ale Chelsea w tamtym sezonie pokazała, jak sobie poradzić z takim wyzwaniem. Do tego kontry, szybkość w środku boiska i robią się kłopoty. Na wielu rywali wystarczy klasa poszczególnych zawodników, ich dobry dzień. No ale jak się trafia ktoś zdeterminowany, to brakuje argumentów na zmianę wyniku. Najciekawsze w tym momencie jest jednak to, gdzie te zespoły podążą. To był tylko jeden mecz. Ważny, ale tylko jeden. Z innymi rywalami już nie da się grać tak łatwo z kontry. Trzeba będzie kreować sobie akcje, a z tym może być kłopot. Może się okazać, że teraz to Tottenham będzie takim Manchesterem, a inne zespoły Tottenhamem. Jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak wygrana na Old Trafford niczego nie gwarantuje. W poprzednim sezonie taka wygrana niczego nie dała zespołowi Blackburn. No ale dość o tym spotkaniu. 

Mistrz Anglii pojechał do Londynu na mecz z Fulham. Wbrew pozorom ten mecz nie zapowiadał się za dobrze dla gości. Gospodarze mieli komplet zwycięstw na swoim stadionie i bilans bramkowy 8-0. Dodatkowo pomógł arbiter. Patrząc na ten rzut karny dla gospodarzy mam pewne wątpliwości, bo widziałem już sytuacje, kiedy jedenastek w takim momencie nie dyktowano. Potem kontrowersje z rzutem karnym dla City, którego nie było. Takie mam wrażenie, że arbitra raczej będzie czekać mała przerwa. No a Citizens może i nie przekonują, ale oczekiwania wobec nich są wręcz olbrzymie. Mają grać pięknie, do tego skutecznie i każdy mecz wygrywać kilkoma bramkami. Tak się nie da. Najważniejsze dla nich, że gromadzą punkty. Nie ma też chyba za bardzo rywali marzących o tytule i mogących poprzeć te marzenia argumentami. 

Arsenal, który wydawał się najpoważniejszym kandydatem, przegrał z Chelsea, ale na własne życzenie. Tym się kończy grzebanie w składzie i poprawianie go wtedy, kiedy nie trzeba tego robić. Per Mertesacker nie zagrał, a zastępujący go Laurent Kościelny tego meczu nie zaliczy do udanych. Wróciły upiory poprzedniego sezonu, kiedy defensywa Kanonierów czasami nie wiedziała, co się dzieje na boisku. Co prawda bramki dla Chelsea padły po stałych fragmentach gry, ale można było ich uniknąć. Trochę lepsza gra francuskiego defensora i nie byłoby tego wszystkiego. Na pewno Arsenal prezentuje się lepiej, niż rok temu, ale walka o pierwsze miejsce w tabeli to za duże wyzwanie. Za dużo luk w składzie, żeby poważnie o tym myśleć. 

Chelsea? Od razu mówię, że mnie Niebiescy nie przekonują. Nie dlatego, że John Terry dostał karę czterech meczów. Nie chciałbym się odnosić do tego, jak Anglik został ukarany, ale od razu nasuwają się porównania do ukarania Luisa Suareza. Decyzja o rezygnacji z kadry moim zdaniem była tylko zagraniem pod publiczkę. Można to dopisać do listy rzeczy, które nie pozwalają mówić o Terrym jako wzorze do naśladowania poza boiskiem. Dużo się tego już nazbierało klik. Jednak problemy Chelsea to nie tylko kapitan. Przede wszystkim nie ma Didiera Drogby, a to przecież od niego zależało bardzo dużo w każdym praktycznie meczu. Zespół musi nauczyć się nowych automatyzmów. To zawsze zabiera czas. Pod koniec października Chelsea czeka kilka trudnych meczów i po nich będzie można powiedzieć, czy londyńczycy mogą walczyć o pierwsze miejsce na koniec. 

Następna kolejka za tydzień, bo potem będzie przerwa na mecze reprezentacji. Najciekawiej zapowiada się starcie Newcastle z Manchesterem United. Powinniśmy zobaczyć jakie efekty dała ta porażka. Cheick Tiote już się pewnie cieszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz