_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.10.2012

9 Gameweek Premier League


Dojrzałem do zmiany. Korzystając z dzikiej karty przebudowałem delikatnie skład w FPL. Czterech nowych graczy, pożegnałem się z tymi, którzy mnie rozczarowali (Vincent Kompany, akurat zagrał na zero z tyłu), no i mam bardzo silną linię pomocy (Nolan-Cazorla-Toure-Larsson-Mata). Żeby tylko zdrowi byli i dużo punktów robili. A w kapitana tradycyjnie nie trafiłem. To i tak lepsze, niż nie trafić w sędziego. Takie coś spotkało przecież Chelsea. 


Niezależnie od tego, komu kibicujemy i jak patrzymy na to spotkanie, arbiter Mark Clattenburg nie zaliczy go do udanych meczów. Do pierwszej czerwonej kartki nie miałbym żadnych pretensji. Do braku takiego upomnienia za wejście Fernando Torresa w Toma Cleverly’ego również. Można co prawda pokazać za coś takiego czerwoną kartkę, ale to nie zasługiwało moim zdaniem na taki kartonik. To był czysty przypadek i walka o piłkę, która trochę wymknęła się z reguł. Czerwona kartka dla Hiszpana to już dwa błędy arbitra. Pierwszy, kiedy nie dostrzegł kontaktu z obrońcą zespołu gości, a drugi, kiedy wyciągnął już żółtą kartkę. Wiem, że za symulowanie jest taka kara, ale po arbitrze już było widać, kiedy podnosił rękę, że nie chciał wcale tego robić. Po prostu zapomniał, że upomniał już wcześniej Torresa. Przepisy są dla piłkarzy, a nie odwrotnie, więc arbiter nie powinien tak łatwo machać tymi kartonikami. Powinna być pewna gradacja, a kartki powinny być rezerwowane za ostre, bezmyślne faule. Nie ma co patrzeć, że zawodnik upadł teatralnie, czy nie, bo ciało ludzkie potrafi zachowywać się bardzo różnie w takich sytuacjach. Uznanie trzeciego gola dla gości to już błąd sędziego liniowego. Nie wiem, jak mógł nie dostrzec tego, że Javier Hernandez jest na spalonym. Akcja była bardzo dynamiczna, ale przecież on wracał z bramki Chelsea. Dlatego sędziowie tego meczu nie zaliczą do udanych. Nie lubię takich sytuacji, kiedy arbiter ściśle przestrzega przepisy gry w piłkę. W takich meczach, kiedy grają dwie równe sobie drużyny, takie decyzje łatwo ustalają wynik meczu. Trzeba być elastycznym, bo nadmierny legalizm mógłby doprowadzić do kończenia meczów nie przez 22 piłkarzy, a tylko przez 17, lub 18. Nie tędy droga. Tak samo niedobrze się dzieje, kiedy arbiter stara się zostać głównym bohaterem wieczoru. W tym meczu sędziemu to się udało, niestety. 

Wracając do spraw czysto sportowych, oba zespoły nie zasługiwały w tym spotkaniu na wygraną. Chelsea nadziała się to prosty trick ze strony rywala i ciągle odsłaniała się na skrzydłach. Na słabsze zespoły to działa, ale z tym przeciwnikiem to nie mogło się udać. Dodatkowo słaby mecz rozegrał David Luiz. Nie chodzi o bramkę samobójczą, bo to mogło się zdarzyć, ale zdecydowanie za często był bardzo łatwo ogrywany przez rywala (już nie mówiąc o tej ręce we własnym polu karnym). Wcześniej jego błędy łatał John Terry, ale teraz on pauzuje za to słynne starcie z Antonem Ferdinandem. Jak zabrakło kapitana, to posypała się defensywa. Linia pomocy nie mogła zamaskować wszystkich słabości takiego składu. Manchester z kolei potrzebował bramki samobójczej, bramki ze spalonego i dwóch czerwonych kartek dla rywala, żeby wygrać. Tylko że te błędy popełniła Chelsea. Goście poza wykorzystaniem tego, że gospodarze rzucili się do ataków od pierwszych minut, nie pokazali nic więcej. Po początku i dwóch ciosach, Chelsea potrafiła odrobić straty i kto wie jakby się to potoczyło, gdyby nie wkroczył arbiter. Manchester nie wykorzystał również tego, że gra z przewagą dwóch zawodników. Jedna przypadkowa akcja Chelsea, jakiś strzał rozpaczy, czy rzut karny i byłby znów remis. Tylko że nikt nie chce powiedzieć, że król jest nagi. Manchester United nie gra dobrze. Widać te luki w pomocy i w obronie. Nie mam takiego wrażenia i przeczucia, że to jest taki monolit, jak we wcześniejszych sezonach. Mówię, gra na remis. Chelsea popełniała za dużo pomyłek, Manchester nie ma takiej pewności jak kiedyś, żeby to wykorzystywać. 

Pewnie to niepokoi wiele osób w klubie, zawłaszcza że sąsiedzi z miasta grają w takim stylu, jak wcześniej robiły to Czerwone Diabły. Mecz ze Swansea nie układał się bardzo długo. To goście mieli lepsze okazje, ale nie potrafili ich wykorzystać. Może to za dużo rotacji w składzie, może to za dużo majstrowania przy ustawieniu, ale mistrz Anglii nie gra na razie tak, żeby zachwycać fanów. No ale zdobywa punkty. W tym meczu w roli zbawcy wystąpił Carlos Tevez i trzy punkty zostały na stadionie gospodarzy. Myślę, że oni się docierają i się dotrą, a kluczową sprawą jest nie stracić wielu punktów. Na razie się udaje to znakomicie, bo strata do lidera to tylko punkt. 

Dobrze, widzę że mecz na Stamford Bridge pożarł wiele miejsca, więc krótko o następnej kolejce. Najciekawiej zapowiada się mecz Arsenalu z Czerwonymi Diabłami, ale równie ciekawie może być w meczu QPR z Reading. Obie te drużyny jeszcze nie wygrały w tym sezonie, więc teraz trzeba zdobyć trzy punkty. Liverpool z Newcastle to kolejny interesujący mecz. Będzie się działo, jak co kolejkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz