_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

19.11.2012

12 Gameweek Premier League


Ostatnia taka kolejka. W grze Fantasy Premier League zanotowałem dziesiąty awans w generalce z rzędu, a dziś zagra jeszcze dwóch graczy, więc jest dobrze. Nawet średnio wybrany kapitan nie zaszkodził. Luis Suarez wywalczył co prawda 11 punktów, ale więcej zrobił Santi Cazorla, a już o Carlosie Tevezie nie mówię. Patrząc na program następnej kolejki widzę, że nie utrzymam tej dobrej passy, ale takie jest odwieczne prawo natury. Każda seria, niezależnie czy zła czy dobra, kiedyś się kończy. 


Podejrzewam, że podobne zdanie powtarzają sobie fani QPR, bo ich zespół umocnił się na ostatnim miejscu w tabeli. Pięć punktów straty do bezpiecznego miejsca to niby niedużo, ale zespołowi brakuje kilku dość niezbędnych rzeczy. Organizacji, odpowiedniej motywacji, determinacji. Takie mam wrażenie, że piłkarze głosują nogami za nowym szkoleniowcem, a to oznacza tylko kolejne porażki. Nie wiem co się wydarzyło w szatni, ale czasami wpuszczenie zbyt wielu nowych graczy do tego samego basenu zaburza ekosystem. Zespół się rozlatuje i mamy tylko grupkę indywidualistów. Graczy można kupić, drużyny nie. Widać wyraźnie, że Mark Hughes tego nie potrafi zorganizować i w klubie wszyscy czekają na zmianę. Kiedy ona nastąpi? Nie wiem. Na razie problemem było to, że Southampton był zespołem, który wyglądał dużo lepiej i zasłużenie wygrał ten pojedynek o sześć punktów w dole tabeli. Oni mają już dwie wygrane, a QPR tylko cztery remisy. Ktoś chyba musi zapłacić stanowiskiem za taki początek sezonu. 

Stanowiskiem nie zapłaci Sir Alex Ferguson, ale ten początek sezonu też nie jest zbyt udany. Po 12 kolejkach Manchester United ma na koncie trzy porażki. Ktoś powie niedużo, ale w poprzednim sezonie tych porażek było pięć. Dwa razy z Manchesterem City (wiadomo, derby), z Newcastle i Wigan na wyjeździe, ale to wtedy były zespoły w formie, no i z Blackburn u siebie, ale to zły dzień w pracy. Przegrana z Norwich musi zostać uznana za porażkę z zespołem będącym w formie, chociaż to dziwnie brzmi. Bardzo źle wygląda liczba straconych bramek. Rok temu było to 12, ale z meczem derbowym. Teraz już 17. To jest powód do zaniepokojenia, ale nie kupiono obrońców, bądź defensywnego pomocnika. Dlatego Czerwone Diabły sprawiają wrażenie zespołu słabszego, niż rok temu. W tym meczu nic nie zagrało tak właściwie. Nic nie funkcjonowało. Norwich zagrał świetny mecz, ale normalnie goście takie mecze wygrywali. Kiedyś Manchester walczył do końca i wyrywał te punkty rywalom. Teraz tak nie było. 

Zakończę meczem, gdzie wynik był taki sam, jak w poprzednim starciu między tymi rywalami, ale cała reszta jest już inna. Arsenal wygrał derby z Tottenhamem, ale pytanie jakie trzeba sobie zadać brzmi co myślał Emmanuel Adebayor wykonując ten wślizg. Chyba nic, bo wygranie piłki w tej strefie boiska niczego tak właściwie nie dawało. Od zawodnika wymaga się, a raczej oczekuje się, że nie będzie podejmował niezrozumiałych decyzji, zwłaszcza takich, które zakończą się upomnieniem. Ade tego testu nie zaliczył. Ciekawe jak ten mecz potoczyłby się dalej, gdyby zespoły mogły grać w pełnych składach. Chociaż czy to by coś zmieniło? Może Arsenal byłby bardziej nerwowy, bo im ten miesiąc się nie układa, ale koniec końców Tottenham chyba nie miał pomysłu na to spotkanie. Nie rozumiem tego żonglowania bramkarzami, bo nie uważam, że Brad Friedel zawalił jakieś spotkanie. Nie rozumiem też gry z dwoma środkowymi pomocnikami, skoro Arsenal wystawia z reguły trójkę w środku pola. Gospodarze nie zagrali jakiegoś wielkiego spotkania. Nerwy nerwami, ale widać było mankamenty składu. Wojciech Szczęsny, wracający po kontuzji, nie zaliczył dobrego meczu, ale tak właściwie nikt go nie przetestował. Tylko że goście zagrali jeszcze gorzej. Zaryzykuję stwierdzenie, że można było pokonać Arsenal tego dnia, ale potrzebny był do tego menedżer mający kilka pomysłów na grę i potrafiący zmobilizować i wyciszyć piłkarzy. Bilans pięciu ostatnich spotkań to zaledwie trzy punkty i cztery porażki. Rywale byli trudni, ale od zespołu, który potrafił wygrać na Old Trafford oczekuje się więcej. Przypomina mi to Chelsea z poprzedniego sezonu. Tam AVB wytrwał do czwartego marca, tutaj chyba chce to poprawić i wcześniej wylecieć. 

Następna kolejka za tydzień, dopiero później liga wrzuci wyższy bieg. Chelsea – Manchester City to taki mecz, który będzie najjaśniejszym punktem, ale osobiście czekam na spotkanie Manchesteru United z QPR. No i kolejne derby Londynu, mecz Tottenham – West Ham, tam też pewnie będzie ciekawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz