_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

31.12.2012

20 Gameweek Premier League


No w końcu. Trafiłem w kapitana i nawet awansowałem w generalce. Na razie jednak nie realizuję postawionego sobie celu, ale to wszystko z powodu tych bramek. Tyle ich strzelają, że aż strach. Chociaż doktorat o traceniu bramek może pisać Aston Villa.

Jej menedżer, Paul Lambert, nie ma ostatnio dobrych wyników. Co prawda można mówić o progresji (8-4-3 w traconych golach), ale to złośliwość. Po dwóch meczach, kiedy rywale zmietli ich tak właściwie z boiska, przyszedł mecz z Wigan. Rywal w walce o pozostanie w lidze. Trudno o lepszą okazję na przełamanie się. Zamiast tego połamała się defensywa gospodarzy w tym meczu. Pierwszy gol to tragiczny błąd w kryciu przy kornerze dla rywala. Jak się zostawia tyle miejsca, to do kogo można mieć pretensje. Drugi gol i znów. Sześciu graczy towarzyszyło Ivanowi Ramisowi, tylko właśnie towarzyszyło, a nie przeszkadzało, gdy ten pakował po rajdzie piłkę do siatki. Trzeci gol to też błąd, ale chyba najmniejszy, mimo że też poważny. W porównaniu do poprzedniego sezonu różnica wynosi tylko minus pięć punktów. Tylko, ale oznacza to, że zespół po pierwsze jest w walce o pozostanie w lidze, a po drugie, że jest w kryzysie. Wyciągnięcie z niego zespołu może być bardzo trudne, a jak posypią się porażki, to spadek z ligi stanie się bardzo realny.

Podobnie jak w przypadku QPR. Tutaj chyba nie ma już żadnej nadziei. Reading potrafiło wygrać swój mecz. Nie szkodzi, że 1-0, ważne, że są trzy punkty. Natomiast QPR został zmasakrowany przez Liverpool. Po wygranej z Fulham trzy mecze temu wydawało się, że Harry Redknapp zaczaruje swoich piłkarzy, a oni pozostaną w lidze. Potem przyszły trzy porażki. Mam wrażenie, że z zespołu uleciała pewność siebie. Nie wiem, do czego doszło w szatni. Ogłoszono, kto zostaje, a kto nie? Możliwe. Takie coś może rozbić taki delikatny stan równowagi w szatni. Patrząc w terminarz następny łatwiejszy mecz będzie w … lutym. No a 10 punktów za miesiąc oznacza tylko jedno obawiam się.

Zakończę na meczu, który nie rozczarował. Chociaż do przerwy mogło tak się stać. Dopiero po zmianie stron rozstrzelały się zespoły Arsenalu oraz Newcastle i znów tym drugim zabrakło amunicji. To musi być strasznie frustrujące swoją drogą. Dwa wyjazdy, sześć strzelonych bramek na trudnych stadionach (2 i 3 zespół w lidze na koniec poprzedniego sezonu), a punktów zero. No ale jak się cierpi na taką samą chorobę, co Aston Villa, to o punktach można zapomnieć (6-11 w bramkach). Theo Walcott chyba znalazł swoje miejsce na boisku, a to przyniesie korzyści zespołowi. Swoją drogą, jak jeszcze grałem w FM, to on u mnie zawsze grał w ataku. Dziwne, że tak dużo czasu zajęło to w klubie, żeby sprawdzić go na tej pozycji. Jako ten drugi napastnik u mnie potrafił zdobyć plus 30 bramek na sezon. Równie dobrze może to jednak oznaczać, że odejdzie po sezonie, jak wielu piłkarzy, którzy wyróżniali się i potem znikali z Arsenalu.

Następna kolejka rozpocznie się jutro. Ciekawie zapowiada się mecz Man City – Stoke, czy Soton z Arsenalem, ale drugiego stycznia może być hit. Newcastle – Everton. Ranni, ale jeszcze nie zabici. Mocno podrażnieni po tych świątecznych meczach.

Wszystkiego najlepszego w 2013 roku. Trzynastki nie są pechowe, ale mogą takie być, jak będziemy tak myśleć :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz