_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

10.01.2013

Upadek Fernando T.


Parafrazując pewien film o Jokerze, z gościnnym udziałem Batmana na drugim tle, jeszcze kilka lat temu przed Hiszpanem trzęsła się cała czołówka bramkarzy i obrońców. Jego występy w Liverpoolu przyniosły wiele bramek, więc nic dziwnego, że zainteresowała się nim Chelsea. Londyński klub miał w pamięci jedno fiasko transferowe, kiedy Andrij Szewczenko zawiódł z klubie, ale przecież nic nie zdarza się dwa razy, prawda? W przypadku Fernando Torresa jednak się zdarzyło.


Wiele osób zadaje sobie pytanie dlaczego? W końcu napastnik warty 50 milionów funtów (pięćdziesiąt milionów) powinien częściej trafiać do siatki. W przypadku Torresa można znaleźć wiele wyjaśnień. Jednak żadna z tych przyczyn nie da nam całej prawdy. Kontuzje? To nic nowego dla piłkarza, ale w przypadku Torresa mamy coś innego. On ich nie doleczył w Liverpoolu. Wszystko zaczęło się w sezonie 2009/2010. Zagrał w nim tylko 22 mecze od pierwszej minuty. Ciągłe urazy spowodowały, że nie mógł występować tak często, jak chciał. No a zbliżały się Mistrzostwa Świata. Kto nie chciałby brać udziału w takiej imprezie? Dlatego z jednej strony presja klubu (poprzedni sezon też był łatany kontuzjami), z drugiej presja samego zawodnika, żeby grać. W finałach zagrał, ale w tym ostatnim meczu złapał kolejną kontuzję. Tym razem nie wytrzymało ścięgno w jego nodze. I tak właściwie od tego momentu Torres już musiał pogodzić się z tym, że już może nigdy nie wróci do tej prawdziwej formy. W następnym sezonie, a właściwie w połówce sezonu spędzonej w Liverpoolu, strzelił niby dziewięć bramek, ale komu? Błysnął jedynie z Chelsea, a tak to beniaminkom oraz późniejszym spadkowiczom.

Ten błysk w meczu z Chelsea spowodował, że zainteresował się nim właściciel tego klubu. Nie patrzył na koszty za bardzo, a gonił go czas i zamykające się okienko transferowe. Dlatego nie było poważniejszych badań lekarskich. Liverpool zrobił świetny interes. Za napastnika, który chyba już nigdy nie wróci do poziomu, na którym kiedyś był, zarobił masę pieniędzy. No a Torres musiał nauczyć się grać w Chelsea. Tutaj mamy drugą część odpowiedzi dlaczego nie wyszło. Londyński klub grał inaczej. No i miał Didiera Drogbę, a to wymuszało pewne zagrania. Może Torres nauczyłby się grać w tym systemie, ale nie pozwoliło mu na to jego zdrowie. Dlatego na pierwszą bramkę czekaliśmy aż do kwietnia. Następne lata też były bardzo skąpe w bramki. Do tego dochodzi kolejny powód. Tym razem mentalny, tkwiący w głowie samego zawodnika.

Jak się czuje ktoś, kto kosztował 50 milionów, a potem zawodzi i nie spełnia pokładanych w nim nadziei? Nie sądzę, że dobrze. Z jednej strony świadomość tego, że ma się kontuzję, może bardzo mocno deprymować. Z drugiej strony wiemy, że zawodzi. On też to wie. W tym momencie cena będzie przeszkadzać. Ona nie pozwoli pokazać tego, co Hiszpan chyba jeszcze potrafi. Sam klub też nie wyciąga pomocnej dłoni, bo ściąga klona Didiera Drogby, czyli Dembę Ba. On też podobno jest kontuzjowany, testów medycznych nie przeszedł, ale strzela bramki. W meczu ze Swansea Torres snuł się po boisku przez 80 minut. Ba w dziesięć minut zdobył bramkę ze spalonego, chyba zderzył się z bramkarzem rywali, co powinno skończyć się rzutem karnym, był więc zdecydowanie efektywniejszy.

Kończąc, tutaj nie ma jednego winnego. Zawiedli wszyscy tak właściwie. Sam zawodnik, bo parł mocno do gry, a nie był do końca zdrowy. Liverpool, bo też wolał, aby występował w meczach, a potem tak przedłużał sprzedaż, że nie było na nic czasu. No i Chelsea, bo transfer bez poważniejszego badania lekarskiego to ryzyko. Rozwiązania też nie ma. Nie wydaje się, że Torres wróci do zdrowia i formy sprzed kilku sezonów. Liverpool z pieniędzy nie skorzystał i tak, a Chelsea robi po raz kolejny taki transfer, ale może ten się uda. Jednak jedynym przegranym będzie zawodnik i nikt inny. To w końcu on stracił zdrowie, a tego się nie odkupi.

2 komentarze:

  1. Chelsea robi przez ten cały okres dobrą minę do złej gry. Cały czas klub usprawiedliwia Torresa, że choć mało strzela, ale pracuje dla drużyny... To nie jest środkowy pomocnik!!!! On jest snajperem, jego zadaniem jest strzelanie. Te 50 mln zostało ewidentnie wydane w błoto! Ok jeszcze mogę zrozumieć, że Torres więcej asystuje niż strzela, ale gdyby był Drogba! Teraz go nie ma, a Hiszpan powinien wziąć na swoje barki jego obowiązki. Ale nie bierze i Abramowicz już od pewnego czasu na pewno szuka chętnego na Fernando. Tylko, że za małą kasę nie może go sprzedać. A kto teraz kupi takiego nędznego napastnika?

    Nie oszukujmy się. Torres pognał za kasą do Chelsea. A aj kto wyszło?? Jak zwykle. Może będzie miał szczęście i Arabowie lub Chińczycy będą chcieli go zatrudnić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Robi, bo musi. Nic innego im nie zostało. Z Szewczenką nie wyszło, z Torresem nie wyszło. Dopóki był Drogba, to jeszcze można było to jakoś zrozumieć, ale jak go nie ma, to nie ma też Torresa. Siedem bramek w tym sezonie, niby dużo, ale oczekiwania były o wiele większe.

    OdpowiedzUsuń