_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

11.03.2013

29 Gameweek Premier League



Holy Goalie i wszystko jasne. Trudna kolejka, bo tylko sześć meczów zdawało się zwiastować kolejny czerwony tydzień, ale Boruc i Suarez na kapitanie zrobili ją zieloną. Mogło być więcej punktów, to oczywiste, ale to akurat nie jest problemem, bo dalej są szanse na zrealizowanie zakładanego przed sezonem celu. Czy tak samo jest z QPR?


Zdaję sobie sprawę, że są w formie, na razie przynajmniej. Dwie wygrane pozwoliły wystawić rękę nad wodę, może ktoś rzuci to koło ratunkowe. Mecz z Sunderlandem im się ułożył. Kontuzje u rywala, kopnięcia piłki zdarzające się raz na pół sezonu, wreszcie pewna słabość przeciwnika. Następny mecz będzie prawdziwym testem. W końcu Aston Villa walczy o to samo. Dlatego ten mecz muszą wygrać, a wcale nie będzie o to łatwo. Villa jest młodym zespołem, ale to nie oznacza, że od razu można zapisać trzy punkty. Już ich mecz z Reading pokazał, że potrafią walczyć z nożem na gardle. Stracić gola po bramce samobójczej, szybko wyrównać, potem dobić rywala, a w drugiej połowie przełamać coś, co towarzyszyło zespołom w tym sezonie. Villa traciła dużo bramek w końcówce, w tym meczu żadnej. Reading specjalizowało się w zdobywaniu bramek tuż przed końcem meczu, tym razem nie było ani jednej. Dlatego mecz AV z QPR w sobotę zapowiada się tak ciekawie.

Podobnie ciekawie było w meczu wieńczącym tę króciutką kolejkę, czyli starciu Liverpool - Tottenham. Wnioski? Na pewno jeden, gonienie Manchesteru City to zabawa nie dla Kogutów. Niby tylko błędy, ale jednocześnie gdzieś uleciał ten mit silnego zespołu. Liverpool w tym sezonie nie rządzi na swoim boisku. Przegrał z Arsenalem, Manchesterem United, ale też z Aston Villą i WBA. Dlatego Tottenham musiał taki mecz przynajmniej zremisować. Wszystko wskazywało raczej na wygraną, bo po golu dla gospodarzy, goście zdobyli dwie bramki i mieli ten mecz pod kontrolą. Co myślał Kyle Walker podając piłkę w kierunku własnej bramki, co umożliwiło strzelenie gola przez Stewarta Downinga? Nie wiem. Co myślał Benoit Assou-Ekotto faulując w polu karnym Luisa Suareza? Też nie wiem. Jednak te dwa błędy w obronie spowodowały, że mecz zakończył się wygraną The Reds. No i stara piłkarka prawda, jak nie strzelasz na 3-1, to przegrywasz 2-3 (słupek po strzale Sigurdssona). No ale ta wygrana Liverpoolu tak właściwie niczego nie daje. Wyżej niż szóste miejsce nie wskoczą, ale może to zaszkodzić Tottenhamowi. Tym bardziej jak to efekt meczu pucharowego. Jest coś takiego, jak samospełniająca się przepowiednia i jeśli piłkarze Tottenhamu uwierzyli, że nie mogą zająć miejsce w pierwszej czwórce, to wylądują na piątej pozycji po sezonie. Następne spotkanie, trzy dni po rewanżu z Interem, z Fulham na własnym stadionie, powinno nam pokazać pozytywną reakcję drużyny. Jak pęknie on teraz, to raczej nie będzie czego zbierać.

Następna kolejka zacznie się meczem Everton - Manchester City, potem starcie o naście punktów Aston Villa z QPR. W niedzielę podwójne derby Londynu, bo wspomniany Tottenham z Fulham i Chelsea z West Hamem. Tak właściwie po tej kolejce możemy już poznać wszystkich spadkowiczów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz