_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

18.03.2013

30 Gameweek Premier League


Z uwagi na fakt, że w tej kolejce mój wynik w Fantasy Premier League można określić słowem między fatalny, a tragiczny, czyli mówiąc prosto nie wyszło mi, zacznę od człowieka, któremu wyszło. Krzysztof Dowhań, trener bramkarzy warszawskiej Legii. W 30 kolejce angielskiej ekstraklasy aż trzech jego podopiecznych rozegrało mecz od pierwszej minuty i zebrało wysokie oceny. Oczywiście wiele osób będzie się chciało dokleić do tego osiągnięcia, ale to oczywiste. Sukces zawsze ma wielu ojców, tylko porażka jest biedną sierotką. 


No i świadkiem tej porażki był każdy, kto oglądał mecz Aston Villa – QPR. Sam mecz był widowiskiem, które chyba każdego taktyka piłkarskiego przyprawiało o palpitację serca. Tam nie było taktyki, było za to zaangażowanie, chęć zwycięstwa, walka do końca. Zwycięsko wyszli z niej gospodarze, ale do 45 minuty mogli dziękować swojemu bramkarzowi, bo Brad Guzan wyczyniał cuda w swojej bramce i zapędy ofensywne QPR ograniczył do jednego gola. Pomógł mu też słupek, ale to pokazuje, jak niewiele oddziela sukces od porażki w piłce nożnej. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry do pierwszej połowy Jose Bosingwa trafia w słupek z rzutu wolnego. 103 sekundy później do siatki trafia Gabriel Agbonlahor i od tego momentu gości praktycznie nie ma. Co prawda jeszcze wyrównują na 2-2, ale to było za mało. Villa nie dała się już dogonić. Dlatego można dopisać już kolejnego spadkowicza. Nie sądzę, że QPR się pozbiera po tej porażce. Owszem, szanse matematyczne są, ale z drugiej strony ta sama matematyka pokazuje, że zespół wygrał na wyjazdach tylko dwa razy w tym sezonie, a dystans do bezpiecznego miejsca wynosi siedem punktów. Nie sądzę, że uda się pozbierać tych graczy.

Ciekawe za to czy Wigan po raz kolejny uratuje się przed spadkiem. Trzy punkty to niby niedużo, ale przypomina się Birmingham. Tym bardziej, że w składzie jest Jean Beausejour. On już raz wygrywał puchar, a potem spadł z ligi. Teraz to grozi Wigan, bo w półfinale FA Cup czeka Millwall. Jest jeszcze finał, ale w tym momencie uwaga klubu koncentruje się na dwóch rzeczach, a to nie pomoże. Wygraną z Newcastle skutecznie przesłoniło wejście Calluma McManamana w nogę Massadio Haidary. Wejście było na krwiście czerwoną kartkę, ale nie widział go arbiter. Jeden z graczy Newcastle zasłonił mu widok przebiegając akurat na linii wzroku, ale gracz Wigan nie uniknie kary. To już jest za głośna sprawa, tym bardziej że na boisku doszło prawie do bójki, a z czerwonymi kartkami wylecieli trenerzy (nie menedżerowie, od razu zaznaczmy, bo w Anglii to jest różnica) obu zespołów. Nie sądzę, że było to wejście z premedytacją. Po prostu młody napastnik Wigan za bardzo chciał, bo to był jego debiut. Wracając do piłki, drugi gol The Latics to kolejne kontrowersje (ręka), ale droga do utrzymania się jest jeszcze bardzo daleka.

Czy równie daleka jest droga Wojciecha Szczęsnego od bramki Arsenalu? Nie da się ukryć, że Łukasz Fabiański odrobił swoje zadanie domowe. Menadżer natomiast zobaczył, że Szczęsny poczuł się za pewnie i po prostu przestał się rozwijać. Nikt nie kwestionuje tego, że ma talent, ale za talentem powinna iść ciągła praca. Tego chyba zabrakło, stąd decyzja. Jeśli opinia obrońców, trenera będzie korzystna dla Fabiańskiego, to nie zobaczymy już Szczęsnego w tym sezonie na boisku. Defensywa Arsenalu przypominająca sitko przestała przeciekać, jak na ławce usiadło dwóch zawodników. Szczęsny i Thomas Vermaelen. To może sugerować pewne zmiany latem, tym bardziej że Kanonierzy będą chcieli się wzmocnić. Wtedy nikt nie będzie płakał za polskim bramkarzem.

Wiem za to kto będzie płakał, jak nie awansuje do Ligi Mistrzów. Tottenham. Po wygranej nad Arsenalem zmietli jeszcze Inter u siebie, a potem zaczęli przegrywać. Minimalnie z Liverpoolem, wyraźnie w rewanżu z Interem, a potem niespodziewanie z Fulham. Trudne mecze dopiero przed drużyną. Albo zespoły bijące się o to samo, albo potencjalni spadkowicze. W tym meczu niby zdecydowały detale, dobra forma bramkarza gości, słaba napastnika gospodarzy, ale fakt jest taki, że punkty uciekły. Z walki o wicemistrzostwo robi się pomału walka o czwarte miejsce i w niej Spurs nie są faworytem. Mecz z Fulham pokazał, jak bardzo jednowymiarowym zespołem stał się Tottenham. Jak wypadnie Gareth Bale z powodu kontuzji, to źle to widzę. Tylko że nikt nie mówił, iż końcówka sezonu nie będzie ciekawa.

Następna kolejka 30 marca, bo czekają nas mecze reprezentacji. Najciekawiej powinno być na meczu Wigan – Norwich. Reszta meczów moim zdaniem już tak nie kusi, mimo że zapowiadają się ciekawe pojedynki. Swansea – Tottenham na przykład, bo jak goście przegrają, to będzie można bić na alarm. To w końcu ostatni zapowiadający się na łatwy mecz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz