_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

10.05.2013

Kilka słów o Moyesie


Miałem już nie wracać do tego tematu, bo tylko czas może rozstrzygnąć, jaki to będzie menedżer w nowym klubie. Nie da się ukryć, że zaczyna z zupełnie innego poziomu niż SAF w 1986 i pod tym względem przychodzi na gotowe dzieło wykonane przez innego menedżera. Tylko ciągle czytam, że w Evertonie nie miał za dużo pieniędzy, dlatego nie mógł osiągnąć więcej.


Sytuacja finansowa w Evertonie odbiegała rzecz jasna od tego, co znamy z Manchesterów, Chelsea, czy innych czołowych zespołów. Jednak czy biedny klub może pozwolić sobie na takie zakupy, jakie przeprowadzał Everton? Jeszcze w 2002 ściągnięto Josepha Yobo i Richarda Wrighta. Składając to do siebie mamy kilka milionów funtów. Sezon 03/04 był dość leniwy, ale później pojawili się tacy gracze jak James Beattie, Simon Davies, Per Kroldrup, Mikel Arteta, Nuno Valente, Andy Van der Meyde, Joleon Lescott, czy Andy Johnson. Prawie 40 milionów funtów finansowane głównie sprzedażą Wayne'a Rooneya. Sezon 06/07 był spokojniejszy, bo duet Tim Howard i Phil Jagielka kosztował siedem milionów. Ale następny to Yakubu za ponad 11 milionów. Jeszcze następny to Marouane Fellaini za 15 milionów. Kolejny sezon to Dinijar Bilaletdinow za 10 milionów (a para Sylvain Distin i Johny Heitinga to kolejne 10). Potem kurek zakręcono na rok, bo przeinwestowano, ale następnie poluzowano rygor finansowy i ostatni sezon to około 17 milionów wydane na zawodników. To moim zdaniem sporo. Co prawda wiele z tych zakupów finansował Manchester City (Rodwell, Lescott), wcześniej Manchester United (Rooney) i Arsenal (Arteta), ale to nie ma znaczenia. Pieniądze były. Nie takie jak w wielkich klubach, ale były. Jak na średniaka, to nawet spore. I właśnie takim klubem jest Everton. Na górną połówkę tabeli, ale nie na mistrzostwo.

Moyes ma na koncie wiele udanych zakupów, ale jednocześnie z wielkich transferów, kosztujących duże pieniądze, udał się tak właściwie jeden. Ktoś powie Everton miał mały skład, dlatego niczego nie wygrywał, ale to też zasługa menedżera. Zabrakło wiary w rotację składem. Nie było zaufania dla młodych graczy, czy ogólniej rezerwowych. To SAF umiejętnie wprowadzał młodych i rezerwowych graczy, nie Moyes. U tego drugiego była jedna żelazna jedenastka, a tak się nie da walcząc na kilku frontach (w tym sezonie ponad 33 mecze rozegrało dziewięciu zawodników, a klub ogółem 43; w FA Cup dziewięciu graczy zaczynało minimum cztery mecze na pięć klubu w rozgrywkach; stąd się brały problemy zdrowotne zawodników). Dlatego do pewnego stopnia rozumiem właścicieli Evertonu. Obawiali się, że przekazanie większych pieniędzy na transfery menedżerowi nie skończy się niczym dobrym. To takie zamknięte koło braku zaufania. Oni sparzyli się na nim, on sparzył się na nich. Dlatego nie słyszałem, żeby ktoś zachęcał menedżera do podpisania nowej umowy. Owszem, można mówić o zaskoczeniu i tym podobnych rzeczach, ale nie uwierzę, że Everton nie sondował rynku i nie sprawdzał kandydatów. Ambicje menedżera to dobra rzecz, ale gdy przerastają one możliwości klubu, to mamy problem. Wyżej sufitu nie podskoczysz, a Moyes właśnie tego dokonał.

Dlatego bardzo ciekawy będzie jego pierwszy sezon w Manchesterze. Pogodzić ambicje wielu graczy. Do tej pory wystarczyło spojrzenie menedżera i już nie było czyichś pretensji. Teraz wszystkie brudy mogą rozlać się po szatni. Największą siłą Fergusona nie była taktyka (przegrywał mecze swoimi decyzjami taktycznymi), transfery (oczywiście pamiętamy sukcesy, ale porażki też były, na przykład Juan Sebastian Veron, Owen Hargreaves, do pewnego stopnia Dymitar Berbatow, jak również brak załatania pewnych ubytków w składzie), ale dotarcie do psychiki graczy. Stąd te bramki w końcówce, stąd to powszechne uwielbienie. Tam każdy gracz chciał wręcz umrzeć na boisku za swojego menedżera. Nie wiem, czy Moyes zrobi coś podobnego. Bo to, żeby przysłonić ligę swoją osobą, to będzie można zobaczyć za kilka lat i za kilka wygranych trofeów. Do tego czasu może być wyrównywanie rachunków z Manchesterem. Howard Webb już się zrewanżował, wyrzucając ostatnio Rafaela z boiska ;)

PS Chyba nikt tego nie zauważył, ale wreszcie doceniono myśl PZPN i wprowadzono coś, co wprowadzono w Polsce przed EURO 2012. Jak wtedy u nas obowiązywało hasło 'musi być Polak', tak Manchester przerobił to na hasło 'musi być Szkot'. Ciekawe czy sukces też będzie podobny ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz