_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.06.2013

The Special One powrócił



Jest takie bardzo zgrabne powiedzenie, rzadko używane w piłce nożnej: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Oczywiście ta rzeka się zmieniła bardzo mocno. Są inni piłkarze, a sama liga, będąca czymś w rodzaju zlewiska tych wszystkich rzek, wygląda zupełni inaczej. Tylko czy Jose Mourinho da sobie radę?


Sam fakt, że wraca do Chelsea, a nie do innego klubu, można uznać za porażkę. To jest efekt walki z całym światem w Madrycie. Nikt nie lubi, jak menedżer tak skutecznie ściąga presję z graczy, że staje się głównym tematem dla mediów cały rok. W końcu co zapamiętamy z pobytu Jose Mourinho w Realu Madryt? Wygrane trofea? One są na dalszym planie. Na pierwszym był konflikt z Ikerem Casillasem, z sędziami, innymi trenerami i klubami. Nie każdemu odpowiada atmosfera wojny z całym światem. W Madrycie moim zdaniem poszło to wszystko o jeden most za daleko, a Mourinho sprawiał wrażenie, że nie panuje już nad swoją szatnią. Dla niego to musiał być bardzo mocny cios. W końcu on kocha perfekcję w tym, co robi. Czy w Chelsea mu się uda?

Przede wszystkim to dla niego nowa sytuacja. Po raz pierwszy wchodzi do klubu na tarczy, a nie z tarczą. Do Porto przechodził jako młody, zdolny szkoleniowiec, potrafiący zrobić coś wielkiego ze średnim zespołem. Do Chelsea trafiał jako zwycięzca Ligi Mistrzów. Do Interu jako człowiek, który przegrał nieco z prezesem, ale potrafiący odnosić sukcesy. Do Realu Madryt znów jako zwycięzca Ligi Mistrzów. No i teraz powrót do Chelsea, ale na zupełnie innym poziomie. W 2004 wydawało się, że zaraz zawojuje cały piłkarski świat. Praca w Manchesterze United? Wtedy to nie wydawało się takie niemożliwe. Tylko że zachowanie menedżera w Realu, ciągła wojna ze wszystkimi zraziła do niego całe kierownictwo klubu. Wydawało się przez chwilę, że wróci do Manchesteru City. Tam jest potężne zaplecze finansowe, a fundamenty buduje się na lata. Jednak też nie. Wraca na stare śmieci do Chelsea i owszem, tam jest kochany, ale nie oszukujmy się, to może być trudny powrót.

W ostatnich tygodniach pracy w Madrycie Jose Mourinho sprawiał wrażenie człowieka, który przegrał, ale chyba nie do końca wie dlaczego. Chelsea nie jest dobrym klubem do nauki. Prezes chce sukcesu, a najlepiej sukcesów. Owszem, otworzy książeczkę czekową i kupi zawodników. Tylko że liga angielska z sezonu 2004 była diametralnie inna. Tak właściwie nie było poważniejszych kontrkandydatów. Następny sezon to stopnienie przewagi z 18 do siedmiu punktów i kto wie, jak by się to potoczyło, gdyby nie remis United z Sunderlandem. W kolejnym sezonie liga już się nauczyła grać z Chelsea. 11 remisów to nie był przypadek, tak samo jak drugie miejsce. No i ciągła wojna podjazdowa z prezesem klubu. W Interze było krótko, ale po aferze Calciopoli liga włoska wyglądała zupełnie inaczej. No i Real Madryt, gdzie można pisać książki. Jeśli menedżer zrozumiał, że nie każdy kocha życie na linii frontu, to będzie to z korzyścią dla niego i klubu. Jak nie (bo na przykład nie potrafi inaczej), to obawiam się, że z Chelsea zostanie po prostu wylany. Nawet jak uznamy, że Manchester United będzie miał sezon przejściowy, to zostaje Manchester City i Arsenal, który pomału wyrasta nam na silnego kandydata nawet do tytułu. Liverpool to kolejny zespół, który postara się wrócić do walki o pierwszą czwórkę, a Tottenham będzie znał wszystkie kruczki Mourinho. Roman Abramowicz nie zasłynął do tej pory z jakiejś wielkiej cierpliwości do szkoleniowców, więc ten powrót może zakończyć się dużym rozczarowaniem.

Liga Mistrzów? Trium w niej może być celem dla klubu, ale jej wygranie jest tak samo łatwe, jak i trudne. Po wyjściu z grupy trzeba pokonać tylko czterech rywali. To tylko siedem meczów, ale zarazem nie ma miejsca na jakąkolwiek pomyłkę. Jeden słabszy mecz i już nie ma awansu. Sam Real Madryt pokazał to w tej edycji, kiedy przegrał 1-4 w Dortmundzie. Tego już nie odrobił. Dlatego Ligę Mistrzów zawsze wygrywa najsilniejsza drużyna. Taka, która nie potknęła się w drodze po tytuł. Czy Chelsea z Mourinho nie potknie się za rok? Nawet nie chcę zgadywać. No ale będzie ciekawie. Czy Mourinho dalej jest Special, czy Moyes da sobie radę, czy Manchester City dokona dobrego wyboru, wreszcie czy Arsenal wdrapie się na pierwsze miejsce. W końcu jak wszyscy się potkną, to zostają Kanonierzy, prawda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz