_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.09.2013

4 Gameweek Premier League


To niedobry moment na rozgrywanie kolejki piłkarskiej, zwłaszcza w grach towarzyszących Premier League. Mieliśmy kumulację niekorzystnych czynników. Po pierwsze niedawno zamknięte okienko transferowe, po drugie mecze reprezentacji przez poprzedni tydzień, po trzecie pierwsze mecze w europejskich pucharach (w fazie grupowej) dla kilku zespołów (dokładniej 4 w Lidze Mistrzów i 2 w Lidze Europejskiej). Wszystko to sprawiło, że trudno było przewidzieć co się wydarzy.



Na pewno były debiuty, chyba najważniejszy miał miejsce w Sunderlandzie, gdzie debiutował w Arsenalu Mesut Özil. Tylko jego występ przyćmił pewien Walijczyk grający na co dzień w Londynie. Aaron Ramsey zagrał naprawdę dobry mecz. Tylko że i tak nagłówki ukradł sędzia. Martin Atkinson podjął złą decyzję, bo odgwizdał przewinienie Bacary’ego Sagni. Po prostu zapomniał, że istnieje przywilej korzyści. No a skoro odgwizdał przewinienie, to powinna być czerwona kartka dla obrońcy Arsenalu. Mogło to mieć wpływ na wynik, bo Kanonierzy nie sprawiali wrażenie drużyny zdolnej objąć prowadzenie raz jeszcze. Zresztą problem Kanonierów tkwi w defensywie. Na trzy mecze Laurent Koscielny sprowokował dwa rzuty karne dla rywala i miał jedną czerwoną kartkę. To nie wygląda dobrze.

Podobnie wyglądała gra Chelsea. Debiut Samuela Eto’o był mocno nijaki, na pewno nie przypominał on zawodnika grającego swego czasu w Mallorce, czy Barcelonie. Dobrze, była ta interwencja meczu, którą wykonał Gareth Barry i zabrał pewnego gola, ale od klasowych zespołów wymaga się czegoś więcej. Podobnie więcej wymaga się od zawodnika, który w pojedynkę ma dźwigać atak Chelsea. Jose Mourinho zaryzykował bardzo wiele oddając najlepszego napastnika na wypożyczenie do Evertonu, a jednocześnie nie starając się o zastępstwo. W ogóle cała polityka Chelsea z napastnikami sprawia wrażenie kompletnie nieprzygotowanej na starcie z życiem. Daniel Sturridge i Romelu Lukaku są poza Chelsea, a klub musi straszyć zardzewiałymi strzelbami. Efekt widzieliśmy w tym spotkaniu. Co prawda po jednym meczu nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, ale Chelsea z przodu wygląda po prostu słabiutko. Przeładowana jest w linii pomocy, ale nie da się zrobić w ten sposób drugiej Barcelony.

Porównajmy to do Tottenhamu, który wygrał trzeci mecz w tym sezonie i jest wiceliderem w tabeli. Owszem, przegrali w derbach z Arsenalem, ale teraz mogą chyba jasno powiedzieć, że walczą o tytuł. Gareth Bale jest w Madrycie, ale na nim nie kończy się świat. Zespół poprawił się w defensywie i to znacznie. W poprzednim sezonie miał pięć straconych bramek po czterech meczach, w tym tylko jedną. Jak będą tak dalej grać, to wiele mogą zwojować. Z niecierpliwością czekam na drugie poważne starcie derbowe, zaplanowane na 28 września z Chelsea. Co prawda zespół wygrywał już takie spotkania, ale wygrane z 2009 i 2010 roku miały pewne przełożenie na sukcesy Spurs. Zanosi się więc na mecz, który może zdefiniować początek sezonu. Po nim poważniejsze starcia, dwumecz z Manchesterskim molochem, odbędzie się dopiero pod koniec listopada, a do tego czasu wiele wody upłynie w Tamizie.

No a skoro przywołałem zespół z Manchesteru, to zastanawiam się, czy aby nie wykreślać zespołu City z walki o tytuł. Zdaję sobie sprawę, że zespół Stoke nie leży drużynie wicemistrza Anglii. Że ostatnie zwycięstwo na Britannia Stadium zdarzyło się jeszcze w trzeciej lidze naście lat temu. W Premier League mamy serię pięciu remisów, a to na pewno nie jest dobry znak. Patrząc na grę City mam wrażenie, że zespół walczy przede wszystkim ze sobą, a nie z rywalem. Rozumiem, że nie ma Vincenta Kompany’ego i Davida Silvy, ale chyba wszyscy spodziewali się czegoś lepszego po zespole City. W końcu dwóch zawodników to nie cały zespół. Oglądając mecz z Hull City miałem nagle olśnienie, że City nie będzie bić się o tytuł. To wydaje się niemożliwe, ale tak ogólnie takie przeczucie mi się nie myli. Ten mecz to potwierdza, bo nie chodzi o wynik, ale o pokazanie rywalom, jak rozbroić zespół. W tym momencie menedżer stoi przed bardzo dużym wyzwaniem. Jedno trofeum na sezon to trudne zadanie.

W następnej kolejce najciekawsze spotkanie będzie między zespołami West Brom i Sunderlandu. Mecz o sześć punktów tak wcześnie? No a czemu nie. Arsenal – Stoke to starcie finezji z siłą fizyczną, a po nim deser: derby Manchesteru. Trzy punkty dla Davida Moyesa?

PS Plusy i minusy FPL

Plusy: Olivier Giroud kapitanem (zrobił jedenaście punktów, co cieszy), Matija Nastasić w składzie (zrobiłem użytek z dzikiej karty, ale za co dostał trzy punkty bonusowe, to nie wiem), Artur Boruc w bramce (nie muszę się denerwować grą Liverpoolu w poniedziałek; dodane: tak, to była bardzo dobra decyzja)

Minusy: kontuzje (Santi Cazorla ma wrócić dopiero w październiku, chyba wyleci), duet z Chelsea (no aż dwa punkty zrobili) i ogólna słabość składu (6 zawodników i aż cztery punkty, zaszalałem); mimo tego kolejka na zielono, przynajmniej na teraz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz