_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

23.09.2013

5 Gameweek Premier League


Pierwsze zwolnienie menedżera już za nami. Stało się to bardzo szybko, jak na standardy Premier League. W ten sposób mecz Sunderlandu stał się głównym wydarzeniem kolejki. A może raczej nie mecz, a późniejsza decyzja. Dlatego też rozpocznę od meczu o sześć punktów w strefie spadkowej.


Co prawda mówienie o takim meczu po czterech kolejkach można było uznać za szalone przekoloryzowanie, ale spotkały się dwa zespoły bez wygranej w tych rozgrywkach. Na pewno oczekiwania przed sezonem były zupełnie inne. West Brom zaczyna życie bez Romelu Lukaku, Sunderland ma wiele nowych klocków, z których menedżer musiał zbudować nową drużynę. No i w statystykach nie widać za bardzo dużej różnicy między zespołami. Kłopot polega na tym, że statystyki kłamią, a liczą się tylko zdobyte bramki. Statystyki nie pokażą również tego, że ostatnie 15 minut zespół gości grał w 10, bo menedżer wcześniej wykorzystał wszystkie zmiany. To miało znaczenie, bo wtedy gospodarze strzelili dwie bramki i przesądzili losy spotkania. Tylko że to moim zdaniem nie miało decydującego znaczenia dla losów menedżera. Owszem, źle zaczął sezon, ale nie jest on ani pierwszym, ani ostatnim trenerem, który nie zaczyna tak, jak chciał. Podejrzewam, że doszło do jakiegoś przesilenia w szatni i po prostu piłkarze nie chcieli już grać dla tego niego. Nic więc dziwnego, że nastąpiła zmiana. Sunderland powinien iść w górę, pod warunkiem, że zatrudniony zostanie fachowiec (który nie będzie rozmawiał z trybunami, bo to nie jest jego rola).

No właśnie tutaj mamy zespół Newcastle, który ma podobne problemy. Tu nie chodzi o trenera, a raczej o całą hierarchię, aż do prezesa. Po ostatnim meczu trzeba zadać sobie pytanie jakim cudem zespół przegrał. Dwa poprzednie spotkania to zwycięstwa, jeszcze wcześniej bezbramkowy remis z West Hamem. Dlatego w meczu z beniaminkiem wydawało się, że będą trzy punkty. Teraz trudno znaleźć odpowiedź dlaczego zespół przegrał. Chyba motywacja zawiodła. Nie wiem co się stało w szatni, ale po zmianie stron goście zdobyli dwie bramki. Nie wiem też jak wytłumaczyć olbrzymią różnicę w statystykach ważnych (choćby posiadanie: 61-39) i najważniejszej, czyli wynik końcowy. No ale taka jest piłka nożna. Tylko że znów trzeba rozpatrywać w przypadku Newcastle możliwy spadek z ligi.

Piękno piłki nożnej widzieliśmy też na Anfield, gdzie Liverpool przegrał z Southamptonem. Tak ogólnie to jest denerwujące, bo gospodarza przegrali, kiedy już uznałem ich za zespół mogący walczyć o tytuł. Goście odrobili zadanie domowe, bardzo dobrze zagrał Artur Boruc i dostaliśmy lekcję, że uczciwość czasami nie opłaca się. Daniel Sturridge był faulowany w polu karnym rywala, ale nie upadł i próbował walczyć o piłkę. Ogólniej mówiąc mam wrażenie, że Liverpool ugiął się pod presją. Coraz wyraźniej mówiło się, że zespół może walczyć o tytuł, a już na pewno o pierwszą czwórkę. Tragedii jeszcze nie ma, ale takie wyniki nie mogą się powtarzać. Rzadko się zdarza, żeby pierwszy zespół nad drugim miał dużą przewagę na koniec. Wszyscy chyba pamiętamy koniec sezonu 2011-2012, kiedy zdecydowała tylko jedna bramka.

No i w taki pośredni sposób doszliśmy do meczu kolejki, czyli derbów Manchesteru. Jestem rozczarowany, bo to miał być wielki pojedynek nowych menedżerów. Spodziewałem się walki, zaciętego meczu, a kwestia wyniku miała się rozstrzygnąć najlepiej w doliczonym czasie gry. Zamiast tego po 50 minutach mieliśmy 4-0 i równie dobrze można było kończyć. Zawiodło przygotowanie mentalne zespołu gości, bo najbardziej chciał ten rezerwowy, według Davida Moyesa, czyli Wayne Rooney. Reszta zespołu sprawiała wrażenie, że jest nieobecna na boisku. Po raz kolejny widzieliśmy, że statystyki kłamią. Gdyby w końcówce zawodnicy gospodarzy nie byli tak samolubni, to mogło się to skończyć jak słynne 6-1. Nie wiem gdzie tkwi problem Manchesteru United, ale wiem, że on jest. Z silnymi rywalami w lidze zdobyli tylko punkt. Strach pomyśleć o Lidze Mistrzów, kiedy już zespół wyjdzie z grupy. Nie chciałbym pisać ‘linia pomocy’ bo to już jest oklepane do bólu. Zresztą pomocników zespół ma. To już prędzej brakuje pomysłu na ich wykorzystanie. Wracamy do osoby menedżera, bo on sprawia w takich meczach wrażenie gimnazjalisty wrzuconego na trudne studia. Nie każdy da sobie radę w takiej sytuacji. Wiadomo było, że David Moyes ma przed sobą wielkie wyzwanie, ale nikt nie wie, na ile wystarczy cierpliwości prezesom.

Następna kolejka za tydzień. Jako aperitif derby Londynu Tottenham – Chelsea (czy tu trzeba coś zapowiadać), pierwsze danie to Manchester United z West Brom (chcę zobaczyć reakcję), drugie danie Sunderland – Liverpool (pierwsi chyba z nowym menedżerem, drudzy już z Luisem Suarezem), a na deser Everton – Newcastle (mecz o pierwszą czwórkę dla gospodarzy).

PS Plusy i minusy FPL

Plusy: Mesut Özil (aż czternaście punktów), Romelu Lukaku (tylko 45 minut i siedem punktów) i Branislaw Iwanowić (jedyny gracz formacji defensywnej, który zagrał dobrze)

Minusy: menedżer, bo podjął szereg decyzji, które zakończyły się stratą punktów; pierwsza z nich to Hatem Ben Arfa kapitanem (nie miałem komu dać opaski, bo mecze Arsenalu, czy Evertonu różnie mogły się potoczyć), druga to Artur Boruc na ławce, a nie w bramce. W ten sposób kolejka kończy się na czerwono, a więc spadkiem w klasyfikacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz