_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.09.2013

6 Gameweek Premier League


Kolejka derbów, kolejka ważnych wyników, wreszcie kolejka, która dokonała pogromu na kuponach bukmacherskich. Chociaż na Twitterze widziałem niektórych szczęśliwców, którzy tego dnia typowali dobrze klik or klik. No dobrze, przechodząc jednak do meczów zacznę od derbów Londynu.



Wynik 1-1 nie powinien mówić nam niczego o dalszych losach obu zespołów w tym sezonie. To znaczy oba pewnie będą bić się o pierwsze miejsce, bo pierwsza czwórka to chyba za mało. Jednak remisy w tym spotkaniu zdarzały się trzy razy w poprzednich sześciu latach, a więc to normalne w tym pojedynku. Co mnie zaskoczyło, to wzajemna obawa obu zespołów i myśl żeby tylko nie przegrać. Walki czysto piłkarskiej mieliśmy dużo, akcji też, ale brakowało pewnego porządku na boisku. Spodziewałem się, że Chelsea zagra nieco inaczej, dojrzalej, próbując przejąć inicjatywę. Problem w tym, że nie ma do tego napastnika. Fernando Torres dostał czerwoną kartkę, co wiele osób uznaje za błąd arbitra, ale Hiszpana nie powinno już być na boisku, bo wcześniej zdecydowanie za wysoko podniósł ręce w walce z Janem Verthonghenem i wydawało się w powtórkach, że wręcz złapał za policzek Belga. Mimo wszystko spodziewałem się, że oba zespoły zagrają odważniej. W końcu tyle było smaczków przedmeczowych, pewnych rzeczy do udowodnienia, a remis niczego nie rozwiązuje. To znaczy oba zespoły mogą mówić o małej zwycięskiej bitwie, ale losy wojny toczą się dalej.

Skoro tą wojną jest sezon, to zaczyna brakować innych kandydatów do tytułu. David Moyes chyba zaczyna się gubić. To można było przewidzieć, bo wyzwania czekające go w Manchesterze w żaden sposób nie odpowiadają temu, co było w Evertonie. Jednak słowa, że zespół potrzebuje 5-6 graczy klasy światowej zmuszają nas do zadania pytania, czy Szkot jeszcze panuje nad okrętem, czy płynie on sam przed siebie. Porażka z West Brom mogła się zdarzyć, to nie ulega wątpliwości. Sir Alex Ferguson dwa sezony temu też przegrał dwa mecze pod rząd (z Blackburn i Newcastle). Tylko że mamy trzy porażki w czterech meczach ligowych, a to jest niepokojące. Z drugiej strony tego można było się spodziewać. Menedżer musi pokazać, że ma to coś, co miał jego poprzednik. Zwycięstwa w Pucharze Ligi nad Liverpoolem bym nie przeceniał. Ono i tak nie ma żadnego znaczenia (poza koniecznością rozegrania kolejnego meczu). Ważne będą dwa następne pojedynki. Ten w Lidze Mistrzów w Doniecku i w kraju z Sunderlandem. One powinny pokazać, czy Szkot potrafi błyskawicznie gasić pożar, a bez wątpienia trzeba to zrobić. Tylko że teraz musi to zrobić sam, bez sięgania po poprzednika. No ale na tytuł szans już nie mają. Kołderka jest za krótka.

Podobny wniosek mam też po meczu Manchesteru City. Tutaj też nie widzę za bardzo tej klasy mistrzowskiej. W meczach u siebie jest na razie pierwsze miejsce w tabeli. W meczach wyjazdowych 17, co wręcz nie przystoi zespołowi walczącemu o tytuł. W meczu z Aston Villą nie ma co się zasłaniać błędem arbitra przy pierwszej bramce dla gospodarzy. Zresztą zachowanie defensywy City przy trzecim golu to cała kumulacja błędów. Na razie wiemy, że zespół ma jakieś problemy, gdy musi potwierdzić swoją przewagę. No a spoglądając w statystyki trudno uwierzyć, że drużyna przegrała. Wszędzie przewaga, oprócz bramek. Po raz ostatni zespół tak słabo zaczynał w 2008 roku, kiedy przegrał trzy mecze z sześciu. Tylko że wtedy dopiero zaczynała się era obecnego właściciela. Nie spodziewam się większych zmian, na razie przynajmniej, ale jedno trofeum zostanie pewnie wywalczone w innych rozgrywkach. Na razie jednak menedżer musi szukać odpowiedzi na pytanie co się stało. To nie jest przypadek, że w trzech meczach wyjazdowych zespół zdobył aż jeden punkt. Co innego, gdyby grał z Arsenalem, Liverpoolem, czy Tottenhamem, ale Cardiff, Stoke i Aston Villa to rywale nawet nie z tej samej kategorii wagowej. Nawet jak mecz w Lidze Mistrzów z Bayernem zakończy się wygraną, to problem dalej zostanie. W końcu w lidze krajowej nikt tak nie będzie grał z City. Problem jest poważniejszy, niż to się wydawało przed sezonem.

W następnej kolejce ciekawie zapowiada się mecz Manchesteru City z Evertonem (finał Pucharu Anglii się jakoś kojarzy), potem Fulham ze Stoke (zanosi się na mecz o sześć punktów) i Sunderlandu z Manchesterem United (cztery porażki w pięciu meczach źle wyglądają w razie czego), a zakończymy derbami Londynu Tottenham - West Ham (skórka od banana, poza tym goście nie zaczęli sezonu jakoś olśniewająco).

PS Plusy i minusy FPL

Plusy: jeszcze jest na zielono i tego się trzymajmy ;) mówiąc poważniej Aaron Ramsey w składzie (nowy zakup, przez chwilę miał nawet opaskę), Paul Lambert kapitanem (drugi punktujący zawodnik w składzie), Artur Boruc w bramce (nie pasował mi za bardzo Simon Mignolet i to się sprawdziło), no i jutro gra jeszcze Romelu Lukaku i Hatem Ben Arfa.

Minusy: fatalnie grająca defensywa (aż cztery punkty) i pytania (co zrobić z Edenem Hazardem, wrzucić Luisa Suareza na pokład, zrobić coś z tymi obrońcami, czy nie). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz