_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.12.2013

13 Gameweek Premier League



Podsumowanie tej kolejki trzeba zacząć od smutnej wiadomości, bo zwolniony został Martin Jol. To zawsze jest smutne wydarzenie, bo pokazuje, że zostały popełnione pewne błędy (w ogóle uważam, że powinny być jakieś okienka na zmiany menedżerów). Nie chciałbym rozstrzygać przez kogo i kiedy, ale sytuacja, kiedy nowy właściciel musi zaakceptować starego menedżera, zawsze będzie powodować napięcia. Nie jest przypadkiem, że zespół jest na 18 miejscu. Z drugiej strony o utrzymanie się bije się minimum osiem zespołów.


Dlatego tak wielkie znacznie miał mecz Aston Villi z Sunderlandem. Ktoś powie gospodarze nie walczą o pozostanie w lidze, ale ja widzę dwie fortunki, czyli wygrane, które normalnie nie powtórzyłyby się. Dlatego odliczając sześć punktów mamy wręcz strefę spadkową, a nie można swojej przyszłości pokładać w takich wynikach. Będą się liczyć mecze z takimi właśnie zespołami, jak goście i tu różowo nie jest. Od porażki dzieliły milimetry właściwie (inaczej ułożona noga), bo takie pudło, jakie popełnił Emanuele Giacherini, może przejść do historii tego sezonu. Tylko że Sunderland może jeszcze się dotrzeć. Nowy szkoleniowiec dopiero zaczął tam pracować. A Aston Villa? Brakuje bramek, a Christian Benteke zaciął się na amen. W połowie września wbił ostatniego swojego gola w lidze, a w poprzednim sezonie nie miał tak długiego okresu bez strzelonej bramki. Czy to jest powód do niepokoju? Tak, bo bez jego trafień los zespołu balansuje na krawędzi. Po dobrym sezonie przyszedł najwyraźniej słabszy, a miejsce w samolocie do Brazylii też się oddala. Spowoduje to tylko większą presję, a to wcale nie pomoże. Biorąc pod uwagę, że wkraczamy w bardzo gorący okres w lidze (siedem meczów przez miesiąc) to niepokojące.

Podobnie niepokojąca jest kontuzja Daniela Sturridge’a. Będzie pauzował kilka tygodni, a jego drużyna przegrała mecz, którego przegrać nie miała prawa. Tym bardziej, że gospodarze walczą ze sobą o zmianę nazwy, a ich właściciel ostatnio, pewnie z troską w sercu, życzył wszystkim sprzeciwiającym się kibicom, że mogą umrzeć tak szybko, jak to możliwe (w nawiązaniu do akcji City till we die). Liverpool nie dobił przeciwnika, że się trzymamy takich porównań i zapłacił za to karę. Każdy klub ma w sezonie takie mecze, które po prostu musi wygrać i nie może się tłumaczyć kontuzją zawodnika. Zabrakło odpowiedniej motywacji, odpowiedniej taktyki, albo obu tych rzeczy. Efekt widzimy w tabeli. Chyba można, z dość dużą pewnością, wykluczać The Reds z walki o tytuł. Pierwsza czwórka jest możliwa, tytuł już raczej nie.

Czy w kontekście tytułu można mówić o Arsenalu? Pobawiłem się portalem Statto klik i wyszło mi, że po raz ostatni lider na początku grudnie nie wygrał ligi w sezonie 2008/09. Nie ma co patrzeć na takie statystyki, bo one nie grają w piłkę, ale u Kanonierów widzę dwie bardzo potrzebne rzeczy. Bramkarza, bo Wojciech Szczęsny dojrzał i staje się graczem naprawdę światowego formatu. W końcu nudzić się prawie godzinę, a potem zanotować fantastyczną obronę? To tylko bramkarz klasy światowej potrafi. No i fantastyczny atak. Nie jeden zawodnik, ale cała ich gromada. Menedżerowie innych zespołów muszą mieć ból głowy, gdy próbują ustalić własną taktykę. Jeśli Arsenal złapał formę teraz, to można mówić o poważnym faworycie do tytułu. Dwa mecz w połowie grudnia, wyjazd do Manchesteru City, a potem Chelsea u siebie, mogą to potwierdzić (w tle ostatni mecz w Lidze Mistrzów). A jak w styczniu przyjdzie kolejny zawodnik, porównywalny do Mesuta Özila (napastnik), to nie będzie praktycznie żadnych luk. Na papierze.

No i skoro przechodzimy do papierowych rozważań, to o co walczy Tottenham? Poważnie pytam, bo sezon temu zespół po 13 meczach był siódmy i miał 20 punktów. Teraz jest 9 i ma punkt więcej, ale to szczerze mówiąc żadne pocieszenie. Nie patrzmy na różnicę bramkową, bo się można zdenerwować (23-22 i 11-14). To jest prawdziwy problem zespołu, bo bez bramek nie osiągniesz sukcesów. Co prawda można grać na zero z tyłu, ale to nie zawsze się uda. Tym bardziej, że w tabeli przed Spurs jest osiem zespołów i każdy myśli o tym, żeby wedrzeć się do pierwszej czwórki. Tak więc podstawowe pytanie brzmi kto zacznie zdobywać bramki. To nie jest przypadek, że w tylko w trzech meczach były dwa gole na plus. Problem tkwi w pięciu meczach na zero z przodu. No i w tym, że zespół latem wydał ponad sto milionów funtów. Podejrzewam, że pojawiają się pytania, czy te pieniądze można było zainwestować lepiej. Roberto Soldado? Jeden gol z akcji. Na kolana to nie rzuca.

Następna kolejka zacznie się we wtorek meczem Crystal Palace – West Ham. To sześciopunktówka dla obu zespołów. W środę kilka ważnych spotkań, niestety w jednym czasie. Manchester United – Everton to wiadomo jaki ładunek emocjonalny, West Brom – Manchester City to kolejna szansa na przełamanie się drużyny gości (bo oni muszą; no chyba, że nie walczą o tytuł), Fulham – Tottenham to pierwszy mecz po zmianie szkoleniowca dla gospodarzy (René Meulensteen to mój ulubiony asystent menedżera we wszystkich FMach), a Sunderland – Chelsea to spotkanie Gusa Poyeta z drużyną gości. Też pewnie będą emocje, a obie drużyny muszą wygrać.

Plusy i minusy FPL
Plusy: na zielono, bo dobrze zagrała pomoc, jeden defensor i w miarę dobrze trafiłem w kapitana.
Minusy: bramkarz, bo tu nie było dobrego wyboru i zaczynam czuć się rozczarowany Branislavem Ivanoviciem. Sezon temu był bardzo dobry, a teraz robi się z niego taki Michu w grze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz