_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.03.2014

28 Gameweek Premier League


Gdy wydawało się, że ta kolejka będzie w cieniu pierwszego finału w tym sezonie, do akcji wkroczył menedżer Newcastle, Alan Pardew. Dlatego tyle mówi się i pisze o tym incydencie, bo on przekracza pewne granice. W końcu ile razy szkoleniowiec uderzył głową (fakt, że lekko, ale jednak) piłkarza?


Nie ma znaczenia, że była lekka prowokacja ze strony Davida Meylera. Od menedżera po prostu wymaga się więcej. Wynik spotkania był praktycznie rozstrzygnięty, nic złego nie mogło się już stać, ale emocje wzięły górę. Jedna kara już była, teraz czekamy na reakcję władz ligi i podejrzewam, że zakończy się to zawieszeniem do końca sezonu. Czyli wszystkie pozostałe mecze menedżer będzie oglądał z trybun. Tego spotkania i tak nic by nie zmieniło. Ten dystans między górnymi stanami środka tabeli, a niskimi, był aż nadto widoczny. Tak właściwie w ogóle byśmy nie rozmawiali o tym meczu, gdyby nie menedżer. No ale nie przewidzi się wszystkiego, co się zdarzy w życiu.

Problem pojawia się w momencie, gdy ktoś nie przewiduje tego, co powinien. W końcu czego powinien spodziewać się Arsenal zaczynając mecz w Stoke? Na pewno nie tego, że rywal położy się i pokornie poczeka na wyrok. Ostatni raz Kanonierzy wygrali na tym boisku w lidze w lutym 2010, ale wtedy było złamanie nogi Aarona Ramseya. Dlatego teraz zabrakło mi fizyczności w grze Arsenalu. Owszem, były ostre wejścia, Olivier Giroud został wręcz podeptany przez zawodników gospodarzy, ale tego należało się spodziewać. Finezja przegrała w starciu z czasami brutalną siłą fizyczną. Rzut karny? No jak się bawisz w wiatrak we własnym polu karnym, to nic dziwnego. Uparcie będę się powtarzał, ale zabrakło napastnika. Czyli gracza, który zrobi różnicę w polu karnym rywala. Nie chciałbym mówić, że przegrali tym wynikiem mistrzostwo, bo jak pokonają Chelsea i Manchester City, to wiele może się zdarzyć, ale jakoś nie widzę tych wygranych. Yaya Sanogo na ratunek? No bez żartów. Brakowało mi odpowiedniej motywacji, bo piłkarzy Arsenal ma lepszych. Nie pokazali tego po prostu na boisku, czyli to ta sama choroba, na którą cierpi Manchester City na wyjazdach, czy Manchester United w tym sezonie. Po prostu trzeba szukać powodów głębiej, tam gdzie nie zagląda kamera.

No to jeszcze mecz, gdzie kamera zajrzała i pokazała coś, co może być trudne do zaakceptowania lub zrozumienia. Mecz Tottenham – Cardiff sprawiał wrażenie pojedynku dwóch przegranych. Goście potrzebują pięciu, może sześciu wygranych do końca, żeby się utrzymać. Patrząc w terminarz nawet trzech nie można dostrzec za bardzo. Teoretycznie można mówić, że było blisko. Strzał w poprzeczkę, Spurs po meczu w Europie, łatwiej chyba nie mogło być. A punktów zero. Po Tottenhamie z kolei nie widać tego potencjału, który mógłby gwarantować walkę o miejsce w pierwszej czwórce. W kwietniu dojdą dwa mecze w pucharach, w marcu są trzy spotkania z pierwszą czwórką, więc to będzie prawdziwy test menedżera. Czy się uda? Nie wiem, ale mimo wszystko nie zakładałbym się o to.

Tak samo jak nie zakładałbym się o mistrzostwo Manchesteru City. Finał Pucharu Ligi z Sunderlandem nie zapowiadał się jakoś przesadnie groźnie. W końcu gdzie w tabeli jest rywal, a gdzie Manchester. W przerwie okazało się, że może być różnie. Rywale wyszli na prowadzenie, mieli kolejną szansę (no fakt, spalony, ale gramy do gwizdka zawsze), a Manchesteru za bardzo nie było widać. Moment magii w drugiej połowie, najpierw genialne uderzenia Yayi Toure, potem równie dobre Samira Nasriego, zdecydował o wyniku, bo Sunderland nie miał już argumentów. Tylko że takie momenty nie będą zdarzać się w każdym spotkaniu. Oczywiście można mówić, że walczy się o cztery trofea, ale Liga Mistrzów to już tylko fatamorgana daleko na horyzoncie (co prawda czuję, że w rewanżach będzie niespodzianka, ale to już prędzej rywal z miasta), liga krajowa też się oddala (cztery trudne wyjazdy do końca sezonu), a Puchar Anglii? Mamy dopiero ćwierćfinał. Dlatego nie rozpędzałbym się, bo w grze Manchesteru można dostrzec za długie okresy stagnacji, których nie ma za bardzo kto przerwać. Prawdopodobnie skończy się tylko na Pucharze Ligi i awansie do Ligi Mistrzów, co będzie można uznać za małe rozczarowanie.

Następna kolejka ósmego marca, ale tylko pięć meczów. Jeszcze bardziej zaburzy nam się tabela, bo mogą być nawet trzy mecze różnicy między zespołami. Zaczniemy przystawką, czyli West Brom – Manchester United (pierwsza wygrana dla menedżera gospodarzy?), potem sześciopak Cardiff – Fulham (kto przegra, ten spada najprawdopodobniej), a zakończymy derbami Chelsea – Tottenham (mecz o 9 punktów przewagi nad City). A o FPL cicho sza ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz