_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

17.03.2014

30 Gameweek Premier League


Sobotnia przystawka do hitów niedzielnych, ale widać, że wkraczamy w decydujący moment sezonu. Oczywiste stwierdzenie, że kto teraz złapie kryzys straci szanse na zrealizowanie swoich celów, właściwie nie zasługuje na miejsce. Od tej pory zaczęły liczyć się punkty i tylko punkty. Na koniec sezonu o miejscu w tabeli nie decyduje przecież nic innego.


Dlatego tak ciekawe było obserwowanie, jak zareaguje Manchester City. Najpierw odpadnięcie z Pucharu Anglii, potem z Ligi Mistrzów, a po 10 minutach wydawało się, że z ligą też będziemy się żegnać. No ale ta czerwona kartka dla kapitana podziałała gorzej na gospodarzy bardziej, bo zespół Hull musiał przejąć inicjatywę, a nie miał aż tak dobrych zawodników. Do tego moment magii Davida Silvy (chyba skończył się kryzys zimowy) i trzy punkty stały się faktem. Nie sprawiło to jednak, że problemy drużyny zniknęły. Dalej zdobywanie bramek wymaga czegoś magicznego, dalej są kłopoty z siłą mentalną zespołu. Jedyny pozytyw to dobra gra Martina Demichelisa, ale powiedzmy sobie szczerze, gospodarze nie przetestowali poważnie defensywy gości. Do mistrzostwa wciąż jest daleka droga, a wyjazdy przed drużyną jeżą się jak stado koralowych raf. O ile u siebie City pewnie zdobędzie komplet punktów, to na wyjazdach nie zakładałbym się, że będzie 15 punktów. To będzie wymagało czegoś, czego zespół w tym sezonie nie pokazał.

Tak samo jak walka o pozostanie w lidze. Mam wrażenie, że na końcu wyjdzie z niej zwycięsko zespół, który będzie w formie przez dłuższy okres czasu. Dlatego ten remis w meczu Sunderland – Crystal Palace może się mścić nawet na obu zespołach. Jeśli zakładamy, że gospodarze muszą do końca sezonu zdobyć 15 punktów, to wtedy to są dwa oczka stracone. Tylko że goście też są w tej samej walce. Też potrzebują punktów. Dlatego ten remis oznacza na razie dwóch rannych, a jak poważnie rozstrzygnie sezon. Na pewno oba te zespoły zachorowały na brak bramek, a to może się źle zakończyć.

Niedzielne hity zakończyły się dwiema dwójkami, tak jak pisałem, ale może nie będę tego głośno mówił. Jeszcze uwierzę, że znam się na Premier League, a to będzie moją porażką. Co można powiedzieć o meczu Manchesteru United z Liverpoolem? Na pewno rozsypało się coś, co towarzyszyło nam od początku sezonu, a więc pewna wiara, że United odpalą i wygrają wszystko co mogą. W końcu to nie przypadkowe, że pojawiły się ćwierknięcia wieszczące, że to koniec szans na mistrzostwo dla United. Nie sądzę, że to był żart klik. Czego zabrakło w tym meczu gospodarzom? Niewiele, ale jednak bardzo dużo. Ich linia ataku nie stawiała pytań defensywie Liverpoolu. Tylko jeden celny strzał jest tego najlepszym dowodem. Widziałem co prawda, kiedy defensywa The Reds się gubiła i pozwala na dobre sytuacje graczom gospodarzy, ale problemem było przekształcenie tych akcji w gole. Ten atak United był zbyt statyczny, nie testował defensywy gości, co pozwoliło na więcej piłkarzom Liverpoolu. No a oni mieli zawodników bardzo umiejętnie testujących, przez cały mecz, wszystkich defensorów United. Ktoś powie, że rzuty karne zaburzyły obraz meczu, ale to nie jest prawda. Przyczyną dlaczego tak się działo, było za dużo miejsca dla piłkarzy Liverpoolu. To nawet Luis Suarez nie zagrał wielkiego spotkania, a wystarczyło na trzy bramki. Pierwsze karne z nieporadności, bo gra była za szybka, trzeci karny był naciągany, ale arbiter raczej dał się nabrać, czwarty powinien być, ale już Mark Clattenburg oszczędził gospodarzy. David Moyes wypłynął po prostu na głębokie wody i zatonął. Chciałem użyć tych słów dopiero w podsumowaniu sezonu, ale zrobię to już teraz: najpoważniejszym problemem Moyesa było to, że potraktował pracę w United jak zajęcie miejsca na najwyższym szczycie. Niestety dla niego on stał na samym dole przed sezonem i na ten szczyt musiał dopiero wejść. Patrząc na to, jak się zachowuje, jakie decyzje podejmuje, wreszcie co i jak mówi po meczach, daleki jestem od wniosku, że wie jak na ten szczyt dojść. Może to rewanż poprzednika na prezesach, może inne czynniki decydowały, ale ten sezon zmierza do pięknej katastrofy. Podejrzewam, że jak za rok zespół będzie w tym samym miejscu, co teraz, to doczekamy się zmiany menedżera.

Zmiana menedżera nie grozi Chelsea, ale mecz z Aston Villą pozostawił trochę rys na tym monumencie. Oczywiście można zwalać winę na arbitra, ale to Portugalczyk podjął takie decyzje. Willian miał zejść z boiska, przebiegł się nawet do linii bocznej, gdzie zobaczył, że nastąpiła zmiana planów. Półtorej minuty później sfaulował i zobaczył drugą żółtą kartkę. Czyli pierwsza myśl jest zawsze najlepsza. Potem błędy w linii pomocy i obrony, co zakończyło się bramką dla gospodarzy i czerwona kartka dla Ramiresa. Na koniec Jose Mourinho odesłany na trybuny. Sprowokował tę sytuację, żeby media miały używkę? W końcu to chowa w cień na przykład to, że celnych strzałów mieliśmy aż dwa w wykonaniu piłkarzy Chelsea. Rozumiem wojnę psychologiczną, ale mam wrażenie, że zaczyna się to wymykać z rąk menedżera. To bardzo niebezpieczne, bo straty mogą też być we własnej szatni, a wyjazd do Liverpoolu pod koniec kwietnia może być trudny.

Następna kolejka zacznie się w sobotę i zakończy w środę, ale postaram się to rozbić na dwa wpisy. Zaczynamy od derbów Chelsea – Arsenal. Następnie Cardiff – Liverpool, żeby potwierdzić mistrzowskie aspiracje gości i West Ham – Manchester United (musi być jakaś reakcja przed derbami). Tottenham – Southampton w niedzielę to na deser. We wtorek za to derby Manchesteru. A do FPL wrócę za rok, na razie testuję co się da.

PS Okazało się też, że znam angielski lepiej niż Pepe Mel ;)

6 komentarzy:

  1. Oj coś czuje, że czas Moyesa w ManU się kończy...Przegrać u siebie i to aż 0-3...nieciekawie. Man City zaimponował mi bo grając prawie całe spotkanie w "10" potrafił odwrócić losy spotkania. Liverpool to w tym sezonie wielka niespodzianka, Arsenal nierówny a Chelsea...ze względu na to , że ich nie lubię nie będę nic pisał...a może jednak...mam nadzieję , że Chelsea nie zdobędzie mistrza. Zapraszam do mnie, myślę że to może Cię zaciekawić : http://cowsporciepiszcz.blogspot.com/2014/03/liga-angielska-vs-liga-hiszpanska.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że jeden sezon został spisany na straty, ale jak za rok Manchester będzie tam, gdzie jest teraz, to chyba nic nie uratuje Moyesa. No i Chelsea raczej będzie mieć mistrza. Arsenal zajmie się FA Cup, Man City się gdzieś wykolei na wyjazdach, a Liverpool to jeszcze nie jest taka klasa, żeby myśleć o tytule. W końcu gdyby Manchester United zagrał odrobinę lepiej, to nie przegrałby tak wyraźnie, a przecież mówimy o odrobinie jakości.

      Usuń
  2. Z jednej strony ludzie mówią że czas Moyesa się kończy a z drugiej on podpisał 6 letni kontrakt 100 tys funtów tygodniowo. Sam się nie zwolni napewno bo kto by go teraz chciał... a klub w jego wypowiedzi wciąż pokłada w nim nadzieje i też nie chce go jak narazie zwolnić... zobaczymy co dzis man United zaprezentuje... jesli przejdą dalej (co bedzie cieżko z taką grą ) to wrzawa na temat Moyesa troche ucichnie. Co do nastepnej kolejki to chyba jeden z ciekawszych meczy Chelsa vs Arsenal. Jesli kanonierzy przegrają na stamford bridge to w zasadzie będą mogli sie pozegnac z tytulem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moyes jeszcze nie odcisnął swojego znaku na składzie, wciąż korzysta z tego, co zostawił mu poprzednik. Musi bardzo szybko podjąć decyzje, które pokażą, że on tu rządzi. Tyle tylko że nie wiem, czy on jest do tego zdolny. Nikomu nie bronię uczyć się i stawać się lepszym, ale jak dojdzie się do sufitu, to nic wtedy nie zostaje. No i piłka na świecie przyspieszyła, to znaczy każdy rok poza elitą oznacza wymierne straty finansowe i brak wabika dla dobrych zawodników. Tą elitą w tym momencie jest Liga Mistrzów. Rok jeszcze można, ale dwa lata to raczej za dużo jak na taką pozycję.
      Arsenal ma na głowie, a przynajmniej powinien mieć, Puchar Anglii. Tam już nie został nikt silny, poza Kanonierami. To powinien być cel dla drużyny.

      Usuń
  3. Dzisiaj uratował częściowo twarz Moyes, ale wątpię, że uda mu się powtórzyć sukces Di Matteo i wygrać LM, w lidze plasując się za top4. Cóż, ten sezon w lidze na straty już na pewno, bo wątpię, że United jakoś wskoczą do top4. Jak i w przyszłym sezonie będzie tak samo, to cierpliwość w United się skończy, choć, nie zdziwie się jak Moyes poleci już po tym sezonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym sezonie raczej nie poleci, bo na pewno został wzięty pod uwagę czas na dotarcie się nowego menedżera z zespołem. SAF jest też tarczą. Zobaczymy jedynie dwa mecze w LM jeszcze (bo nie sądzę, że będzie ich więcej; zostały same silne drużyny, a rozstawienia już nie ma), ale jak następny sezon będzie wyglądał podobnie, to nie sądzę, że prezesi wytrzymają ciśnienie. W końcu zawsze liczą się pieniądze, a bez Ligi Mistrzów o nie trudniej.

      Usuń