_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

07.04.2014

33 Gameweek Premier League


Smutno zaczyna się nam kwiecień, bo pomału żegnamy się z klubami opuszczającymi Premier League. Na razie każdy ma jeszcze szanse matematyczne, ale cytując menedżera Chelsea: gdy za dużo zależy od innych, to nie masz szans. Są kluby, którym pozostała już tylko matematyka.


Dla Norwich mecz z West Brom był sześciopakiem, który trzeba było wygrać. Ostatnia porażka na swoim stadionie miała miejsce jeszcze w poprzednim roku, więc szansa na komplet punktów była uzasadniona. Zamiast tego jest porażka i chyba piłkarze gospodarzy przestali wierzyć w pozostanie w Premier League. Za mało myślenia w grze i za mało umiejętności czysto piłkarskich. Niby było blisko, ale nie ma punktów za obicie słupka i poprzeczki. Tak samo nikt nie nagradza dziurawej defensywy. Goście wcale nie zagrali wielkiego meczu i można było ich pokonać. No a skoro nie było trzech punktów, to następny mecz z Fulham robi się kluczowy, bo w czterech ostatnich kolejkach Norwich nie ma większych szans na wygrane. 32, maksymalnie 35 punktów na sezon. To raczej za mało, żeby się utrzymać. Nic więc dziwnego, że zmieniono menedżera. Chociaż to chyba już za późno.

Żegnamy się również z Cardiff, bo porażka z Crystal Palace zmusza zespół do wygrania czterech meczów z pozostałych pięciu. Ten mecz to przede wszystkim porażka menedżera gospodarzy. Goście przyjechali z planem na to spotkanie, perfekcyjnie go wykonali, a gospodarze zostali z tym samymi problemami, co zawsze. Zła gra w defensywie ogranicza liczbę punktów, a jak jeszcze atak zawiedzie, to trudno o szczęśliwe zakończenie.

Czy będziemy żegnać się z Fulham pokażą następne kolejki, ale tu widać jakieś znaki na lepszą przyszłość. Przede wszystkim wygrali z Aston Villą na wyjeździe, a to są bezcenne trzy punkty. Ostatni raz na tym stadionie komplet punktów zdobyli w 1966, co od razu sprowokowało prasę do snucia porównań. Wracając jednak do ligi, londyński klub ma szansę na wielką ucieczkę. Przed nimi w tabeli jest tylko Norwich, a za nimi nie ma praktycznie nikogo (Sunderland ma co prawda trzy mecze w zapasie, ale ten sezon im się zaczął wykolejać). Patrząc w terminarz, nawet komplet punktów nie jest jakąś mrzonką, a to oznacza pozostanie na przyszły sezon w Premier League. W tym spotkanie z AV zdecydowały znów umiejętności menedżera. Brak odpowiedniej motywacji, brak czytania gry i reakcji na zmieniające się warunki zdecydowały o porażce AV. To co prawda dalej trudne wyzwanie przed Fulham, ale może się udać.

Czy Everton wypchnie Arsenal na piąte miejsce w tabeli? Niedzielny hit dał nam więcej pytań na przyszłość, niż odpowiedzi. Coś pękło w zespole Arsenalu jeszcze w lutym. Pięć punktów w ostatnich sześciu meczach to kryzys, którego nie można wytłumaczyć tylko kontuzjami, czy laniem od Chelsea/Liverpoolu. Teoretycznie piłka jest wciąż po stronie podopiecznych Arsene’a Wengera. Łatwe mecze do końca sezonu, nie widać za bardzo strat punktów, ale to samo mówiło się przed Swansea, czy Stoke. Trochę to przypomina zamieszanie przed meczem Liverpoolu, kiedy Olivier Giroud złamał wszystkie reguły klubowe, baraszkując w nocy i zdradzając żonę. Nie wiem, co się stało teraz, ale sytuacje musi być poważna. Wcale nie chodzi o wynik, ale o brak chęci do pokazania swoich umiejętności. Tak jakby ktoś zaciągnął drużynie hamulec ręczny. Nie chodzi też moim zdaniem o złe decyzje taktyczne, bo konia można przyprowadzić do wodopoju, ale nie zmusi się go do napicia się. Czyli plan taktyczny na mecz może być genialny, ale jeśli piłkarze z jakiegoś powodu nie chcą go zastosować, to mamy takie wyniki. Coś mi się nie podoba patrząc na Kanonierów, zespół ma chyba jakieś problemy, coś najprawdopodobniej rozsadza szatnię. To wyzwanie dla każdego menedżera, bo zarządzanie grupą ludzi zawsze jest trudne. A następny mecz z Wigan w półfinale FA Cup jest chyba najważniejszym starciem tego dziesięciolecia.

Dla Sunderlandu taki mecz będzie dzisiaj. Tym bardziej, że trafiają na zmierzający do zmiany menedżera Tottenham. Trzy punkty to obowiązek. Następna kolejka od 12 kwietnia. Mecze zaczną się o nietypowej porze, ale to z uwagi na uczczenie pamięci ofiar Hillsborough klikFulham – Norwich i Sunderland – Everton to sześciopak dla tych drużyn. Tu nie może być remisu, ale zwycięzca może być tylko jeden. W niedzielę Liverpool – Manchester City, o taki drobiazg jak tytuł. Z podziału punktów będzie cieszyć się tylko Chelsea. We wtorek Arsenal – West Ham (Kanonierzy po półfinale FA Cup) i Manchester City – Sunderland (kolejny sześciopak dla obu drużyn). Jak widać emocji nam nie zabraknie.

W FPL się popisałem i fatalnie wybrałem kapitana. Nie wiem, jak mogłem aż tak pobłądzić. Reszta zdała egzamin.

10 komentarzy:

  1. NASTĘPNY MECZ Z WIGAN W PÓŁFINALE FA CUP JEST CHYBA NAJWAZNIEJSZYM STARCIEM TEGO DZIESIĘCIOLECIA

    No bez przesady....jak to się ma chociażby do finału CL z Barcą?Skala wyzwania tak jakby inna....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finał był w 2006 roku, a więc wieki temu, jeśli chodzi o piłkę nożną. Dodatkowo Arsenal wtedy miał sukcesy: mistrzostwo 2004 i puchar 2005. No i wtedy była Barcelona. Teraz jest Wigan z drugiej ligi, odrobina większa presja na odniesienie sukcesu i pamieć o tym, że dwa miesiące temu zespół był liderem w tabeli i miał 10 punktów przewagi nad piątym Evertonem, a różnica bramkowa to +26, o 14 lepsza niż rywale. Dziś to rywal ma karty w ręku, bo co prawda trudne mecze przed nimi, ale lepsza różnica bramkowa i mecz w zapasie przy punkcie tylko straty. Arsenal musi się odbić, dlatego to tak ważny mecz. Jedyną dobrą rzeczą w tym czasie dla Kanonierów było pokonanie Liverpoolu i Evertonu w FA Cup. Żeby tego nie zmarnować, trzeba wygrać z Wigan i w finale później.

      Usuń
  2. tego dziesięciolecia czyli 2006 roku też...
    wtedy była Barcelona .Teraz jest Wigan z drugiej ligi
    wtedy można było po raz pierwszy w historii klubu wygrać Ligę Mistrzów i przejść do historii ,teraz można zaledwie awansować do finału FA Cup.Wygranie FA Cup daje zaledwie grę w Lidze Europy.Każde następne spotkanie PL jest dużo ważniejsze niż mecz z Wigan gdyż daje szanse awansu do LM.Co w dalszej perspektywie oznacza zastrzyk finansowy i wabik dla potencjalnych wzmocnień.Czy wygrana z Wigan odbuduje morale graczy?Nie sadzę,dlatego nie przeceniałbym znaczenia tej batalii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez pokonania Wigan zespół może się rozsypać kompletnie. Po raz pierwszy prasa zaczęła zadawać pytania, czy Arsene Wenger jest na pewno menedżerem odpowiedniego kalibru, by prowadzić taki klub. Wygrana w pucharze ucięłaby te spekulacje, znów na niebie wyszłoby słońce, ale najpierw trzeba wygrać półfinał. W lidze krajowej też byłoby łatwiej, bo najgroźniejszy rywal to Newcastle u siebie. Dodatkowo Wenger uśpiłby część demonów, które prześladują go w ostatnich latach. Właśnie dlatego to najważniejszy mecz tego sezonu dla Arsenalu i menedżera. Może odejść z tarczą, albo odejść jako specjalista od porażek. Po prostu make or break.

      Usuń
  3. Zmiana na stanowisku trenera Arsenalu nie wydaje mi sie mozliwa w najblizszym czasie.To będzie sytuacja bliźniaczo podobna do tej jaką mielismy w MU,a więc to manager zdecyduje kiedy powiedziec:odchodzę.Od kilku lat mam wrazenie wszyscy kibice The Gunners ulegają retoryce Wengera i wygrywanie zostawiają na jutro.
    Po tej kolejce zostałem z pytaniem...Jakim sposobem taki fachowiec jak Mourinho wypuścił z rak diament który się nazywa Lukaku!?Kiedy teraz słyszę narzekania na brak rasowego napastnika nazwisko Belga wraca jak mantra.Szybki,zwrotny,silny fizycznie z doskonałym dryblingiem i zmyslem do gry kombinacyjnej.Druga bramka dla Evertonu to czysta poezja w jego wykonaniu.Trudno mi sobie wyobrazić,żeby apatyczny i zniechęcony Torres strzelił podobnie.
    Przychodzi mi do głowy tylko jedna refleksja-różnica charakterów i być może impulsywny charakter Lukaku.Bo przecież nie chodzi o brak rozeznania Mou co do umiejętności czysto piłkarskich Belga...?Ani tym bardziej to nie może byc kara za pudło z karnego w Superpucharze Europy vs Bayern :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że w mediach, na blogach pisze się inaczej o Wengerze. Przez wiele lat hasłem było Arsene knows, teraz widzę raczej Arsene doesn't know. Podejrzewam, że coś gotuje się szatni, tylko nie wiem, czy to gracze przeciwko menedżerowi, czy jednak gracze mają problemy ze sobą i między sobą. Jednym słowem nie jest dobrze, więc taki mecz z Wigan będzie idealną szansą na przełamanie się. Będzie finał, będzie nadzieja, lepiej zacznie iść w lidze, a demony znów wlezą pod łóżko.
      No a Lukaku, cóż, wydaje się, że poszedł do Evertonu, bo Mourinho robił miejsce dla kogoś. Jakby charakter miał decydować, to pożegnałby się wcześniej z klubem, a nie ostatniego dnia okienka. Robiąc miejsce na plan A, Mourinho pozbył się planu B. Teraz nie ma ani jednego, ani drugiego. Czy zapłaci za to brakiem trofeum? Po niedzieli będziemy bliżej odpowiedzi. Na razie jest możliwość, że w poniedziałek prasa (nie polska, angielska) przeczołga Portugalczyka tak samo, jak dziś Francuza. W końcu odpadnięcie z Ligi Mistrzów i strata szans na tytuł, sezon na zero w wygranych trofeach, to spore wydarzenie, jeśli chodzi o niespecjalistę od porażek.

      Usuń
  4. Robił miejsce dla kogoś?Jeżeli Mou obawiał się tłoku w ataku Chelsea to mógł wypchnąć równie dobrze Demba Ba.Liczba by wyszła ta sama.Całe wakacje kokietował Rooneya.Kiedy zorientował się,że plan nie wypali 29 sierpnia sięgnął po Eto'o.

    Drugi z rzędu sezon bez trofeum to byłaby niemalże potwarz dla Portugalczyka.Wielka szkoda ,że dzisiaj wypadł Ramires.W pierwszym meczu trio Veratti,Motta i Matuidi zdominowało drugą linię Chelsea.Dzisiaj też środkowa linia może zadecydować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle się napisałem i mi wcięło odpowiedź :(
      Mourinho jest perfekcjonistą, musi kontrolować wszystkie szczegóły. Zimą trzech graczy Chelsea wzięło udział w zabawie graczy Arsenalu. Bertrand jest w AV, Cole wyleciał ze składu, André Schürrle wrócił niedawno do gry. Może Lukaku zrobił coś podobnego, zakwestionował w jakiś sposób pozycję menedżera. Podejrzewam, że prawdy się nie dowiemy, no chyba że za kilkanaście lat z biografii Mourinho.
      A czy inny zawodnik mógł być przymierzany do Chelsea? Kilku napastników zmieniało klub latem, może Portugalczyk chciał któregoś u siebie. Eto'o nie jest graczem kupowanym z myślą o następnych sezonach. 33 lata oficjalnie, nieoficjalnie nie wiadomo ile. Rooney też mógł z nim zagrać, bo walczył o kontrakt w klubie.

      Usuń