_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

14.04.2014

34 Gameweek Premier League


Czuję się zmęczony. To już 34 wstępniak, na którego nie mam żadnego pomysłu. Można co prawda sztukować słowa, ale chyba lepiej stwierdzić, że nie mam weny do napisania tego kawałka i od razu przejść do rzeczy. Tak będzie uczciwiej, prawda.


Kontynuując uczciwość można powiedzieć, że Norwich właśnie żegna się z Premier League. Nie oszukujmy się, to smutny moment. W meczu z Fulham to goście mieli przewagę. Lepsze posiadanie piłki, więcej celnych strzałów, ale liczą się tylko gole. Brak skutecznego napastnika w zespole gości był aż nadto widoczny, a doskonałą egzemplifikacją tego stanu rzeczy była sytuacja, którą miał Ricky van Wolfswinkel. Urwał się defensywie, opanował piłkę i … odegrał ją do tyłu, do nikogo. Holender ma już na sumieniu poprzedniego menedżera klubu, bo brak jego bramek pogrążył zespół w walce o utrzymanie się. A raczej nie walce, a skazanej z góry na niepowodzenie szarpaninie w matni. Cztery mecze do końca to niby dużo, ale szanse na punkty są równie realne, jak opady śniegu w Polsce w sierpniu na nizinach. Co innego Fulham, bo co prawda w tym meczu piłkarze nie zagrali dobrze i musiał się sporo napracować bramkarz (całkiem możliwe, że wygrał tym meczem nagrodę za interwencję sezonu), ale są trzy punkty i widać światło na końcu tunelu. Do Swansea na 15 miejscu są tylko trzy punkty. Dystans jednego meczu, a więc jest blisko.

Podobnie blisko czwartego miejsca jest Everton. To chyba największe pozytywne oczarowanie tego sezonu, bo drużyna jest już czwarta od góry. Mecz z Sunderlandem zapowiadał się na trudny i taki był. Gospodarze są w sytuacji, że muszą wygrywać, ale niestety dla nich jeden błąd zdecydował o stracie punktów. Nie chcę nawet zgadywać, co poszło nie tak, ale tabela pokazuje, że na pewno coś się wydarzyło. Od przegranego finału Pucharu Ligi zespół zdobył aż jeden punkt. Na sześć spotkań to o wiele za mało, ale kryzys ma chyba głębsze korzenie. Znów wracamy do meczu z Newcastle, wygranego trzema bramkami. W tamtym sezonie było tak samo. Potem wygrana jedną bramką, ale tym razem w pucharze i został jeszcze jeden remis do wykorzystania. Co to oznacza? Spadek z ligi, bo nie sądzę, że zespół jest w stanie wygrać minimum cztery mecze z sześciu do końca. Klub sprawia wrażenie, że został oparty na zmurszałych fundamentach, więc to nic dziwnego, że widzimy jego upadek.

Podobny upadek, chociaż nie tak spektakularny, ma Manchester City. Ktoś chyba nie lubi tej drużyny, bo mecz z Liverpoolem został wyznaczony w takim momencie, że nie było mowy o kłopotach z mobilizacją rywala. Dlatego nie powinien zagrać Vincent Kompany, bo widać było, że nie jest w optymalnej formie. To najprawdopodobniej był powód, dlaczego każdy gol The Reds miał jego pieczątkę, a dodatkowo był jeszcze niepodyktowany rzut karny. Arbiter nie miał do końca udanego meczu, bo tych błędów i karnych w obie strony było za dużo, ale koniec końców wynik nie został wypaczony. Manchester City skomplikował sobie sytuację w pierwszej połowie, ale to z winy kapitana. W drugiej wrócił, miał okazje do strzelenia trzeciej bramki i nie wykorzystał ich. Mam wrażenie, że błędem było ściągnięcie Edina Dzeko i zastąpienie go Sergio Aguero. Bośniak nie potrafi za bardzo grać jako ten jedyny napastnik, trzeba więc było poświęcić któregoś pomocnika. No ale Manuel Pellegrini się uczy, więc te błędy można zrozumieć. Mistrzostwo zostało przegrane wcześniej, na przykład w drugim i jedenastym meczu sezonu, kiedy dwa wyjazdy do spadkowiczów (Cardiff i Sunderland) zakończyły się dwiema porażkami. Ten mecz o niczym już więc nie decydował. Czy Liverpool wygra tytuł? W tym sezonie każdy zespół, który już był widziany w roli faworyta, potem upadał. Tak się stało z Arsenalem, Manchesterem City i Chelsea, pora więc na upadek Liverpoolu. Przed zespołem dwa trudne mecze (Chelsea u siebie i Crystal Palace na wyjeździe), jeden łatwiejszy, czyli Norwich, a ostatni mecz o niczym pewnie nie będzie decydował. Cztery mecze, trzeba wygrać wszystkie, ale na razie można dopasować jeden wers z pewnego utworu: Już był w ogródku, już witał się z gąską; Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną. Drużyna wygrała 10 meczów z rzędu, można więc pytać, kiedy będzie ten słabszy moment i jak zareaguje drużyna. Bo to, że on będzie, to raczej pewne.

Następna kolejka zacznie się w sobotę. Tottenham – Fulham to ważny mecz dla gości, bo gospodarze zagubili się na amen w tym sezonie. Cardiff City – Stoke to szansa dla gospodarzy na wielką ucieczkę. Tylko trzeba wygrać. Niedzielne starcie Hull City – Arsenal to prawie finał FA Cup. Norwich – Liverpool to ważny mecz dla gości, żeby mecz z Man City nie został wyrzucony przez okno. No a Everton – Man Utd to pytanie, czy goście zagrają dla Arsenalu. Tylko że to może nie mieć znaczenia, bo The Toffees w środę grają z Crystal Palace.

3 komentarze:

  1. gdy przeczytałam "Czuje się zmęczony "... przyznam że nie spodziewałam sie dobrego artykułu, a tu masz... miłe zaskoczenie i dobra recenzja tego co dzieje się w tak bliskiej też memu sercu Premier League. Zajrzyj też na mojego bloga jeśli lubisz czytac o footballu z punktu widzenia kobiety :) komentarze do moich wpisów mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, ale niestety nie mogę skomentować na Twoim blogu, bo to kolejne logowanie i kolejne hasło do zapamiętania. Wytrwałości życzę, bo prowadzenie bloga wymaga tak właściwie tylko tej jednej rzeczy. Cała reszta przychodzi z czasem sama :)

      Usuń
    2. Dziekuję :) Panie Michale, ma Pan rację to kolejne hasło do zapamiętania ale (plusem i pewnie niespodzianką dla Ciebie) jest to, że w serwisie jest kilkanaśnie różnych blogów, różnych ludzi... piszących tylko o piłce nożnej, jedno hasło a mozesz komentować wszystkich hihihi no i nas przybywa dlatego próbowałam Pana "zachęcić". Fajnie piszesz a w duzej grupie ciekawiej bo wiele różnych opinii. Szanuje Cie i Twoją opinię ... a na Twojego bloga zawsze z chęcią zaglądam :)

      Usuń