_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

14.06.2014

MŚ 2014 - dzień 2


Drugi dzień i jeszcze więcej kontrowersji oraz jeden sensacyjny wynik. Znowu się pomyliłem, bo sądziłem, że arbitrzy na tych finałach to światowa czołówka. Skoro grają 32 najlepsze reprezentacje, to i sędziowie powinni być na podobnym poziomie. W spotkaniu Meksyk – Kamerun okazało się, że tak nie jest. Zakładałbym, że po prostu tempo meczu było za szybkie dla trójki sędziowskiej, stąd się wzięły błędy. Bo chyba nie z powodu koloru koszulek, w końcu nie każda reprezentacja grająca na żółto to Brazylia. Na szczęście nie wypaczyło to ostatecznego rezultatu, silniejsza drużyna wygrała. Nie sądzę, że Kamerun coś zwojuje w następnych dwóch spotkaniach. Jednak widać, że ta cała kłótnia o wysokość premii była nie na miejscu. Kwestia drugiego miejsca coraz bardziej zmierza do rozstrzygnięcia w ostatnim meczu, kiedy spotkają się Chorwaci z Meksykanami.

Grupa B zaczęła się od sensacyjnego wyniku, bo chyba nikt nie zakładał pogromu Hiszpanii przez Holendrów. Nie wiem, co się stało z zespołem mistrzów świata w przerwie, bo po niej ich właściwie nie było. Nie oszukujmy się, to pewnie zaboli, bo nie ma co szukać analogii z RPA cztery lata wcześniej. Wtedy też Hiszpania przegrała pierwszy mecz, ale wtedy była w zupełnie innym miejscu. Najkrócej można podsumować, że za porażkę odpowiada defensywa zespołu, bo w poprzednich finałach Hiszpanie stracili tylko dwa gole, a teraz taki żużlowy wynik (bo 1-5). To trudno poprawić i naprawdę można zacząć się obawiać. Mam wrażenie, że Hiszpania jest zakładnikiem tej taktyki, która przyniosła sukcesy w poprzednich wielkich imprezach. Tylko że nie można zakładać, że świat pozostanie bierny. Na blogu pogrzebałem tiki-takę po meczu Bayernu z Realem Madryt, a teraz mieliśmy kolejne potwierdzenie tego faktu. Nawet jak Hiszpania doczołga się do 1/16, to na więcej bym naprawdę nie liczył. Tam już nie ma takiej presji na osiągniecie sukcesu, jak cztery lata temu. Nie czuć tego żaru, który napędza piłkarzy, by odnosili sukcesy. To może przeszkadzać.

Co prawda zespół Chile nie wygląda może groźnie, ale oni mieli tylko jeden mecz, który musieli wygrać, ten z Australią. To wykonali w 100%, chociaż były nerwowe chwile. Australijczycy prawie wrócili do gry, bo wyrównali, ale ze spalonego. Teraz Chile może zwolnić się z odpowiedzialności za kreowanie i przerzucić ten obowiązek na rywala. Dlatego na miejscu Hiszpanii bym się obawiał. Chile ma nad nimi przewagę trzech punktów i sześciu bramek (bo to decyduje w przypadku takiej samej liczby punktów o miejscu w tabeli). Wszystko rozstrzygnie się za cztery dni, bo jak Hiszpania nie wygra, to praktycznie zostaną jej tylko matematyczne szanse.

A o północy zagra Anglia. Mecz w dżungli z Włochami. Kojarzy się od razu zwrot rumble in the jungle i tak widzę, że zostało to podchwycone. Mam takie przeczucie, że wynik będzie miał duże znaczenie, jeśli chodzi o awans z grupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz