_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.07.2014

MŚ 2014 - dzień 20


Osiem drużyn i osiem meczów do końca, najkrótszy wniosek po zakończeniu 1/16 finałów. Nie było żadnej niespodzianki, ośmiu zwycięzców grup awansowało dalej. Czyli stwierdzenie, że zostali najlepsi, jest uprawomocnione.

Argentyna uporała się ze Szwajcarią, tylko nie widać tego za bardzo w bramkach. No ale na jeden celny strzał Szwajcarów, Argentyna odpowiadała trzema. To zrozumiałe patrząc na nazwiska piłkarzy, ale różnica polegała chyba na przygotowaniu mentalnym. Znów będzie można wytatuować sobie akcję, bo Blerim Dzemali trafił w słupek w 121 minucie. Nie był pilnowany, więc teoretycznie powinien być gol. No ale tak się zdarza w piłce nożnej. Koniec końców lepszy awansował, a wszystkie mecze 1/16 to przede wszystkim pojedynki dość wyrównanych zespołów. Tylko w dwóch meczach była wygrana dwiema bramkami, ale Urugwaj i Nigeria miały swoje problemy pozaboiskowe. Pięć dogrywek, dwa razy rzuty karne i aż 11 bramek strzelonych po 85 minucie meczu, z czego siedem w dogrywkach. Może te mecze nie były piękne, obfitujące w gole, ale w każdym było wiele emocji.

Czekałem bardzo mocno na spotkanie Belgia - USA i się nie rozczarowałem, chociaż trzeba było dotrwać do końca dogrywki. Amerykanie mogą się cieszyć, że ona była, bo tak po 50 minucie przewaga Belgii była coraz wyraźniejsza. Cudów w bramce dokonywał jednak Tim Howard, wybrany najlepszym graczem meczu. Mam takie wrażenie, że decydujące było wprowadzenie Romelu Lukaku w 90 minucie, bo przede wszystkim to były nowe siły, z którymi nie poradziła sobie defensywa Amerykanów. Na to odpowiedzi ze strony sztabu trenerskiego USA się nie doczekałem. Chociaż może to był efekt kontuzji Fabiana Johnsona, bo to jedna zmiana w plecy, a na takim poziomie to może decydować. W końcu nie chodzi o bezpośredni efekt, ale o pośredni. To byłaby trzecia zmiana w zespole, a pół godziny gry było przed piłkarzami. Ryzykowne, bo można było skończyć grając w osłabieniu. Cała nadzieja Amerykanów na coś dobrego kończyła się na dotrwaniu do rzutów karnych, bo na strzelenie goli brakowało im argumentów. Julian Green trafił w swoim pierwszym kontakcie z piłką w tych finałach, więc tylko coś takiego mogło zaskoczyć defensywę Belgów. Nie powiódł się ten ciekawy rzut wolny, bo chyba coś nie do końca wyszło tak, jak planowano. Chociaż Amerykanie mieli meczbola, bo jakby Chris Wondolowski trafił do siatki w trzeciej doliczonej minucie regulaminowego czasu gry, to byłoby po Belgii. Jednak nie ma co płakać, bo samo wyjście z grupy G jest sukcesem.

Teraz dwa dni przerwy i można skończyć z notkami na każdy dzień finałów. Tylko trzeba zaznaczyć, że ten słynny rzut wolny niemieckiej drużyny, z przewróceniem się jednego gracza, był też ćwiczony. Ciekawe jakie nowe pomysły taktyczne zobaczymy w 1/8.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz