_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

26.08.2014

Transferowa zabawa


Znowu się okazało, że nie rozumiem dyscypliny sportu, o której pracowicie się produkuję na blogu już prawie osiem lat. Nie rozumiem dwóch transferów, które zostały, bądź zostaną przeprowadzone wkrótce, bo moim zdaniem trudno doszukać się w nich większego sensu. Jak dla mnie to wyrzucanie pieniędzy w błoto, no ale to prywatne firmy, więc kto bogatemu zabroni.

Zacznijmy od transferu, jakiego dokonał Liverpool. Mario Balotelli wydawał mi się ostatnią osobą, która mogłaby trafić do zespołu. Talent wielki, kto wie czy nawet nie największy wśród obecnych piłkarzy, ale praca nad sobą oscyluje wokół zera. Gdyby wkładał tyle wysiłku, ile chociażby Cristiano Ronaldo, to już dawno miałby całą kolekcję Złotych Piłek. No ale nie wkłada. To na pewno nie jest Luis Suarez, więc zastanawiałem się gdzie umieści go w składzie menedżer. Podejrzewam, że głównym pomysłem jest idea, którą Premier League widziała już kilka razy. Czyli duet, który potrafi rozbić każdą defensywę. Tylko nie wiem, który zawodnik pogodzi się z drugą rolą na boisku. Który zawodnik będzie głównie pomagał, żeby jego kolega z zespołu strzelał bramki. A przecież wcale nie mówimy o tym, co może stać się w szatni zespołu. Mario Balotelli sprawia czasami wrażenie, że jest odbezpieczonym granatem. Jak się zdąży rzucić nim w defensywę rywala, to wszystko w porządku. Ale jak się spóźnisz choćby sekundę, to urwie ci rękę. Nie udało się Jose Mourinho w Interze. Roberto Mancini też próbował i nawet pobił się z piłkarzem na treningu. W Milanie też nie do końca wyszło. Tak więc nie oszukujmy się, to ostatnia szansa, żeby zawodnik zaczął realizować swoją karierę. Jak nie wyjdzie w Liverpoolu, to chyba już w żadnym czołowym zespole. W te wakacje głośno było o zainteresowaniu Arsenalu, ale po mistrzostwach to się rozwiało. Klub zrezygnował, a przecież ma niezwykle cierpliwego menedżera. To też powinno być ostrzegawczym znakiem. Wiele wskazuje na to, że kariera Włocha zjeżdża w dół i tylko od niego zależy, czy ten zjazd się zatrzyma. Nie mówiąc o tym, że musi wejść w buty po Suarezie. Bardzo łatwa sprawa, no nie.

No a drugi transfer to Angel Di Maria do Manchesteru United. Został kupiony na pozycję, która moim zdaniem nie wymagała poważniejszych wzmocnień. W końcu za te pieniądze można byłoby pozyskać trzech, może nawet czterech graczy defensywnych, którzy znaliby ten magiczny układ z trójką defensorów. Wiedzieliby czego wymaga gra w takim ustawieniu. Na pierwszy rzut oka w skład jest Juan Mata, Ander Herrera, dwójka defensywnych pomocników za nimi, więc Argentyńczyk będzie musiał kogoś wyrzucić z jedenastki. Trochę tak, jakby ktoś kupił Ferrari do prac polowych. W końcu to kolejny pianista, a ktoś to pudło musi przenieść. Dlatego dziwi mnie ten zakup. Owszem, to dobry piłkarz, ale nie każdy dobry zawodnik musi trafić od razu do Manchesteru. Drużyna teraz wymaga przebudowy, a skoro ma grać inaczej, to potrzebuje innych ludzi w defensywie. Co prawda w Wikipedii widzę, że figuruje jako obrońca, ale to chyba jakiś żart. W końcu niezależnie od tego, jak się będziesz starał, nie zjesz zupy nawet i pięcioma widelcami. Wszystko polega na równowadze, a ten zakup ją zaburza. Tak więc nic się nie zmienia. Kolejne okienko, a Manchester United dalej się uczy jak kupować z głową. Na razie oba te transfery można delikatnie typować do miana rozczarowań rynku transferowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz