_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.08.2014

Za dwa tygodnie rusza Premier League


Można więc pomału szykować się do jej startu. Mam delikatne przeczucie, że to będzie bardzo zacięty i obfitujący w emocjonujące mecze sezon. Prawdopodobnie trudno będzie też określić, które zespoły spędzą sezon w środku tabeli i nie będą przeżywać emocji związanych z rywalizacją o coś.


Zacznę od tego, co będzie się działo w górze tabeli, bo zespołów walczących o czołową czwórkę jest wiele. Patrząc na składy i śledząc doniesienia medialne, wydaje się, że Chelsea bardzo poważnie będzie myśleć nawet o potrójnej koronie. Problem w tym, że liga podniosła bardzo wysoko poprzeczkę. Dlatego takie zakupy były wcześniej. Manchester City ma bardzo podobne plany, bo na pewno będzie chciał pokazać się też w Europie. No ale Financial Fair Play nakłada pewien kaganiec na wydatki. To jednak nie koniec zespołów widzących siebie na mecie sezonu w pierwszej czwórce. Arsenal powinien się przecież bić nawet o tytuł. Duchy przeszłości chyba już ostatecznie zostały pogrzebane. Liverpool postara się powtórzyć poprzedni sezon i też zakończyć na podium, ale zastąpienie pewnego napastnika to prawdziwie gryzący problem. Louis van Gaal robi w Manchesterze United to, czego nie zrobił David Moyes. Trzecie miejsce to plan minimum. Everton też będzie chciał włączyć się do walki o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. W końcu nie po to wydało się masę pieniędzy na Romelu Lukaku, żeby skończyć znów na piątym miejscu. Podejrzewam, że Moyesa bardziej boli to, jak radzi sobie jego następca, niż nawet to, co osiągnął z Manchesterem United. Wydawało się przecież, że Everton pod jego wodzą doszedł do ściany, a nowy szef już w pierwszym sezonie przebił się przez sufit. Kolejnym zespołem, który spróbuje się włączyć do walki o miejsca 1-4, będzie Tottenham. Może nie było głośnych zakupów za bardzo, ale Mauricio Pochettino postara się wycisnąć więcej z tego składu, który już jest. To daje nam siedem drużyn, a miejsca są tylko cztery. Zawsze może też pojawić się jakiś czarny koń, który zaskoczy wszystkich rywali i włączy się do walki. Wydaje się to niemożliwe? W poprzednich latach tuż za strefą Ligi Mistrzów kończyli przecież piłkarze Blackburn, Aston Villi, Newcastle czy Fulham, więc można to sobie wyobrazić. To znaczy zabrakło tym zespołom odrobiny jakości, ale nie można zakładać, że to się powtórzy teraz też.

Na pewno powtórzy się, że spadną trzy drużyny i tutaj walka będzie bardzo zacięta. Trójka beniaminków wiadomo, to zawsze są mocni kandydaci. Southampton na chwilę obecną to równie mocna kandydatura do opuszczenia ligi. Swansea? Też czuję jakieś znaki zapytania. Aston Villa? Nie do końca wiadomo, czy właściciel będzie chciał dalej bawić się w finansowanie zespołu. West Brom? Na razie może i jest cisza, ale jak posypię się złe wyniki, to będzie głośno. Hull City czeka walka z pogodzeniem pucharów europejskich i ligi. Do takich zabaw trzeba mieć +20 piłkarzy, a klub nie ma takich muskułów finansowych. No i zawsze jakaś niespodzianka. Jedna kontuzja potrafi czasami wiele wywrócić do góry nogami, a miejsca na odrobienie strat nie będzie. Myślę że wskazanie nawet 10 zespołów mogących walczyć o pozostanie w lidze nie będzie przesadą. W końcu takim drużynom jak Newcastle, West Ham, Stoke czy Sunderland też zdarzały się trudne sezony, czasami zakończone nawet tym niechlubnym podium. Dwa tygodnie to niby niedużo czasu, ale jeszcze można kupić zawodników, którzy na koniec sezonu zdecydują o pozycji w tabeli. Ósme, a osiemnaste miejsce to w końcu duża różnica. Jedno jest pewne, za dwa tygodnie pierwsze mecze. Składy w FPL trzeba już mieć przygotowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz