_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.09.2014

3 Gameweek Premier League


Trzecia kolejka i już mamy pierwszy sensacyjny wynik. Wiadomo, że one prędzej czy później muszą paść, a gdy dotyczą mistrza kraju, to od razu jest większe zainteresowanie. Jednak tradycyjnie o tym napiszę później, bo chciałbym zacząć od meczu Crystal Palace.


Jakoś tak się złożyło, że często piszę o tym zespole, ale tam ciągle się coś dzieje. Tym razem mieliśmy cudowny punkt zdobyty na stadionie Newcastle i debiut nowego menedżera. Chociaż po meczu obie drużyny mogą czuć się rozczarowane. Gospodarze zdobyli przecież trzy bramki, ale na końcu jest tylko punkt. Goście też mogą czuć się rozczarowani, ale to pewna przesada. Trzy bramki na wyjeździe i punkt to raczej niewiele, ale z drugiej strony bramka w doliczonym czasie gry pozwala wyciągnąć zupełnie nowe spostrzeżenia. To na pewno trudny czas dla drużyny. Nowy menedżer, który na pewno nie był faworytem w tym wyścigu. On musi wyciągnąć wnioski, ułożyć skład po swojemu, a to zajmie trochę czasu. Z drugiej strony pierwszy punkt sezonu, jeszcze na wyjeździe, więc są pewne pozytywy. Na razie jednak zespół jest w strefie spadkowej, a to nie jest dobra rzecz. Co prawda to początek sezonu, ale czasami jak zakotwiczysz w dole tabeli, to już się nie podniesiesz.

Ciekawe czy i jak podniesie się Manchester City. Przed meczem można było szukać smaczków, ale chyba nikt nie sądził, że Mark Hughes może tak zainspirować swój zespół. W końcu jeśli w celnych strzałach było 2-2, to jest to powód do niepokoju. Silne drużyny wygrywają nawet wtedy, kiedy zaczęły mecz lewą nogą. Czyli jak nie idzie, jak nie wychodzą zagrania, jak przeciwnik ma doskonały plan taktyczny i tak dalej. Tutaj tego zabrakło, tak jakby piłkarze ciągle jeszcze byli myślami w meczu z Liverpoolem. Tak nie można wygrywać trofeów. Rzuty karne? Po jednym niepodyktowanym dla obu drużyn. Tak więc to nie była przyczyna porażki. Moim zdaniem zdecydowało nastawienie piłkarzy do meczu i przeciwnika. Jak dodamy do tego błędy w defensywie (Mame Biram Diouf przebiegł prawie 70 metrów przed golem, nikt go nie zatrzymał) i bramkarza, którego chyba też zaskoczył strzał, to wiadomo, dlaczego zespół przegrał. Środek września pokaże, o co może bić się drużyna. Trzy mecze, z czego dwa wyjazdowe, wiele rozstrzygną. Na razie nikt jeszcze nie uciekł daleko w tabeli. Na razie.

Jednak Chelsea wydaje się już teraz nie do ugryzienia w tym sezonie. Na boisku Evertonu zrobili blitz w pierwszych minutach, a potem kontrolowali wymianę ciosów, wygrywając ją na punkty. Na chwilę obecną trudno dostrzec jakiekolwiek słabe punkty drużyny. Tam wszystko działa tak, jak powinno. Owszem, jak sezon zacznie się rozkręcać, pojawią się mecze co trzy dni, wtedy zacznie liczyć się siła rezerw, ale na teraz jest Chelsea i reszta ligi. Tydzień temu pisałem, że ten mecz to pewien test, który porówna nam Arsenal do Chelsea. No i to porównanie drużyna Jose Mourinho wygrała bardzo wyraźnie. Ciągle mam wrażenie, że to jeszcze nie jest 100% potencjału i Chelsea stać na więcej. Everton zaczyna przypominać mi Wigan, jeśli chodzi o grę defensywną. To na pewno nie jest dobry znak, bo defensywa pozwala wygrywać mecze strzelając tylko jednego gola. 10 bramek straty w trzech pierwszych meczach to fatalny wynik. Nie ma co mówić o tym, że to Arsenal i Chelsea, bo Leicester i Burnley potrafiły bardziej uszczelnić swoją defensywę. A jeśli tak, to jest to problem.

Podobnie jak problem ma Manchester United. Podejrzewam, że te dni mogą być bardzo nerwowe w klubie, bo tam trzeba wymienić kilku graczy. W meczu z Burnley uderzyło mnie, że zespół stara się grać omijając linię pomocy. To trochę dziwne, jak się ma tam dwóch tak dobrych zawodników. Widziałem bardzo żartobliwy tweet, że ten remis to fatalny wynik dla Burnley, bo zespoły z tej samej strefy w tabeli trzeba jednak pokonać u siebie, ale na razie to prawda. Chyba wszyscy czekają, aż Manchester w końcu zaskoczy, czyli te akcje na boisku zaczną wychodzić i będą bramki. Tylko to miało być od początku, bo rywale, mówiąc szczerze, silni nie byli i sezon skończą prawdopodobnie w dolnej połówce tabeli. Jak porównamy to do Chelsea, to aż strach myśleć ile może paść goli. Louis van Gaal prezent gwiazdkowy dostał w momencie losowania terminarza Premier League. Pierwsze sześć meczów zapowiadało się na pewne wygrane. Na razie są 2 punkty na 9. Coś ta przebudowa źle wygląda na razie. Sezon temu były cztery punkty, ale mecze przeciwko Chelsea i Liverpoolowi nigdy nie są łatwe.

Dobitnie przekonał się o tym Tottenham, bo taka porażka musi boleć. Wydawało się, że gospodarzy stać na wygraną, bo Liverpool nie zaczął dobrze, a Spurs notowali całkiem udane mecze. Tylko że ten test wypadł fatalnie. Za łatwo padł pierwszy gol, który już ustalił narrację meczu. Karny? W sobotę nie były dyktowane, w niedzielę były. No ale po co dawać arbitrowi powód do użycia gwizdka? Tylko że problem polegał na tym, że gospodarzom ten mecz się nie ułożył. Dlatego tak trudno pisać o piłce, bo taki sam występ drużyny w meczu A da trzy punkty, a w meczu B zero. Jak tydzień temu wydawało się, że Tottenham może walczyć o pierwszą czwórkę, tak po tym meczu chyba trzeba zweryfikować tę opinię. W końcu ten trzeci gol nie miał prawa paść. No i Liverpool zagrał na zero z tyłu, rzecz niespotykana od marca, kiedy rywalem też był Tottenham. Pomyśleć, że narzekałem na defensywę The Reds.

Następna kolejka za dwa tygodnie. Pierwsze z serii tych trudnych spotkań dla Manchesteru City, czyli wyjazd do Emiratów ;). Crystal Palace – Burnley to starcie o sześć punktów, a w niedzielę Manchester United z QPR. To już muszą być trzy punkty dla gospodarzy. No a dzisiaj pewnie ktoś złapie przeziębienie, bo okno transferowe dopiero zostanie zamknięte ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz