_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.09.2014

6 Gameweek premier League


Już szósta kolejka i wypadałoby zrobić zmiany. Oczywiście w moim składzie FPL, bo nie do końca wyniki odpowiadają oczekiwaniom przedsezonowym. Tylko że nie mam nad głową prezesa, który określiłby ambitne cele i teraz denerwowałby się, obserwując poczynania piłkarzy.


Takiego prezesa ma jednak nad głową duet trenerów z Liverpoolu i mecz derbowy był świetną okazją na przełamanie się dla obu zespołów. W końcu tych wygranych i punktów miało być więcej. Skończyło się remisem i powiedzmy sobie szczerze, bardziej zadowolony powinien być Everton. Po pierwsze mecz wyjazdowy, po drugie strzał Phila Jagielki, po ostatnie wreszcie tylko jeden stracony gol. To chyba największe zaskoczenie, bo ta drużyna przyzwyczaiła nas, że bramki traci niemal w hurtowych okolicznościach. Ten mecz był jednak inny, należy więc zadać sobie pytanie, czy to Liverpool nie był słabszy, niż nam się to wydawało. Wiem, że nie ma Luisa Suareza, ale drużyna musi jak najszybciej nauczyć się grać inaczej. Bo jak nie, to wiadomo, co się stanie. Można co prawda mieć pretensje do arbitra, bo mogła być czerwona kartka dla Garetha Barry’ego, ale to popsułoby mecz. Liverpool nie może zasłaniać się tym, bo jednak tam coś nie do końca działa jak powinno. Tym bardziej, że kolejny błąd arbitra zabrał gościom rzut karny, więc można powiedzieć był remis. Po tym podziale punktów jest wiele pytań przed obiema drużynami. Liverpool musi znaleźć gdzieś bramki, żeby wygrywać mecze. W końcu to chyba pierwszy sezon, że Steven Gerrard nie będzie już tym graczem odgrywającym główną rolę. Everton musi zadać sobie pytanie, czy na pewno będzie walczył o czwarte miejsce, bo zespołów bijących się o to samo jest kilka.

No i właśnie drugi mecz derbowy tego dnia pokazał nam dwie kolejne drużyny marzące o zajęciu miejsca w pierwszej czwórce. Dla Arsenalu to w ogóle dziwny sezon. Od maja do sierpnia wygrali dwa trofea, więc klub musi sobie z tym poradzić. Ponieważ wszyscy chyba zdają sobie sprawę, że mistrzostwa nie będzie, zostaje więc Puchar Anglii i Liga Mistrzów. No a liga krajowa jest traktowana jak pewien poligon doświadczalny. Tylko że czasami na poligonie ktoś jest ranny i Kanonierzy stracili trzech graczy z powodu kontuzji. Posypała się niemal kompletnie linia pomocy i ciekawe, jak zespół zareaguje na te straty. Dla Tottenhamu natomiast walka o czwarte miejsce jest ważna, ale chyba brakuje odpowiednich argumentów. Nie oszukujmy się, z innymi rywalami nie będzie można schować się w defensywie. Trzeba będzie być zespołem akcji, a nie reakcji. Obawiam się, że takie wyniki jak w poprzedniej kolejce z West Brom, będą się powtarzać częściej.

No właśnie, skoro o West Brom mowa, nie można pominąć starcia o sześć punktów z Burnley. Tak przed meczem zakładałem sobie, że gol przewagi dla jednej z drużyn nie będzie pozwalał wyciągnąć wniosków, ale już 2-3 pozwolą. Po meczu okazało się, że różnica to cztery bramki między drużynami i chyba taki jest dystans między zespołami. Goście musieli zagrać odważniej, bo samymi remisami ligi się nie uratuje, a West Brom będzie rywalem z tej samej kategorii na koniec. No i już wiemy, że Burnley choruje na tę samą chorobę, co każdy spadkowicz – brak atutów w ataku. To nie jest przypadek, że od początku sezonu zespół zdobył tylko jednego gola. No a skoro defensywa pozwoliła na za dużo atakującym rywalom, to efekty widzimy w wyniku. Czy West Brom to silna drużyna? Nie, na koniec widzę ich w ostatniej siódemce, może ósemce zespołów, ale skoro oni są w stanie rozstrzelać Burnley, to jest kłopot. Tak na 95% rośnie nam spadkowicz, który może już nawet nie wyjść z tego ostatniego miejsca w tabeli.

Na koniec dwa krótkie wpisy o dwóch drużynach. Najpierw Chelsea, bo mecz z Aston Villą pokazał, dlaczego Frank Lampard musiał opuścić klub. Oscar. To Brazylijczyk na pełnić tę samą rolę, którą wcześniej, przez wiele sezonów, pełnił Anglik. Pozostawienie ich obu w składzie mogło grozić jakimś konfliktem w trakcie sezonu, a tego nie chce żaden menedżer. Nawet jak Oscar będzie potrzebował nastu meczów na ostateczne dopasowanie się, to przy tak bramkostrzelnym napastniku klub to wytrzyma. No a druga sprawa to czerwona kartka dla Wayne’a Rooneya. Muszę uważać, o kim piszę na blogu, bo potem ten zawodnik zapisuje się jakoś w następnej kolejce. No i tak się zapisał kapitan klubu, więc wrócą pytania dlaczego to on nim jest. Na miejscu menedżera dostałbym chyba apopleksji, bo po co był ten faul? Nie było żadnego zagrożenia dla bramki swojej drużyny, więc trzy mecze zawieszenia za takie coś to najniższy wymiar kary. Chociaż może to pomóc, bo może scementuje to drużynę. Mimo wygranej z West Ham to dalej zgrzyta i nie działa tak, jak trzeba. W końcu widziałem już takie bramki uznane, jaką strzelił Kevin Nolan. Było więc bardzo blisko straty kolejnych punktów. Dwa punkty od tego raju są na razie, ale do końca sezonu wiele spotkań.

Dziś jeszcze spotkanie Stoke – Newcastle, a następna kolejka za tydzień. Sobota na przetarcie się, bo Sunderland musi w końcu się przełamać. W niedzielę za to Manchester United – Everton i derby Londynu, czyli starcie Chelsea – Arsenal. Szkoda, że w tym samym czasie będzie grał Tottenham z rewelacją początku sezonu, czyli zespołem Southampton.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz