_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

06.10.2014

7 Gameweek premier League


Na szczęście będzie przerwa na mecze reprezentacji i liga wróci za dwa tygodnie. To dobry czas na wprowadzenie zmian, bądź przeorientowanie zespołu na właściwe tory. Zauważyłem, że niektóre drużyny potrzebują takiego właśnie przestawienia, żeby gromadzić punkty. Może dlatego grudzień zawsze okazuje się miesiącem ważnym dla układu tabeli, bo tam nie ma miejsca na przerwy. No ale do tego grudnia jeszcze dwa miesiące.

W sobotę przełamał się w końcu Sunderland, więc im ta przerwa może zaszkodzić. Tylko że w końcu jest wygrana, a to ważna rzecz. Nie chodzi tylko o fakt, że strefa spadkowa jest o cztery punkty za nimi, ale o pewną barierę psychologiczną, która chyba była w drużynie. Dlatego ta wygrana została przyjęta tak entuzjastycznie przez zespół. Przełamał się Steven Fletcher, a jego bramek brakowało drużynie. Tylko że to wciąż daleka droga do bezpiecznego miejsca. Chociaż jest pewna nadzieja, to na pewno. O zespół Stoke też bym się nie martwił za bardzo, bo co prawda miejsce w tabeli jest mocno średnie, ale oni sobie poradzą. Mają za dobrych piłkarzy, żeby spaść z ligi. Poza tym są słabsze zespoły.

Czy tym słabszym zespołem jest Everton? Nikt tego chyba nie powie, ale o menedżerze najlepiej świadczą wyniki, a te klub osiąga bardzo słabe. Liga Mistrzów? No jest czwarte miejsce, ale od końca. Denerwuje mnie, jak słyszę o kwestiach szczęście/pech, bo po prostu w meczu z Manchesterem United zabrakło umiejętności. Musiał napracować się David de Gea, ale od czego jest bramkarz w meczu? Można było się spodziewać, że zagra dobrze, bo choroby wieku dziecięcego w Premier League już za nim. On już jest silnym punktem drużyny. Takim na razie nie jest Romelu Lukaku i jak porównujemy go z Diego Costą, to od razu widać dlaczego Chelsea nie wahała się nawet sekundy przed sprzedażą. Po prostu to jeszcze nie jest gracz na takie mecze. Czy kiedyś nim będzie? Nie wiem. Może, ale nie ma gwarancji, że wystrzeli z formą. Dla klubu będzie dobrze, jak tak się stanie, bo dwa punkty nad strefą spadkową to nie to, na co liczono. Miała być walka o pierwszą czwórkę, ale na razie to dalekie jak nie wiem co. Można z czystym sercem stwierdzić, że to jest rozczarowanie początku sezonu. Nie tak miało to wyglądać. Manchester z kolei zaczyna iść w stronę miejsc dających prawo gry w Lidze Mistrzów. Tylko że inne zespoły są o krok za nimi. Dlatego to może być ciekawe.

Derby Londynu może nie były do końca aż tak ciekawe, chociaż to co zrobił Arsene Wenger było niespotykane. W końcu ile razy menedżerowie przepychają się za linią boczną? Francuz chyba stracił spokój wewnętrzny, widząc grę swojego zespołu. Chelsea zagrała bardzo twardo i bardzo nieustępliwie, walcząc o każdą piłkę. Z innym arbitrem meczu podejrzewam, że drużyny kończyłyby w 10, może nawet w 9, ale Martin Atkinson nie chciał swoimi decyzjami wpływać na wynik. Wślizg Gary’ego Cahilla, po którym Wenger zareagował? Mocno pomarańczowa kartka, bo już widziałem czerwień za takie zagrania. Faul Laurenta Koscielnego? Krwiście pomarańczowe upomnienie. Kolejny faul Caluma Chambersa? Druga żółta wisiała w powietrzu. Reasumując, Arsenal był za miękki w tym spotkaniu, a statystyka celnych strzałów (3-0) wyraźnie to pokazuje. Kanonierom brakowało mięśni w środku pola. Kogoś, kto przetnie podanie, umiejętnie sfauluje, przechwyci futbolówkę i tak dalej. Tylko że tego brakowało w tym meczu, a pozostali rywale w lidze nie są w stanie grać tak, jak Chelsea. Tam decydujący będzie potencjał ofensywny, jaki zbudowali Kanonierzy. Tylko że na Chelsea to nie wystarczyło, ale nie miałbym pretensji za to spotkanie do menedżera. Za zachowanie tak, za wybory taktyczne nie, bo Arsenal nie wygrałby nawet i stu prób. To za duża różnica w poziomie drużyn. Jose Mourinho stworzył Behemota, który może jedynie upaść sam. Reszta drużyn nie wydaje się zdolna mu zagrozić. W poprzednim sezonie Portugalczyk uczył się, jak wygląda liga. Przypominał sobie, jak należy w niej postępować. Latem zakupy, potem umieszczenie tych wszystkich elementów w odpowiednich miejscach i dlatego to już pięć punktów przewagi nad drugim zespołem w tabeli, a szósty z różnicy bramek. Po siedmiu meczach to szokujące. Jak nie przegrają sami ze sobą (kontuzje, obniżka formy, nieporozumienia w szatni), to tytuł mogą zagwarantować sobie już w marcu, żeby skoncentrować się na Lidze Mistrzów. A Arsenal całkiem możliwe, że będzie za nimi.

Następna kolejka po meczach eliminacji do ME 2016. Spotkanie Manchesteru City z Tottenhamem pokaże, na jakim poziomie w walce o pierwszą czwórkę są obie drużyny. Potem sześciopunktówka między Newcastle i Leicester. W niedzielę niby bez historii, czyli QPR – Liverpool, ale obie drużyny muszą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz