_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.10.2014

9 Gameweek Premier League


Jak to szybko leci. Wydawało się, że ledwie wczoraj zaczynaliśmy sezon, a tu już 9 kolejka za nami. Co prawda największy wpływ na tabelę będzie miał magiczny grudzień, ale już teraz widać pewne ciekawe, bądź niepokojące, znaki. Dlaczego magiczny? Doliczając noworoczną kolejkę to siedem spotkań, albo 21 punktów. Jak wtedy stracisz formę, to najprawdopodobniej obudzisz się daleko za wyznaczonymi celami.


Taką pobudkę może mieć wcześniej Manchester City, bo teoretycznie to najsilniejszy przeciwnik Chelsea. Teoretycznie. Praktycznie okazuje się, że dystans do Chelsea jest wielgachny, bo ta drużyna nie traci łatwo punktów. City z kolei ma fatalną defensywę. Obie bramki w meczu z West Hamem powinny zostać wybronione. Zabrakło koncentracji w meczu, bo nie można takich spotkań traktować na luzie. W końcu po tej wygranej zespół z Londynu jest punkt za mistrzem Anglii, a przecież nie gra on jakoś rewelacyjnie. Sergio Aguero nie strzeli czterech bramek co mecz, więc jeśli to powoduje kłopoty w drużynie, to chyba już można ją pomału wykreślać z walki o tytuł. Coś na pewno zawodzi, bo w Lidze Mistrzów grupa zaczyna też odjeżdżać. Jednak wskazanie co jest nie tak, to zadanie dla menedżera. On musi, w miarę szybko, znaleźć przyczynę. Przy tak rozpędzonej Chelsea nie można tracić punków.

Pod tym zdaniem podpisać mógłby się Sunderland, ale tam problemy chyba dotyczą czegoś, co zdarzyło się w szatni. Po wygranej ze Stoke była przerwa reprezentacyjna, która kompletnie rozłożyła drużynę. Mecz z Arsenalem miał być rehabilitacją za ciężki łomot, który spuścił im Southampton, ale niedobrze to wygląda, jak dajesz rywalom dwie bramki na talerzu. W końcu można było się spodziewać, że Arsenal nie będzie miał łatwo. Wyjazd, rehabilitacja, nie do końca optymalna forma, więc dawanie takich prezentów to kryminał. Normalnie piłkarze nie popełniają takich błędów, więc menedżer musi odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Razem z drużyną, bo w końcu to ona zawodzi. Miało być spokojniej, miało być więcej punktów, a jest strefa spadkowa. Drugiego tak dobrego finiszu sezonu nie będzie.

Podobnie może nie być kolejnych szans dla Mauricio Pochetino, bo czasami gra jego zespołu koresponduje z poziomem języka angielskiego menedżera. Dodatkowo ma pecha, bo prezes ma szybką rękę do zwalniania menedżerów. Trzy ostatnie sezony to trzech nowych szkoleniowców, a to powinno budzić niepokój. Tak samo powodem do niepokoju powinien być fakt, że menedżer rywali lepiej odczytał mecz. W końcu to zmiany, jakie przeprowadził Alan Pardew, miały większą wagę. Podobnie jak rozmowy w szatni, bo jak strzelasz gola po kilku sekundach po rozpoczęciu gry, to ma to znaczenie. Chociaż poważniejsze zarzuty powinno się kierować do osoby odpowiedzialnej za transfery, bo nie pozyskano napastnika, zmuszając tym samym menedżera do gry zużytymi kartami. Nie przeczę, że Harry Kane może być w przyszłości bohaterem klubu, ale nie dzisiaj. Na dziś brakuje bramek, bo zespół rzadko kiedy strzela drugiego gola w meczu. Tylko że tego nie nadrobi się bez okienka, a nawet jak i będzie ono otwarte, to zimą trudno pozyskać naprawdę dobrego zawodnika. Myślę, że można już być prawie pewnym - LM w tym sezonie, z ligi krajowej, nie będzie.

Czy będzie dla Manchesteru United zobaczymy pewnie po zakończeniu sezonu, ale hit z Chelsea nie rozczarował. Co prawda kontuzje miały wpływ na jedenastki, bo w końcu Didier Drogba to trzeci napastnik, ale jaki. Swoją drogą kto wystawia do pilnowania go Rafaela? Przecież to przenośnie i dosłownie nie ten poziom. Musieli napracować się bramkarze, ale szkoda, że arbiter też uległ magii Old Trafford. Jeszcze rzut karny to pół na pół, bo widziałem wiele meczów, gdzie takie zagrania przechodziły bez upomnienia, ale czerwona kartka dla Branislava Ivanovicia? Wystarczyłoby tylko odgwizdanie faulu w tej sytuacji z doliczonego czasu gry. W końcu to była walka o piłkę, trudno mówić o przewinieniu nadającym się na kartkę. Nie wiem jednak, czy miało to wpływ na wynik, bo to czyste zgadywanie. Podobna zgadywanka jest przy obliczeniu, kiedy miną te trzy trudne miesiące w pracy Luisa Van Gaala. Podpisał kontrakt w maju, a pierwszy raz poprowadził klub w meczu 24 lipca. O stawkę miesiąc później, więc w razie czego te wyjazdowe mecze listopadowe też się mieszczą w tych trzech miesiącach. Grudzień jest łatwiejszy, ale nie dają nikomu punktów za to, że ma łatwe mecze przed sobą.

Dzisiaj ważne spotkanie QPR – Aston Villa, bo to się robi sześciopak dla gospodarzy. Za tydzień Newcastle – Liverpool (trzeba się przygotować, może będzie pierwszy gol Mario), a niedzielę danie główne: derby Manchesteru. Chociaż nie będę ukrywać, że mecz Aston Villa – Tottenham też powinien być ciekawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz