_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.12.2014

13 Gameweek Premier League


No to zaczynamy. Grudzień, czyli miesiąc który oddzieli mężczyzn od chłopców, a słabe drużyny od silnych. Przed startem tej kolejki różnica między 13, a 18 zespołem wynosiła trzy punkty. Podobnie między 4 a 10. Można było jeszcze mówić o szansach, bo tabela była dość spłaszczona. Na początku stycznia tak już nie będzie.


No i całkiem możliwe, że do tego czasu Southampton poleci z pierwszych miejsc. Starcie z Manchesterem City było testem mocarstwowych ambicji i jak widać nie wyszło to za dobrze. Chyba najtrafniej podsumował to menedżer Sotonu mówiąc, że jego zespół popełnił za dużo błędów, a z takim rywalem nie ma na nie miejsca. Już na samym początku goście powinni mieć rzut karny, ale Sergio Aguero upada chyba za miękko, żeby przekonać do siebie arbitra. Jednak wyniku nie zmieniło to o włos. Gościom nie przeszkodziła nawet czerwona kartka, którą obejrzał Eliaquim Mangala, taka była dysproporcja sił między drużynami. Owszem, w kilku akcjach gospodarzom zabrakło milimetrów, ale to jest ta różnica między silnymi drużynami, a słabszymi. Manchester City mnie dalej nie przekonuje za bardzo do siebie, mimo że ma dwa punkty więcej niż rok temu. Teraz wszystko i tak trzeba porównywać z Chelsea, a w poprzednim sezonie nie było zespołu, który miałby taką pozycję w lidze. Dlatego jest niby lepiej, ale jednocześnie o wiele gorzej. Pozytywną rzeczą na pewno są decyzje menedżera, bo odczytał on doskonale przeciwnika i odpowiednio ustawił swój zespół, ale to raczej nie wystarczy na każdy mecz.

Podobny problem, choć nie ukrywam, że dużo większy, ma menedżer Evertonu. Oglądając wczoraj mecz ciągle miałem wrażenie, że już to gdzieś widziałem i był to zespół Wigan. Z czego on zasłynął? Z hurtowego tracenia bramek. W Evertonie tak nie jest, bo są lepsi piłkarze, ale to wcale nie pomoże, jak plan taktyczny na mecz daje się łatwo wykorzystać przeciwko zespołowi. Niby wyniki są dobre, ale jednocześnie te trudne mecze, na przykład z rywalami walczącymi o podobne miejsca na koniec, zespół przegrywa bądź remisuje. Na miejscu prezesa miałbym spore wątpliwości, czy tylko cztery wygrane (trzy z potencjalnymi spadkowiczami) to dobry znak na przyszłość. Tottenham wcale nie zagrał jakoś wybitnie dobrze, arbiter równie dobrze mógł odgwizdać rzut karny przeciwko nim, a jednak wystarczyło. Biorąc pod uwagę fakt, że to teoretycznie najgroźniejszy przeciwnik do walki o miejsca w pierwszej czwórce, to zaniepokoiłbym się. Mam wrażenie, że zespół nie może zrobić tego następnego kroku, ale przede wszystkim taki krok powinien wykonać menedżer. Jeśli nie zostanie zmieniona taktyka meczowa, to trudno będzie zabrać się do pociągu wiozącego zespoły bijące się o czołowe miejsca. Spurs za to nie tracą dystansu do czołowych miejsc, a problem z linią napadu wydaje się rozwiązany, przynajmniej na chwilę obecną.

Za to problemy zespołów w dole tabeli zostały. Pierwszy sześciopak na dole był pojedynkiem Burnley z Aston Villą i mam wrażenie, że urodzi się z tego minimum jeden spadkowicz. Gospodarze mieli na koncie dwie wygrane, więc kluczową dla nich sprawą robiła się wygrana w tym meczu. Goście podobnie, bo spotkania z potencjalnymi spadkowiczami trzeba wygrywać. Zamiast tego był remis, z delikatnym wskazaniem na gospodarzy (słupek na koniec). Tylko że to niczego tak właściwie nie zmienia. Moim zdaniem oba zespoły wylądują nisko na koniec, bo patrząc na skład, czy na grę, to jakoś nie widzę za dużo jakości. Niby AV jest w lepszej sytuacji, ma więcej rozpoznawalnych nazwisk w zespole, ale to nie jest gwarancje pozostania w lidze. Niby ta seria porażek została zatrzymana, ale remisami ciężko będzie się utrzymać. Tym bardziej, że jest spory problem ze zdobywaniem bramek. W końcu to ostatni zespół w lidze jeśli chodzi o zdobycz bramkową, a takie drużyny mają trudne sezony.

Drugi sześciopak załapał się na miano reklamy ligi, co chyba oznacza, że tak mówi się o starciu drużyn, które mają spory problem z defensywą. Po porażce z QPR zespół Leicester wyrżnął w dno i nie wiadomo, czy się z niego odbije. Zaszkodziło to zwycięstwo z Manchesterem United, bo taki wynik rodzi też wiele negatywnych skutków, które musi rozładować menedżer. W końcu ten mecz był we wrześniu, a od tego czasu drużyna nie zdobyła nawet pięciu bramek w lidze. Poprzednie pięć meczów to wielgachne zero z bramkach strzelonych, co powinno budzić wiele niepokoju. Wiem, rozumiem, beniaminek. Tylko że tracąc tak dużo punktów, to któregoś dnia obudzimy się z powrotem w Championship. O QPR bym się jakoś nie martwił, bo co prawda to też strefa spadkowa, ale tam jest przynajmniej napastnik i jakieś gole. To jest ta różnica między 1, a 3 punktami czasami. Tylko ta defensywa czasami zaskakuje na minus.

Następna kolejka zacznie się jutro. Pierwszy dzień raczej bez większych sensacji, ale w środę derby Londynu Chelsea – Tottenham i Arsenal – Southampton. Goście w obu spotkaniach będą mierzyć swoje ambicje w meczach z tymi silnymi. Wracając do wtorku, mecz Crystal Palace – Aston Villa pachnie takim sześciopakiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz