_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

08.12.2014

15 Gameweek Premier League


Tabela zaczyna nam pękać, czyli rośnie dystans do danego miejsca i coraz mniej drużyn będzie myśleć o realnej walce, nieważne czy o czwarte miejsce, czy o 17. Grudzień to magiczny miesiąc w tej lidze, prawda.


Na przykład pierwsza porażka Chelsea, która chyba łapie delikatny kryzys. Wypadł Nemanja Matic i od razu na murawie zrobiła się dziura, z której ochoczo skorzystali piłkarze Newcastle. Z Serbem na murawie wynik byłby inny. Nie pomogłoby, że rywal jest w formie, przetrwał kryzys wokół menedżera i gromadzi konsekwentnie punkty. Czy czegoś zabrakło w przygotowaniu do tego meczu? Trudno powiedzieć, ale miałem wrażenie, że nie do końca wszystko działało tak, jak powinno. Po raz pierwszy w tym sezonie Diego Costa nie zdobył bramki w dwóch meczach pod rząd, więc chyba defensywy innych zespołów nauczyły się grać przeciwko niemu. Jak dodamy do tego linię pomocy, która nie była aż tak groźna, to schodzi się z porażką. Tylko że zmiany w walce o tytuł to nie wywołuje. Chelsea dalej ma przewagę nad Manchesterem City.

Nie chodzi tylko o kontuzję, którą odniósł Sergio Aguero. Widzę, że zapowiadany jest powrót za miesiąc, ale z kontuzjami więzadeł jest zawsze ryzyko. Bez niego drużyna nie może za bardzo myśleć o walce o czołowe miejsca. Już mecz z Evertonem pokazał to znakomicie. Bardzo wątpliwy rzut karny i dwie czerwone kartki, które innego dnia zostałyby pokazane za te kopnięcia. To chyba wszystkie korzystne decyzje sędziowskie z całego sezonu się zebrały. Wydawało się, że można wykorzystać te wszystkie błędy rywala, które uparcie on popełnia w każdym meczu. Skończyło się jednym golem, co nie powinno za bardzo cieszyć. Owszem, są cztery punkty więcej, niż w poprzednim sezonie. Tylko że wtedy zaczęła się seria wygranych trwająca do końca stycznia. Teraz się na to nie zanosi. Przynajmniej nie jestem zaskoczony, bo już przed sezonem pisałem, że sezon na zero pod względem trofeów też jest możliwy.

Podobnie może się zakończyć sezon Arsenalu. Rozumiem, Stoke na wyjeździe to trudna sprawa, ale z taką defensywą to nie ma co myśleć o czymkolwiek. Za łatwo gospodarze rozstrzelali Kanonierów, a przegrywając 0-3 do przerwy raczej nie zdarza się cudowny powrót. To już czwarty gol pewnie zostałby uznany innego dnia, co pozostawiłoby Arsenal z bolesną porażką. Te dwie bramki honorowe to tylko mały prezent na otarcie łez, bo po czerwonej kartce Arsenal już nie mógł wrócić. To już nawet błąd arbitra, który chyba nie zauważył podduszenia Alexisa Sancheza przez Charliego Adama, nic by nie zmienił. Skończyłby się jedynie czerwoną kartką dla gracza Stoke. Obawiam się jedynie, że emocje wokół stołecznego klubu pewnego dnia po prostu brzydko pękną i kto wie, może skończy się to fizyczną napaścią na menedżera. W końcu na razie są tylko obelgi słowne, ale to już tylko moment i staną się one fizycznymi atakami. Mam wrażenie, że krytyka Arsenalu i menedżera poszła już za daleko. To z pewnością szkodzi drużynie, a przecież tylko ona może wygasić ten pożar.

No i skoro mowa o pożarze, to czas na sześciopaki. Zadowolony na pewno jest zespół QPR, który po wygranej z Burnley opuścił strefę spadkową. Nawet czerwona kartka dla Charliego Austina nie pomogła gościom. Wydaje się, że piękny sen Burnley właśnie dobiegł końca i z tych ostatnich miejsc oni już nie wyjdą. No a gospodarzom potrzebne są punkty, ale jakoś jestem dziwnie spokojny, że oni je zdobędą.

W drugim sześciopaku bezbramkowy remis, który cieszy tylko zespół West Brom. To punkt na wyjeździe, przerwanie serii porażek i przede wszystkim nie pozwolenie rywalowi na awans w tabeli. Zespół Hull ma swoje problemy i podejrzewam, że przeinwestowano latem, a nowi zawodnicy nie dają drużynie tyle, na ile liczono. Już widać, że to będzie trudny sezon i podejrzewam, że prezes już szuka nowego szkoleniowca, który poprowadziłby zespół do 17 miejsca. Oczywiście 2-3 wygrane pozwoliłby odetchnąć, ale podniesienie zespołu w takim momencie to bardzo trudne zadanie.

No i ostatni sześciopak, czyli starcie Aston Villi z Leicester. Goście 10 meczów temu mieli piłkarski świat przed sobą. Pokonali przecież Manchester United w emocjonującym meczu i wydawało się, że pójdą już tylko w górę. Zamiast tego 2 punkty w tym okresie i wyrżnięcie w dno, z którego chyba już się nie podniosą. Stracili kontakt z bezpiecznymi miejscami, bo to już cztery punkty, więc odrobienie tego wymaga minimum dwóch spotkań. Patrząc w terminarz, z kim oni mają je wygrać? Do tego konflikt z kibicami, co podejrzewam jeszcze bardziej podkopuje pozycję menedżera. Na chwilę obecną wydaje się prawie pewne, że oni już nie wrócą do gry i nie zdobędą tylu punktów, żeby się utrzymać. Pojedyncze wygrane do końca sezonu pewnie się zdarzą, ale ten dystans do bezpiecznych miejsc już chyba pozostanie.

Dziś wieczorem starcie Southampton – Man United, z podtekstami i o Ligę Mistrzów. Za tydzień mecz Leicester – Man City (goście będą już po Rzymie), Arsenal – Newcastle (ostatnia chyba szansa na złapanie czwartej pozycji), a w niedzielę Man United – Liverpool. No też o czwarte miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz