_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.12.2014

16 Gameweek Premier League


Od razu widać, że grudzień to magiczny miesiąc. Przede wszystkim zespoły, które miały dobrą formę wcześniej, jakoś magicznie ją tracą. W końcu te wszystkie powiedzenia o grudniu i ligowej pozycji mają w sobie ziarno prawdy.


No i pierwszy sztandarowy przykład tego, co ten miesiąc robi z zespołami, to Southampton. Spotkanie z Burnley, mimo że na wyjeździe, to była idealna okazja na przełamanie serii słabych wyników. Oczywiście one były w meczach z silnymi, więc ten pojedynek zespół musiał wygrać. No i w tym momencie czegoś zabrakło. Tylko dwa strzelone gole od ósmego listopada muszą pozostawić ślad na dorobku punktowym zespołu. Co prawda można ten mecz sprowadzać do niewykorzystanego rzutu karnego, ale to będzie nadużycie. Zawiniły najprawdopodobniej problemy w motywacji graczy. Wydawało się, że rywal położy się i poczeka na wykonanie kary, a zamiast tego zawiesił poprzeczkę na tyle wysoko, że goście jej nie sforsowali. Może to za wcześnie na prognozy pod kątem tabeli po 38 kolejkach, ale Soton chyba stracił tę iskrę, która pchała ich do przodu we wcześniejszych meczach. Tylko i wyłącznie od menedżera teraz zależy, czy rozpali on graczy swojego zespołu od nowa. Tak żeby zakończyli oni sezon na wysokim miejscu w tabeli.

Pojawił się ten temat, więc nie można nie wspomnieć o Liverpoolu. Teoretycznie mecz w Manchesterze United się udał. Bohaterem meczu bramkarz gospodarzy (pracujący najprawdopodobniej na transfer do Madrytu), przewaga na boisku, tylko ten wynik … Pierwszy gol to wyraźny błąd taktyczny, bo skoro Wayne Rooney grał w pomocy, to nie może defensywny pomocnik kryć go na radar. Nie obwiniałbym bramkarza, bo był zasłonięty. Drugi gol to po prostu pomyłka arbitra liniowego, bo to był wyraźny spalony. No a trzeci to już jakaś katastrofa w defensywie. Podejrzewam, że za dużo rzeczy dzieje się źle w szatni, bo nie można inaczej wytłumaczyć tego, co się stało. Przed sezonem można było zakładać, że powtórzenie tak dobrego sezonu, jak ostatni, jest niemożliwe. Teraz nie ma dwóch napastników, którzy rok temu demolowali wiele defensyw. Luis Suarez jest już w Barcelonie, Daniel Sturridge spędza czas głównie w gabinetach lekarskich. Trudno zastąpić takich graczy. Dodatkowo trudno znaleźć miejsce dla Stevena Gerrarda, bo widać po nim wiek, a pozycja na której gra wymaga dobrego przygotowania fizycznego. Trochę mi szkoda Brendana Rodgersa, bo najprawdopodobniej słabe wyniki doprowadzą do jego dymisji, a przecież nie odpowiada on za wszystkie złe rzeczy. W końcu co innego, gdy trzeba kupić jakość, a tego zabrakło. Tylko że chyba już nic nie odrobi błędów popełnionych latem. Trudno dostrzec gracza, pozyskanego latem, który miałby wyraźny pozytywny wpływ na drużynę. Bardziej widać negatywny wpływ ubytków. Nie mówię o napastniku, ale o obrońcach, bo mam wrażenie, że Daniel Agger, czy Martin Kelly, aż takich błędów by nie robili.

No i skoro mowa o błędach czas na zespół, który ostatnio popełnił ich dużo, czyli Arsenal. Mam wrażenie, że forma Kanonierów zaczyna iść w górę. Ten mecz ze Stoke był najprawdopodobniej wypadkiem przy pracy, bo już pojedynek z Newcastle pokazał, że walka o pierwszą czwórkę jest bardzo realna. Rywale niedawno pokonali Chelsea, więc można było spodziewać się wielu rzeczy. Tylko że zdecydowała ta delikatna różnica. Goście mieli swoje szanse, ale nie przekształciły się one w bramki. Gospodarze tego dnia wykorzystali swoje okazje. Newcastle może zapomnieć o miejscu dającym prawo gry w Lidze Mistrzów. Po tym dobrym okresie czytałem gdzieś takie odważne zapowiedzi, że drużynę na to stać. Dwa wyjazdy do Londynu to bardzo mocno zweryfikowały, bo zero punktów to nie przypadek. No a Arsenal w końcu pokazał na co go stać. Miałem wrażenie, że szczyt formy szykowany jest na grudzień z uwagi na wiele spotkań i chyba to widzimy.

Następna kolejka zacznie się w sobotę, dzisiaj jedynie mecz Everton – QPR. Aston Villa – Manchester United, tak czuję, że tu mogą być emocje. Szkoda, że w tym samym czasie będzie mecz Southampton – Everton, bo to chyba mecz o szanse na czwórkę. No a w niedzielę znów ważny mecz dla Liverpoolu, czyli starcie z Arsenalem. Tak właściwie to ostatnia szansa na złapanie kontaktu z czołową czwórką dla gospodarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz