_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.12.2014

18 Gameweek Premier League


Tradycyjna przerwa świąteczna w Premier League, czyli kolejki w czasie świąt. Na swój sposób można mówić o tym jak o przerwie, bo w ten sposób oddziela się zespoły mające o coś walczyć od tła. O tej delikatnej różnicy najlepiej świadczył pierwszy mecz, czyli derby Londynu.


Teoretycznie spotkanie Chelsea i West Hamu nie powinno przykuwać większej uwagi, ale w tym sezonie spotkał się lider z czwartym zespołem. Dlatego można było spodziewać się emocji. Zamiast tego bohaterem znów został bramkarz gości, którzy zbyt wiele po prostu nie pokazali. Zero celnych strzałów to chyba najlepszy dowód (i jeden słupek, jak już nikomu nie zależało). Dwubramkowa wygrana to najmniejszy z możliwych wymiar kary, bo równie dobrze Chelsea mogła prowadzić kilkoma bramkami do przerwy. To jest właśnie ta różnica między silnym zespołem, a drużyną pretendującą do miejsc w czołówce. Nie jest przypadkiem, że z całej ligi tylko Manchester City dotrzymuje kroku, a reszta drużyn jest minimum 10 punktów dalej. Jak na półmetek, to jest przepaść.

Podobna do tej, przed którą stoi menedżer Evertonu. Wyniki z tego sezonu zdecydowanie odbiegają od oczekiwań, a przecież poprzedni sezon rozbudził nadzieje. W tym jest fatalnie, nie ma co tego ukrywać. Można mieć pretensje do arbitra, ale to nie może ukryć tego, że zespół nie miał pomysłu jak ugryźć przeciwnika. Wracamy więc do taktyki, odpowiedniego planu przed meczem na to, jak osiągnąć wynik. Z jakiegoś powodu menedżer nie potrafi odpowiednio nastawić swoich piłkarzy do spotkania. W tamtym sezonie był po prostu efekt nowości, bo długie rządy poprzednika mogły trochę uśpić piłkarzy. Teraz tego nie ma, a nowych impulsów brak. Pięć wygranych w tym sezonie to za mało. Zmiany menedżera raczej nie będzie, ale Roberto Martinez powinien jak najszybciej znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania. Bo jak nie, to ktoś inny będzie odrabiał to zadanie.

Odpowiedzi na pytanie, czy Arsenal zagra w Lidze Mistrzów za rok, nie udzielę. Pozostanę przy tym, co napisałem w zapowiedzi sezonu. Mecz z QPR miał wiele elementów epickiego wydarzenia. Czerwona kartka, niewykorzystany rzut karny, błędy w defensywie. Wiele się działo, ale na końcu Kanonierzy mają trzy punkty. Oliver Giroud i czerwona kartka? No, głupia. Zawodnik nie powinien reagować na wydarzenia boiskowe w taki sposób. Mogło to dużo kosztować, bo drużyna któryś już raz w tym sezonie skapitulowała za szybko i jedynie słabość zespołu gości nie pozwoliła im na zdobycie punktu albo nawet i punktów. Arsenal w trakcie meczu się wyłącza, stąd większość tych strat punktowych. Do miejsc dających prawo gry w Lidze Mistrzów (nie oszukujmy się, eliminacje nie powinny być problemem) jest blisko, a dwa punkty można odrobić w jednym meczu. Tylko że defensywa trochę zaczyna zawodzić. Kontuzje kontuzjami, ale chyba czegoś brakuje. Za kilka dni otwiera się okienko transferowe, więc może doczekamy się jakiegoś zakupu. Tylko że tym razem defensora i/albo defensywnego pomocnika. Są momenty, że Arsenal bardzo przypomina Chelsea, zwłaszcza w szybkim ataku. Różnicą jest defensywa i ta różnica oznacza 15 punktów straty. Dziewięć straconych bramek mniej (czyli gra w defensywie tak jak rywal z miasta) i byłoby właśnie te 15 punktów. Czyli jest blisko, ale jednocześnie tak strasznie daleko.

Następna kolejka po przerwie zimowej, czyli w niedzielę. Tottenham – Manchester United na dzień dobry i biorąc pod uwagę defensywy obu zespołów, skończy się zapewne bezbramkowym remisem. Potem Southampton – Chelsea (gospodarze muszą raczej wygrać) i kolejne derby Londynu: West Ham – Arsenal. To dla gości mecz o awans do pierwszej czwórki na Nowy Rok, więc powinno być ciekawie, bo gospodarze mają ten sam cel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz