_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

12.01.2015

21 Gameweek Premier League


Nowy rok, nowi trenerzy i nowy początek w pewnych klubach. Po staremu zostaje ścisk w czołówce (między czwartym, a ósmym zespołem, są zaledwie dwa mecze różnicy) i w dole tabeli. Dwunasty zespół ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową, więc to jest bardzo ciasno upakowane. Zaczniemy od spotkania, które miało duże znaczenie, czyli pojedynku Burnley – QPR.


Zacznę od tego, że nie przeceniałbym tej wygranej. Spotkały się dwa słabe zespoły i to było widać. Obrona gości, no, tragiczna. Skoro zawodnicy Burnley potrafili wyglądać jak gracze Barcelony, to coś jest nie tak. Teoretycznie ci obrońcy znają się na swojej pracy. W praktyce widzimy najgorszą defensywę w lidze. Podobnie jak seria porażek w meczach wyjazdowych. 0-0-10 to fatalny bilans, w sam raz na spadek z ligi. Nic dziwnego, że doszło do kłótni z fanami drużyny, którzy nie do końca akceptują to, co się dzieje. Nie chciałbym pisać, co poszło nie tak, bo odpowiedź na to pytanie zna tylko menedżer z piłkarzami. Tylko że musi istnieć jakaś przyczyny, która spowodowała to miejsce w tabeli.

To potrafi doprowadzić do zmiany szkoleniowca i jak widać w przypadku Crystal Palace zdało to egzamin. Przynajmniej w meczu z Tottenhamem. Gości chyba zgubiła wygrana z Chelsea, bo na ten mecz potrzebna była podobna dawka koncentracji i motywacji. Tego zabrakło i najprawdopodobniej z tego powodu został popełniony ten faul w polu karnym. Tylko że po nim nastąpiła pewna zmiana i zespołu gości praktycznie nie było, a to niepokojące. Wiadomo było, że gospodarze w pierwszym meczu z nowym szkoleniowcem pokażą wszystko, żeby dobrze zacząć i mieć jakiś punkt zaczepienia, z którego można się odbić. Tylko dlaczego goście nie byli na to przygotowani? To zależy przede wszystkim od menedżera, który musi nastawić odpowiednio swoich graczy do meczu. Tutaj tego zabrakło.

Nie zabrakło wygranej w drugim meczu nowego menedżera, chociaż tu było chyba bliżej remisu. Piłkarze Hull właściwie sami sobie strzelili gola. Ten mecz spokojnie zmierzał do bezbramkowego remisu, mimo tej całej mobilizacji gospodarzy. Tylko na ratunek przybyło jedno złe podanie. Nie wiem, o czym myśleli defensorzy gości, no ale stało się. Tylko że to wciąż było daleko od gola. No ale gospodarze mieli Saido Berahino, a goście takiego gracza nie. Może to też efekt kontuzji w pierwszej połowie, bo strata dwóch ofensywnych piłkarzy zaboli. Zwłaszcza taki zespół jak Hull. Na razie jednak nie ma się co przejmować, czy popadać w nadmierny optymizm. Seria dobrych wyników wykatapultuje zespół do środka tabeli, a złych zepchnie do strefy spadkowej. Mimo że połowa sezonu za nami, to jeszcze tabela nam nie pękła za bardzo.

Pomału nam chyba pęka za to Manchester United, a przecież miało być inaczej. Louis van Gaal twardo mówił o trzech miesiącach i chyba ta końcówka grudnia pozwala już wyciągać pewne oceny. Na przykład taką, że nie ma za dużej różnicy między nim, a Davidem Moyesem (tyle samo punktów po 21 meczach). Skoro wydało się taką sumę pieniędzy przed sezonem, to dziwi. Co prawda można powiedzieć, że to tylko jeden mecz, ale z drugiej strony tylko jedna wygrana w pięciu ostatnich meczach ligowych. Można się zaniepokoić. Wydaje się, że problemy zespołu są nieco poważniejsze. Możliwy konflikt z Radamelem Falcao, trafiający do składu Victor Valdes (nie będzie przecież siedział na ławce) i dziura w defensywie. Bardzo niepokojąca powinna być statystyka z tego meczu. Zero celnych strzałów, a przecież z takimi zawodnikami to wydawało się niemożliwe. Podobnie jak sprawienie, żeby piłkarze Sotonu uwierzyli w siebie. Oni spokojnie mogą marzyć, żeby wedrzeć się do pierwszej czwórki. Przed sezonem to wydawało się nierealnym marzeniem. Tylko kogoś z tych miejsc będzie trzeba eksmitować.

Krótko o Arsenalu, bo nie wydaje się, że to będzie akurat ten zespół. Do bramki wskoczył David Ospina i kto wie, czy nie rodzi się nam pierwszy bramkarz. Dodatkowo wracają zawodnicy po kontuzji i menedżer od razu ma więcej atutów w ręce. Co prawda ten mecz ze Stoke nie powinien narzucać daleko idących wniosków, ale widać było pewną zmianę nastroju. Tylko że walka o pierwszą czwórkę będzie i tak trudna.

Następna kolejka w sobotę. Sześciopak Burnley – Crystal Palace, oraz mecz na przełamanie się, czyli pojedynek QPR – Manchester United. W niedzielę za to hit kolejki Manchester City – Arsenal. Gospodarze muszą, goście mogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz