_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

23.03.2015

30 Gameweek Premier League


Kto by pomyślał, że tę kolejkę będą sponsorować błędy arbitrów. Podejrzewam, że presja klubów doprowadzi do jakiejś formy użycia telewizji do pomocy sędziom. Nieważne czy to będzie arbiter telewizyjny, czy kilka możliwości dla zespołów na sprawdzenie wydarzenia i podjęcie decyzji, ważne, że chyba coś się zmieni. Oczywiście to nie wyeliminuje pomyłek graczy.


Chyba największą mieliśmy w meczu Liverpool – Manchester United. Rozumiem emocje związane z walką o miejsce w pierwszej czwórce, z ostatnim takim meczem w swojej karierze dla Stevena Gerrarda, ale od gracza, który kończy karierę w Anglii, wymagałoby się bardziej dojrzałego zachowania. Zamiast tego Gerrard zachował się jak junior i w meczu zagrał jakieś 40 sekund. Samo zagranie na kartkę było zupełnie niepotrzebne i kolejny raz okazało się, że teoretyczny lider zespołu ciągnie go w dół. W poprzednim sezonie to słynne poślizgnięcie się dało tytuł Manchesterowi City, teraz ta kartka może wysłać Liverpool na miejsca poza czołową czwórką na koniec. Oczywiście były błędy w defensywie, pogubione krycie, ale wszystko można było odrobić. Trzeba było jedynie zachować zimną krew i się po prostu nie zagotować. Co ciekawe mogły być jeszcze dwie czerwone kartki dla graczy gospodarzy, bo Martin Skrtel chciał zrobić krzywdę bramkarzowi gości, a Mario Balotelliego powstrzymali kibice, bo jak nie oni, to różnie mogłoby się to potoczyć. No i jedna dla zawodnika United, bo innego dnia Phil Jones wyleciałby z boiska tak ze dwa razy. Tylko że najważniejszą porażkę poniósł menedżer gospodarzy. On po prostu nie był gotowy na plan Manchesteru. Jego piłkarze nawet nie przetestowali poważniej defensywy rywala. Jeden celny strzał przez 90 minut to o wiele za mało. W ten sposób kwestia, czy Liverpool zagra w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów, wydaje się rozstrzygnięta. Na osiem meczów do końca, pięć i pół punktu (bo różnica bramkowa) przewagi to raczej za dużo do odrobienia. Zostaje tylko matematyka i wiara w cudowne zdarzenia.

Podobnie jak w QPR. Patrząc w kalendarz widzę może 9 punktów do końca sezonu, a zespół potrzebuje tak nastu przynajmniej. Spotkanie z Evertonem było typowym sześciopakiem, bo porażka jednej drużyny właściwie potwierdzała jej spadek z ligi. Zespół z Londynu na 95% poleci z ligi, to już praktycznie widać po zawodnikach. W tym roku piłkarze zagrali 11 razy w lidze i zdobyli, trzeba się przytrzymać, cztery punkty. To wyraźna forma spadkowa i jak widać zmiana menedżera niewiele pomogła. Moim zdaniem po prostu nie zatrudniono takiego fachowca, który naprawiłby kilka rzeczy, ale podejrzewam, że nikt nie chciał psuć sobie nazwiska. Wydawało mi się, że zespół odrobił lekcję z poprzedniego spadku, ale chyba dystans między drugą ligą, a pierwszą, jest za duży. Oczywiście można sobie z tym poradzić, ale wymaga to menedżera, który podejmie dobre decyzje. W QPR tego zabrakło po prostu.

Ciekawe czy zabraknie też w Sunderlandzie, gdzie trwa okres przejściowy między starym, a nowym trenerem. Mam wrażenie, że gdzieś już widziałem takie sięgnięcie po wzorce z kontynentu. Sezon temu Fulham zatrudnił Felixa Magatha. Wiele doświadczenia, ale nie w Anglii, a to specyficzna liga. Dick Advocaat ma teoretycznie więcej doświadczenia, ale znów praktycznie zerowe doświadczenie związane z piłką w Anglii. Prowadził Glasgow Rangers, ale gdzie liga szkocka, a angielska. No i to było trzynaście lat temu, czyli w piłce nożnej jakieś dwa wieki. Teraz nie jest menedżerem, a głównym trenerem, ale to nie ma znaczenia przy zamkniętym okienku. Osobiście bym go nie zatrudniał, bo brak znajomości angielskiej piłki może go zgubić i przy okazji też klub. Czekam na to, co będzie jego serem. Magath zapisał się tym, co powiedział na temat leczenia jego zawodnika. Ciekawe czym zapisze się Advocaat. Na razie są żarty z jego imienia, ale za to nie ma punktów. Tak jak w meczu z West Ham. Powiedziałbym, że tam był faul przed bramką dla gości, ale sędzia tego nie widział. Tylko jak to się mówi, na pochyłe drzewo każda koza skacze. Drużyna potrzebuje kogoś, kto ma magiczną różdżkę. Dwa następne mecze będą absolutnie kluczowe. Tylko ciężko wygrywać, jak drużyna nie ma żadnej pewności siebie. W ostatnich sześciu meczach zespół zdobył jednego gola, głowy to nie urywa za bardzo. Wiem że jest czas, jest w końcu przerwa na mecze reprezentacji, ale tego nie nadrobi się pstryknięciem palców. Możemy szybko się dowiedzieć, czy zatrudnienie Holendra miało sens. Jak nie, bo może się okazać, że walki w dole tabeli też nie będzie. W końcu po tych dwóch meczach zapowiadają się tylko trzy oczka do końca sezonu. To trochę za mało, jak obudzą się rywale.

Ten błąd arbitra z meczu Man City – West Brom nie miał za dużego znaczenia, bo i tak gospodarze są za silni, żeby przegrać takie spotkania. Tylko że może to wywołać jakąś dyskusję, a potem coś w rodzaju sędziego telewizyjnego. W innych dyscyplinach (hokej, tenis, czy futbol amerykański) to nie przedłuża za bardzo czasu transmisji, a rozładowuje potencjalne spięcia między zawodnikami, trenerami a sędziami. Może to pomóc, pod warunkiem rzecz jasna, że FIFA nie sprzeciwi się temu. Tak się zastanawiam jedynie, na ile Anglia jest gotowa wystąpić w razie czego z UEFA, czy FIFA. Liga się sama w razie czego obroni. Przynajmniej powinna.

Następna kolejka czwartego kwietnia. Arsenal – Liverpool to już chyba ważny mecz dla jednej drużyny. West Brom – QPR to znów, jedna drużyna musi, druga nie za bardzo może. W niedzielę Sunderland – Newcastle, a we wtorek Aston Villa – QPR. Może się okazać, że zespół gości będzie miał +5 punktów do odrobienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz