_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

06.04.2015

31 Gameweek Premier League


Gorączka świąteczna dopadła też Premier League. Pewnie dlatego tak wiele wyników odbiegało od pewnej normy, wyznaczonej przez wcześniejsze rezultaty. Zostaje nam rywalizacja o pozostanie w lidze, bo na za duże zmiany w pierwszej czwórce bym nie liczył. Te drużyny nie złapią kryzysu i nie przegrają wszystkiego do końca. Co prawda cztery mecze będą między tymi zespołami, ale poniżej czwartej pozycji nikt już nie spadnie na 95%.


Idealnie oddał to mecz w Londynie, w którym Arsenal pokazał wyraźnie Liverpoolowi, że nie ma czego szukać w tej rywalizacji. Na początku spotkania pomyślałem, że albo gospodarze zmasakrują gości kilkoma bramkami, albo padnie jakaś bramka dla Liverpoolu i zacznie się wielki mecz. Zamiast tego Raheem Sterling nie trafił w piłkę i nadzieje na dobry wynik ulotniły się szybko. Rozumiem, że gospodarze zawiesili poprzeczkę wysoko, ale goście nawet nie spróbowali jej sforsować. Bardzo wyraźnie widać było słabość drużyny i brak umiejętności, żeby coś zmienić. W takich meczach decyduje po prostu jakość, a tej gospodarze mieli bardzo dużo. Goście niekoniecznie. Po prostu szanse na zakończenie sezonu w pierwszej czwórce przerosły Liverpool. Dobra rzecz, że nie spadną z ligi.

Tego nie może powiedzieć za bardzo zespół QPR, bo mimo wysokiej wygranej z West Brom dalej jest strefa spadkowa. Gdyby takiego gola, jakiego strzelił Bobby Zamora, strzelił Leo Messi, media rozpłynęłyby się w zachwytach. Tutaj był tylko gol w meczu o pozostanie w lidze, ale podejrzewam, że ta wygrana może dać zespołowi coś bardzo ważnego. Przekonanie, że możemy. To bardzo ważna rzecz, czasami decydująca o ostatecznym kształcie tabeli. Rozumiem, że to jeszcze daleka droga, ale jak rozpisywałem sobie wyniki do końca sezonu, to wychodzi mi, że może zespół zostanie. Co prawda spotkań między drużynami walczącymi o pozostanie jest od groma (naliczyłem sześć), ale wszystko może zacząć się wyjaśniać już we wtorek, kiedy Aston Villa podejmie QPR. Tak czuję, że jedna z tych drużyn spadnie. Mogą też spaść dwie, ale dwie się raczej nie uratują. To rozstrzygający moment sezonu, a ponieważ decydują wyniki jednego spotkania czasami, to wiele może się wydarzyć. Na przykład można zacząć mecz lewą nogą i trafiając na zdeterminowanego rywala, przegrać go boleśnie.

Bardzo trudną sytuację ma zespół Hull. Do końca siedem meczów, z czego 5 bardzo trudnych, 1 trudny i tylko jeden zapowiadający się na łatwy, ale to z zespołem też będącym w trudnej sytuacji. Niezależnie jak liczę, wychodzi mi, że spadną. Oczywiście mogą zrobić Sunderland z poprzedniego sezonu, ale na to są małe szanse tak właściwie. Na chwilę obecną wydają się być drużyna, która spadnie z ligi. Obok Leicester, bo oni mają za dużo punktów do odrobienia i za mało meczów do rozegrania. Po pierwszej kolejce zespół Hull był trzeci. Na koniec też może być trzeci, ale od końca.

Chyba uratuje się Sunderland, ale po tym meczu z Newcastle miałem wrażenie, że walczyli dwaj spadkowicze. Po zespole gości widać wyraźnie, że jakości jaką dawał Alan Pardew nie ma i chyba nie ma też pomysłu, jak ją przywrócić. Jak na derby wiele walki, wślizgów typowych dla takich spotkań, wiele pracy, ale jakości niewiele. Gospodarze mają jednak asa w rękawie. Nie chodzi mi o Jermaine’a Defoe, który dał z siebie chyba 110% normy, ale o mecz z Leicester na swoim stadionie. Wygrana powinna zapewnić im pozostanie w lidze, a wyzwania wrócą latem. Tylko że taka sytuacja jest co roku w klubie, więc chyba się przyzwyczaili.

Podobnie jak Tottenham przyzwyczaił się do kończenie ligi poza miejscami w pierwszej czwórce. Im zaszkodziła porażka z Manchesterem United i w spotkaniu z Burnley było to widać. Czego zabrakło? Chłodnej głowy, która kontrolowałaby wydarzenia na boisku i sprawiłaby, że defensywa rywala miałaby więcej pracy. Można się zastanawiać, czy opaska kapitana dla Harry’ego Kane’a nie zaszkodziła za bardzo. Widać było wyraźnie, że jest nią trochę przytłoczony, a to nie pomogło drużynie. Dodając do tego chyba zmęczenie, to wyszedł bezbramkowy remis, po takim dość topornym meczu. W kolejce, gdzie padło tak wiele pięknych bramek, to na pewno nie jest dobra reklama ligi. Tottenham moim zdaniem powinien skoncentrować się, żeby zrobić krok w tył i nie zakwalifikować się do Ligi Europy. W tym sezonie piłkarze zagrali 10 meczów w Europie, plus finał Pucharu Ligi. To czyste zgadywanie, ale podejrzewam, że bez tego byłoby lepiej w lidze. Czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby później dwa do przodu.

Dzisiaj jeszcze mecz Crystal Palace – Man City (ciekawe, czy goście skończą na podium), jutro wspomniany już Aston Villa – QPR, a następna kolejka w sobotę. Chyba każdy mecz jest ważny z jakiegoś powodu, ale wybrałbym Tottenham – Aston Villa i Sunderland – CP. W niedzielę derby Manchesteru i chyba gospodarze wygrają. Z naciskiem na słowo chyba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz