_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.04.2015

34 Gameweek Premier League


Widać już koniec tego maratonu, jakim jest sezon Premier League. Do końca zostały cztery kolejki i chyba już widzimy, jaka będzie ostateczna klasyfikacja w tabeli. Oczywiście mogą jeszcze być delikatne zmiany, ale większe to już chyba dopiero za rok.

Pierwszy sześciopak tej kolejki został rozegrany w Burnley i po piłkarzach obu zespołów widać było presję. Kończąc poprzedni wpis o Premier League stwierdziłem, że przegrany spada z ligi. Dlatego mając rzut karny przeciwko sobie, piłkarze Leicester mogli wierzyć tylko w szczęśliwy zbieg okoliczności. Teoretycznie piłkarz Burnley zrobił wszystko dobrze. Zmylony bramkarz, strzał w drugi róg. Tylko że w słupek, a minutę później gol dla gości. Prawie że samobój. Biorąc pod uwagę, że Burnley choruje na brak bramek, to ich los wydaje się być przesądzony. Trudno będzie o pewność siebie i odpowiednią motywację. Tym bardziej, że do końca czekają ich trzy wyjazdy. Leicester to inna historia. Na 95% zostaną w lidze, bo po pierwsze strzelają bramki, a po drugie mają jeszcze dwa łatwe mecze przed sobą. To powinno wystarczyć.

Drugi sześciopak, czyli małe derby Londynu, zakończył się bezbrakowym remisem i można znaleźć wspólną rzecz z meczem Burnley. Niewykorzystany rzut karny. Wydawało się, że defensor West Ham zrobił wielki błąd, ale potem pobłądził również Charlie Austin. Nie odczytał bramkarza, źle uderzył i po prostu nie wykorzystał najlepszej okazji swojego zespołu. Biorąc pod uwagę z kim QPR zagra do końca sezonu, to już można się z nimi żegnać. Oczywiście, że matematyczne szanse są, ale tę kartę wykorzystał już zespół Leicester.

Trzecim spadkowiczem najprawdopodobniej będzie Sunderland, bo ten mecz w Stoke był chyba najłatwiejszym spotkaniem dla klubu do końca sezonu. Zaczęło się znakomicie dla zespołu gości, bo gol już w pierwszej minucie pozwala na większą swobodę w grze. Pierwsza rzecz, której nikt nie zakładał, to słabsza forma Jermaine’a Defoe. Innego dnia strzeliłby jedną, może dwie bramki i spotkanie byłoby już tylko meczem do rozegrania. Druga rzecz to wyrównująca bramka, bo takie coś nie zdarza się co mecz. Koniec końców, mimo jeszcze godziny gry, wynik się nie zmienił i to chyba przesądza losy Sunderlandu. Oczywiście zostaje matematyka, ale trzeba wyjść na boisko i pokazać, że potrafi się czasami nagiąć wyniki na swoją korzyść. Piłkarze Sunderlandu chyba już w to nie wierzą. Wydawało mi się to mało możliwe przed sezonem, ale za dużo błędów i za mało punktów. Powinno być odwrotnie.

No i wielkie derby Londynu, bo chyba nie ma dwóch mocniejszych zespołów ze stolicy Anglii. Nie było bramek, ale mecz mi się podobał. Mimo pewnej przewagi Arsenalu, bliższa wygranej była drużyna Chelsea. Przede wszystkim powinna dostać jeden rzut karny. Gdyby obrońca tak wszedł w Oscara, to jedenastka byłaby pewna. W przypadku bramkarza była inna historia. Dwie inne sytuacje piłkarzy Chelsea? Trochę za dużo aktorstwa, bo nie powinniśmy zapominać, że nie każde dotknięcie piłkarza przeciwnika to od razu faul. Bardzo dobry występ defensywy drużyny gości to było za dużo na ataki Arsenalu. W niektórych akcjach zabrakło centymetrów, ale mimo wszystko raczej za dużo respektu miał menedżer gospodarzy. Co prawda ofensywa gości potrafiła napędzić strachu, ale biorąc pod uwagę osłabienia, to można było trochę bardziej zaryzykować. Tylko że Jose Mourinho bardzo prestiżowo traktuje te mecze, dlatego przede wszystkim nie pozwalał rozpędzić się rywalowi. W przeciwieństwie do meczu z Manchesterem United nie udało się jedynie strzelić gola. Tylko że to niczego nie zmienia. Chelsea będzie pierwsza, po piłkarzach już widać ten sukces. Arsenal z kolei nie wypadnie z miejsc 2-4, a jak dobrze pójdzie, to nie będzie musiał przebijać się przez eliminacje Ligi Mistrzów. No i finał FA Cup jest gdzieś nad głową. Dlatego ten remis można uznać za rozpoznanie bojem przed pojedynkami za rok. W końcu zespoły mogą zagrać ze sobą kilka razy, jak losowania się dobrze ułożą. Następny sezon może być bardzo ciekawy.

Następna kolejka w sobotę, ale w tygodniu będzie odrabianie zaległości. Gospodarze nie są faworytami, ale koniec sezonu przynosi czasami zaskakujące wyniki. Wracając do następnej kolejki, Leicester – Newcastle to ważne spotkanie dla gospodarzy, podobnie jak Liverpool – QPR. Co prawda The Reds nie mają większych szans na Ligę Mistrzów, ale jak Manchester United złapał kryzys, to kto wie. W niedzielę mecz Tottenham – Manchester City. Tak mi się skojarzyło, mecz dwóch przegranych tego sezonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz