_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

17.08.2015

2 Gameweek Premier League


Druga kolejka za nami i nie da się ukryć, że niektóre zespoły są jeszcze w formie wakacyjnej. Ale żeby to była Chelsea, to niespodzianka. Pierwsze w tym sezonie starcie wagi ciężkiej zakończyło się pewnym rozczarowaniem, bo rywal Manchesteru City nie do końca był obecny w tym meczu.


Przede wszystkim daleki byłbym od słów, że wynik tego meczu był fałszywy. No chyba, że Manchester City powinien strzelić kilka bramek więcej. Trochę mnie dziwi takie zagubienie się menedżera londyńskiej drużyny, bo ono może wskazywać na coś poważnego w gabinetach dyrektorskich. W Realu Madryt menedżer poniósł porażkę, gdy chciał wprowadzić swój styl gry. Tylko że przerobienie Realu na zespół łobuzów, który zastraszy każdego rywala, nie mogło się udać. W końcu byłoby to podeptanie historii klubu i wartości, jakimi hołduje drużyna. W Chelsea niby o to łatwiej, ale kolejne wojenki medialne przede wszystkim nie robią dobrej prasy klubowi. Jeszcze żeby wyniki broniły menedżera, no ale nie bronią. W poprzednim sezonie piątego gola zespół tracił w połowie września. Teraz w drugim meczu. Coś niedobrego dzieje się w Chelsea i menedżer pokazuje to kłócąc się z całym światem. Od prezesa były dwa ostrzeżenia. Pierwsze to mała aktywność na rynku transferowym, drugie to Petr Cech w Arsenalu. Konflikt na linii prezes – menedżer nie doprowadzi do czegoś dobrego. Podobnie wywalenie z klubu Evy Carneiro. Ona znała piłkarzy bardzo dobrze, bo pracowała z nimi dłużej, niż menedżer. Natomiast on wchodzi w pechowy dla siebie trzeci sezon pracy w danym klubie. Za pierwszym razem w Chelsea było później zwolnienie i też zakupy przedsezonowe były takie nijakie. W Realu była katastrofa, teraz znów w Chelsea zaczyna się wszystko niedobrze gotować. O samym meczu nie ma co pisać, bo nie chyba nikt się nie spodziewał, jak łatwo zawodnicy City odniosą wygraną. Musi być jakieś drugie dno tej słabości piłkarzy. Nie sądzę, że to treningi, bo od menedżera pracującego tyle lat wymaga się znajomości takich rzeczy. Na razie zawodnicy są zupełnie bez formy i w takim stanie nie widzę ich odnoszących sukcesy wiosną. Wiem, że to początek sezonu, ale zaczyna powtarzać się historia z poprzednich klubów Portugalczyka. Tych klubów, gdzie dane mu było pracować dłużej. Jak widać każda wojna, nawet te medialne, niesie ze sobą ofiary.

Jednak pierwszym menedżerem, który pożegna się z pracą, może być Dick Advocaat. Trzeba zadać sobie pytanie, czy podjął dobrą decyzję podpisując umowę na ten sezon. Zespół sprawia wrażenie, że jest w kompletnej ruinie. Siedem goli straconych to już dużo, a jakoś nie widać w zespole kogoś, kto natchnie go do walki. Nie dziwi mnie spotkanie kryzysowe w niedzielę, ale bardziej ciekawi mnie reakcja w następnym meczu. Były dwa, zapowiadające się na łatwe, mecze. Oba zakończyły się porażkami. Jak kolejne spotkania zakończą się tak samo, to będzie można pomału żegnać się z zespołem. Sierpień wydaje się za wcześnie na to, ale widać, że inne zespoły jednak odrobiły zadane lekcje latem. Trudno to powiedzieć o Sunderlandzie. Defensywa strasznie przecieka, a tak nie da się utrzymać. No chyba że kolejna wielka ucieczka jest gdzieś na horyzoncie.

Nie rozpędzałbym się piszą o potencjale Evertonu, bo po prostu trafili na słabego rywala. W tamtym sezonie Southampton zaskoczył. Teraz pojawiły się oczekiwania i zaczęły przychodzić słabsze wyniki. Drużyna nie ma po prostu jakości, a dobra forma w poprzednim roku na nic się nie przyda w tym. Dlatego Everton mógł błysnąc na tle tak słabego przeciwnika. Tylko nie widzę ani po jednej, ani po drugiej drużynie kandydata do walki o czołowe miejsca. Gdzieś w środku tabeli tak, ale coś więcej nie.

Podobnie nie widzę za bardzo Tottenhamu bijącego się o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. Do przerwy wszystko było niby rozstrzygnięte, nawet gol do szatni, co powinno podłamać przeciwnika. Ale nie, goście zaczęli drugą połowę nie czekając na wyrok, ale potrzebowali pomocy od swojego rywala. No i dostali ją. Toby Alderweireld niepotrzebnie faulował w polu karnym, bo ta akcja już się wypaliła i nic nie wskazywało na poważniejsze zagrożenie. Zamiast tego karny, gol, zaczynało brakować energii i wyrównanie. Dziwi mnie jak łatwo rywal wyprowadził w pole gospodarzy. Stephen Ireland, wprowadzony z ławki, nie znalazł odpowiedzi ze strony Spurs. Martwiłbym się jedynie o Harry’ego Kane’a. Z jednej strony dobiegające pogłoski o potencjalnym transferze, a z drugiej forma też nie do końca taka dobra. Liga już zna wielu zawodników, którzy mieli jeden dobry sezon, a potem znikali gdzieś w hierarchii. Biorąc pod uwagę jak mocno Anglicy pompują balonik, obawiałbym się, kiedy to pęknie. Przydałoby mu się wsparcie, najlepiej od innego napastnika w klubie, ale nie widać za bardzo kandydata. Na razie Tottenham walczy trochę ze sobą i z własnymi ograniczeniami. Dziwi mnie jedynie, że klub nie pozyskał kogoś wcześniej. Czekanie na ostatni dzień okienka może dziwić.


Następna kolejka w sobotę. Co prawda dziś jeszcze Liverpool – Bournemouth, ale w sobotę Sunderland – Swansea oraz Leicester – Tottenham. W niedzielę West Brom – Chelsea, a w poniedziałek kolejne meczysko, czyli Arsenal – Liverpool.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz