_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.08.2015

Arsenal 1 - 0 Chelsea (Tarcza Wspólnoty)



Tradycyjny curtain raiser nie tylko dla ligi, ale także dla nowej telewizji. Nie będę jednak pisał o debiucie 'Jedenastki' (tak wiem, ESN, ale lubię czasami spolszczać nazwy ;), bo tradycyjnie oglądałem bez fonii, ale zaczął się nowy sezon.

Składy obu zespołów może jeszcze niekompletne, brakowało kilku graczy, ale to akurat były najsilniejsze możliwe jedenastki tego dnia, którymi dysponowali menedżerowie. Na początku trochę żwawszy Arsenal, ale i tak pewna kontrowersja w 10 minucie, gdzie można było dopatrywać się faulu w polu karnym na Cescu Fabregasie. Tylko że to byłoby mocno naciągane, bo to bardziej faul w ataku, jak można byłoby zastosować reguły z koszykówki. Po prostu Hiszpan wpadł na niemieckiego defensora Arsenalu i się malowniczo odbił. Z czasem mecz zaczął wyglądać tak, jak chciał tego portugalski menedżer. W 24 minucie wyszedł jednak atak Arsenalu. Pogubiła się delikatnie defensywa Chelsea, swoje dołożył Alex Oxlade-Chamberlain i Chelsea musiała zacząć odrabiać straty. Tylko że brakowało jej napastników. Nic więc dziwnego, że do przerwy wynik się nie zmienił.

Po zmianie stron zadebiutował Radamel Falcao. Wiadomo, że cudów nie ma co oczekiwać, ale zawodnik nie pokazał tak właściwie niczego wielkiego. Kolejna zmiana, tym razem Oscar na boisku. Tylko że Chelsea nie potrafiła złapać tego właściwego biegu, rytmu gry. Podobnie jak Olivier Giroud, który wchodząc z ławki chyba miał potwierdzić, że będzie tym liderem linii ataku Kanonierów. Kolejne zmiany i gra się troszeczkę wypaliła. Nie było widać większej presji na zmianę wyniku. Wątpię, że Chelsea była zadowolona z rezultatu 0-1, ale chyba nie mogła za bardzo zmusić Kanonierów do błędu. Pod koniec jeszcze mała przepychanka między graczami, ale bez kartek. No i tak to się zakończyło.

Z tego meczu nie można wyciągać daleko idących wniosków. Może jedynie, że Chelsea bez napastnika będzie trudno w starciach z tymi dużymi. Mali zostaną odprawieni bez większego kłopotu, ale w starciach z tymi dużymi może czegoś brakować. Tego dodatkowego błysku, klasy i tak dalej. Wiem, że jest Diego Costa, ale do pierwszej kontuzji. W Arsenalu z kolei nie można nie zauważyć obecności w bramce Petra Cecha. Nie chodzi tylko o brak straty bramki, ale o pewien spokój promieniujący od defensywy. Tego dawno nie widziałem po Kanonierach. Co prawda dalej brakuje prawdziwego napastnika, bo Giroud takim graczem nie jest i chyba nigdy nie będzie, ale Kanonierzy mogą, przy sprzyjającej formie, wygrać z każdym. Na pewno sezon będzie ciekawy. Przy odrobinie pecha czekają nas tylko dwa mecze w lidze między tymi zespołami, ale przy lekkim szczęściu tych pojedynków będzie siedem (2 liga, 2 LM, 2 FA Cup i 1 League Cup). Na pewno ma nad czym myśleć Jose Mourinho. Start sezonu już w sobotę i pierwszy mecz może wskazać, kto nie załapie się do czwórki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz